środa, 8 grudnia 2021

"Gramy dla garstki maniaków". Rozmowa z Dreyerem, gitarzystą Dead Dog's Howl.

 

Dead Dog’s Howl. Twór stosunkowo młody i wzbudzający skrajne emocje. Dla jednych kompletnie niesłuchalna muzyka, dla drugich prawdziwie podziemny, surowy i szczery black metal. Jakby na nich nie spojrzeć, bez wątpienia są jednym z bardziej oryginalnych projektów na naszym podwórku. Jeśli jeszcze nie słyszeliście, polecam sprawdzić,  ja jestem fanem. Na koncie mają dwa materiały (tu ich recenzje), które nie definiują niczego nowego, jednak w udany sposób podążają drogą wytyczoną dawno temu przez greckich bogów, w szczególności Necromantię. O nich, i nie tylko, porozmawiałem z gitarzystą zespołu, Dreyerem. Zapraszam w jego i swoim imieniu.



Dreyer



PP: Witaj Dreyer! Zacznę od pytania o genezę nazwy projektu, bo jest dość oryginalna. Skąd taki pomysł?

D: Witaj Stary, co do nazwy, to hmm… chciałem aby nazwa była nietypowa, w odpowiednim klimacie szaleństwa, miała w sobie "ten" pierwiastek... Nie ja ją jednak wymyśliłem. To tytuł kawałka jednej z goth rockowych kapel z pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych. Jak ktoś ma ochotę to niech sobie sprawdzi sam.

Poszukam, bo z goth rockiem nie jestem za pan brat. Nazwa to jednak tylko jeden intrygujący aspekt Dead Dog’s Howl. Kolejnym jest dla mnie samo powstanie zespołu. Gdybyś mógł przybliżyć okoliczności w jakich do tego doszło?

Wiesz, za granie zabrałem się relatywnie późno, choć fanem black metalu jestem od mniej więcej połowy lat 90. To wtedy wszystko się narodziło. Nie będę już tutaj tworzył otoczki kultu, bo zostało powiedziane na ten temat już zbyt wiele. Pochłonął mnie norweski black metal, rzecz jasna, ale wcześniej udało mi się dostać przez tape trading „Promo 90” Necromantii. Później z winylu przegrałem split z Varathronem. No i co mogę powiedzieć... zaczęło się… Do dziś darzę te nagrania ogromnym szacunkiem, uważam je za jedne z najbardziej mrocznych wydawnictw metalowych jakie kiedykolwiek się ukazały. Także gdy zabrałem się za granie na gitarze, te dźwięki zaczęły wypływać ze mnie bardzo naturalnie. Oczywiście kiepskie umiejętności, lub ich brak jak uważają niektórzy, wpłynął na kształt pierwszych nagrań. Po paru latach rozwinąłem się jako gitarzysta, niemniej Dead Dog’s Howl zawsze będzie złowrogi, koślawy, krzywy, i będzie nagrywać bez użycia metronomu i studyjno/komputerowych udziwnień. Nadrzędnym celem stojącym za tym projektem są prymitywne, mroczne emocje, kult demonów, nawiedzone sny... i estetyka DDH wydaje mi się dla tego klimatu najbardziej odpowiednia. I niezmienna fascynacja wczesną Necromantią.

Właśnie, chciałem poruszyć temat dawnej Grecji, ale sam przywołałeś go wcześniej, więc brnijmy: skoro wczesna Necromantia przede wszystkim, nie myślałeś, by Dead Dog’s Howl też bazował na basie? Nie chciałeś pozbyć się gitary? Czy aż tak głęboka ta fascynacja nie była?

Ha, czytasz w moich myślach Panie Kolego.... Otóż myślałem, nie raz... Na debiutanckim albumie starałem się aby moja gitara brzmiała jak najbardziej "basowo", zupełnie zrezygnowałem z przesteru aby taki efekt osiągnąć, nie do końca to się jednak udało... brzmienie wyszło zbyt czyste. Na nowej płycie, którą właśnie nagrywamy bas będzie bardziej uwypuklony, może uda się też dograć bas ośmiostrunowy. Zarejestrowana jest już gitara i zwykły bas... Gdy zostanie dograna perkusja, przesyłam wszystko dalej i zobaczymy co z tego wyjdzie. Dwie ścieżki gitary basowej będą jednak na pewno.

No tak, ośmiostrunowy bas to symbol Necromantii. Jak oceniasz całą sytuację z zakończeniem działalności i co sądzisz o ich ostatnim krążku? Dotknęło Cię to mocno, czy nie?

Hmm, szczerze mówiąc zakończenie działalności i pożegnalny album uważam za bardzo trafiony pomysł. Necromantia bez Barona Blooda nie byłaby już tym zespołem co wcześniej. Jeśli chodzi o ostatni album, to nie słuchałem go za bardzo, jedynie kilka kawałków w sieci. Przyznam szczerze, że nie za bardzo mi podeszły. Nie mam energii aby się wgryzać w to wydawnictwo. Ja żyję przeszłością... Poza tym tak naprawdę słucham Necromantii tylko do "Crossing the Fiery Path"... Późniejsze nagrania do mnie nie przemawiają, co nie oznacza wcale, że są słabe. Po prostu nie trafiają do mnie. A Magusa szanuję ogromnie.... Na nowym krążku Dead Dog’s Howl ponownie będzie jeden tekst napisany przez niego.

Ok, zostawmy Necromantię, bo moglibyśmy pewnie rozmawiać o niej jeszcze długo, gdyż również jestem fanem od lat. Wróćmy jednak do Dead Dog’s Howl. Czy podczas procesu twórczego starasz się osiągnąć jakiś zamierzony wcześniej efekt, czy idziesz na żywioł? A jeśli to drugie, to czy po czasie wprowadzasz poprawki czy hołdujesz zasadzie, że pierwsze najlepsze?

Dokładnie, o Necromantii byśmy mogli cały wywiad zrobić z pewnością... Co do procesu twórczego... Przede wszystkim potrzebuję specjalnego nastroju, aury... By zacząć komponować dla DDH muszę być całkowicie przesiąknięty klimatem początku lat dziewięćdziesiątych, nie słuchać innej muzyki niż tamta... wyobrażać sobie odpowiednie rzeczy... gdy osiągnę odpowiedni wg mnie stan, mogę wziąć gitarę i zacząć grać... Zapisuję pojedyncze riffy na tabulaturach... gdy wycisnę już wszystko z siebie, odkładam papiery do szuflady na kilka dni, potem siadam ponownie, te słabsze melodie skreślam, te które wg mnie są intrygujące zostawiam i składam z nich utwory. Po napisaniu kawałków ćwiczę je, nanoszę poprawki, bez przesady jednak. Trochę potem pogram, i rejestruję... Jak wspomniałem wyżej, ponad techniczne kwestie stawiam nastrój i to "coś" co się unosi nad muzyką, duch tamtych czasów...

Rozumiem, bo nigdy nie uważałem, że technika to rzecz najważniejsza w black metalu. Pytanie moje wzięło się stąd, iż słyszałem sporo opinii, że "a wiesz, na tym DDH to jeden wielki chaos, nic tam nie jest sensowne, to kakofonia wręcz". Jak odbierasz takie recenzje?

Przyzwyczaiłem się do tych recenzji i mam je głęboko w dupie. Gramy tak naprawdę dla garstki zagorzałych maniaków, a kilku takich jest, wierz mi. To mi w zupełności wystarcza. A czy na Dead Dog’s Howl panuje chaos? Hmm, mi się wydaje, że wręcz przeciwnie, muzyka bywa czasem bardzo "akustyczna", że się tak wyrażę. A jeśli chodzi o recenzje, co mam o nich sądzić, skoro w większości piszą je ludzie, których nie było jeszcze na świecie w 1991 czy 1992 roku. To inne pokolenie, inny świat... Nie ma w ogóle o czym dyskutować.

Zdrowe podejście. Oczywistym jest, że nie jest to projekt dla wielkiego grona odbiorców. I bardzo dobrze, bo znamy przykłady, gdy niektórym odbija. A jak jest z Tobą - chciałbyś większej popularności Dead Dog’s Howl, czy kompletnie Cię to jebie?

Chciałbym po prostu aby chętni nie mieli problemu ze zdobyciem płyty, a przede wszystkim by się dowiedzieli, że taki twór w ogóle istnieje. Jakieś minimum promocji mi wystarczy. Nie mam póki co problemu z wydawaniem swoich nagrań, także jest całkiem w porządku. DDH i popularność to oksymoron. Nie chodzi mi nawet o to, że tego nie chcę, ale dla większości współczesnych "fanów metalu" nasza muzyka to gówno, hah.

Cóż, niestety dla nich tylko metal i piwko. Może to i lepiej, że nawet nie wiedzą o istnieniu Dead Dog’s Howl. Oba dotychczasowe materiały wyszły na CD dzięki Fallen Temple. Czy ta współpraca będzie kontynuowana? Jesteś zadowolony, i ta choćby minimalna promocja jest?

Bardzo dziękuję Dawidowi, że mi zaufał, i zainwestował swój ciężko zarobiony hajs w Martwe Psy. Fallen Temple to fajny label i honorowi ludzie. Niemniej będę chciał spróbować czegoś innego, jeśli "coś innego" będzie chciało spróbować z Psami... zobaczymy.

Demo ukazało się na kasecie dzięki amerykańskiej Nuclear War Now! Productions. Ten kierunek jest już martwy?

Zdecydowanie tak. Yosuke chyba srogo wtopił z tą taśmą. Zainteresowanie było raczej marne, choć jak widzę w jego katalogu, w końcu udało mu się sprzedać cały nakład, haha. Myślę, że potencjał komercyjny Dead Dog’s Howl jest bliski zeru, stąd ryzyko inwestycji spore





Jasne, z drugiej strony w dzisiejszych czasach jest raczej tak, że generalnie fizyczne wydawnictwa nie są na pierwszym miejscu dla większości odbiorców. Możemy nad tym ubolewać, że teraz wyprzedanie nakładu 500 sztuk to sukces, ale takie fakty. Czy dopuszczasz do siebie myśl, że DDH mógłby pojawić się w popularnych serwisach streamingowych?

Dopuszczam, dlaczego nie. Dead Dog’s Howl jest na Bandcamp, wytwórnie wrzuciły tam nasze płyty. Na Spotify raczej nie będzie, ale jeśli ktoś by nas tam dodał, spoko, nie ma problemu. Nie jestem specjalnie ortodoksyjny w kategorii konkretnego nośnika. Sam sporo muzyki słucham w formie "digital". Po cholerę sobie utrudniać życie, jak można je ułatwić. Nie znaczy to rzecz jasna, że nie posłucham również winyli czy CD. Obecnie format cyfrowy jest taki jak każdy inny, jakość porównywalna. Jedyna różnica, to, że nie masz fizycznego przedmiotu. Mnie akurat ostatnimi czasy przedmioty wkurwiają, ich ilość i nadmiar, stąd digital zdaje się być strzałem w dziesiątkę w moim przypadku.

Bandcamp jak najbardziej, wydaje się być naturalnym środowiskiem poniekąd, ale Spotify? Nie jest to dla Ciebie zdrada pewnych podziemnych ideałów? Wiesz, black metal i komercyjny serwis streamingowy... Mnie jakoś trudno to ze sobą pogodzić, ale to pewnie dlatego, że jestem starym dziadem.

Wiesz Bartosz, też długo nie korzystałem ze Spotify, byłem podobnie zatwardziałym ortodoksem jak Ty. Ale spójrz inaczej… Czym się różni Bandcamp od Spotify? Na Bandcamp również musisz płacić za ściąganie płyt, Spotify paradoksalnie jest tańsze, haha. Ja też jestem starym dziadem, i jak wspomniałem staram sobie ułatwiać życie, a nie je utrudniać. Chcę posłuchać jakiegoś kawałka, to po prostu odnajduję płytę i go włączam, nie pamiętam kiedy wysłuchałem jakiejś płyty w całości... coraz trudniej mi się skupić, poświęcić odpowiednią ilość uwagi. Żyjemy w świecie w którym ilość bodźców jest ogromna, nasze umysły stają się rozkojarzone... To znak tych popierdolonych czasów.. Myślę, że po prostu należy filtrować to, co jest dla nas dobre, a resztę wywalać w cholerę. Mam na myśli wszystko, nie tylko muzykę. Inaczej dostaniemy na głowę. Ja już staram się nie patrzeć przez klisze, że to wypada a to nie, staram się być przede wszystkim uczciwy wobec siebie.... i szanować swoje zdrowie psychiczne, jakkolwiek to zabrzmi

Rozumiem, bo masz bardzo dużo racji. Wiesz, ja jeśli słucham poza domem to z odtwarzacza mp3. Pliki zgrane z płyt oczywiście. Takie zboczenie, nie wiem czy się wyleczę. Ale dość o tym, każdy słucha jak mu wygodniej. Nie uważasz jednak, że odwrót fizycznych nośników pozbawia black metalu czy też metalu, jakiejś cząstki całości? Wiesz, odziera to wszystko z oprawy. Z tego rytuału jakim kiedyś było obcowanie z nową płytą. Wiem, takie czasy, ale czy trochę nie jest Ci żal?

Oczywiście, masz rację... otoczka wyparowała... ale szczerze mówiąc, bardzo rzadko już ją czuję... Próbowałem różnych sztuczek, słuchania winyli, sięgania po mało znane wydawnictwa, bardziej raw, mniej raw, bardziej atmospheric, mniej, wierz mi, spróbowałem wszystkiego... i kurwa nic... pustka.... Może to kwestia tego, że po prostu się starzeję? Trudno osiągnąć tak czyste, świeże emocje, gdy się miało 25 lat mniej niż teraz.... dochodzi do tego zgorzknienie, bagaż doświadczeń, sarkazm i ironia.... wiele starych płyt nie przeszło próby czasu... ja nawet Burzum już nie mogę słuchać, serio... może przez to, że Varg jest totalnym kretynem. Wiele wydarzeń z przeszłości w scenie BM postrzegam jako żałosne i śmieszne, choć kiedyś wydawały mi się kultowe... Hmm, może jestem pozerem? Może się zmieniłem, dojrzałem, nie wiem... Oczywiście wiem co masz na myśli mówiąc o "rytuale", sam przeżyłem to nie raz i pamiętam doskonale... niemniej jak wspomniałem, obecnie to uczucie jest niemożliwe do powtórzenia... pozostaje ogromna nostalgia... nieco idealizuję pewne chwile teraz... ale jest to jakaś forma ucieczki od rzeczywistości... Całe szczęście mam jeszcze ciarki na krzyżu podczas słuchania niektórych płyt, utworów... i wtedy to "coś" powraca... strasznie rzadko jednak w przypadku nowych wydawnictw.

To nie zazdroszczę, bo ja u siebie wciąż ten entuzjazm widzę i często czuję, choć jasne, gdy się miało lat 17 było to mocniejsze. A czy Twoja własna twórczość potrafi u Ciebie wzbudzić większe emocje? Wracasz w ogóle do materiałów po ich premierze? Czy są zamknięta historią i nie chcesz ich już słyszeć?

Zazwyczaj od nagrania do wydania materiału upływa tyle czasu, że już dawno tracę ekscytację z nim związaną. Jestem już w innym miejscu, a czas poświęcony na słuchanie swoich wypocin wolę poświęcić którejkolwiek z płyt Katatonii, której muzyka, nowa czy stara działa na mnie tak jakbym miał nadal 20 lat... Katatonia to najwięksi bogowie. Nigdy nie zdradzili swego stylu, który rozwijali od pierwszej demówki aż do dziś.

A propos trzymania sie swego stylu... Najbliższy materiał Dead Dog’s Howl będzie w klimacie poprzednich? Czego możemy sie spodziewać? I przy okazji powiedz jak doszło do tego, że Magus pisuje Wam teksty?

Nowa płyta DDH będzie zatytułowana "The Tempering of Erevos". Materiał będzie na pewno wolniejszy, bardziej nastrojowy. Tym razem wszystkie utwory będą czysto metalowe, bez dziwnych ambientowych przerywników. Wydźwięk całości będzie na pewno inny, choćby przez zmiany w składzie. A co do tekstów Magusa. Po prostu odezwałem się do niego przez Messengera. To świetny człowiek. Poprosiłem go o kilka tekstów, zgodził się napisać, jestem z tego bardzo dumny. Most między przeszłością a teraźniejszością został położony...

Czyli najbliższe plany Dead Dog’s Howl to pełnowymiarowy krążek? Czy jest już jakaś data premiery?

Nie, nie... najbliższym wydawnictwem będzie split 7” EP / MC z Hell's Coronation. Wydaniem zajmie się Tom i jego Under the Sign of Garazel. Wszystkie utwory są już gotowe, materiał na kasecie powinien się ukazać na początku 2022 roku, winyl pewnie trochę później. Pełnowymiarowy krążek jest dopiero nagrywany, tak jak wspomniałem powyżej. Jeszcze sporo czasu upłynie zanim album będzie gotowy.

Jednym słowem sporo się dzieje i nie próżnujesz. Myślałeś kiedyś o jakimś koncercie Dead Dog’s Howl, czy nigdy nie brałeś tego pod uwagę?

Czy sporo się dzieje? Hmm, nie do końca... nagrywam swoje partie zazwyczaj podczas jednej sesji, potem odkładam gitarę i długie miesiące nic nie robię... można powiedzieć, że koordynuję resztę. Co do koncertów. Jestem przeciwnikiem grania tego rodzaju black metalu na żywo, także nie.

Sporo się dzieje w kontekście zespołu, to miałem na myśli. Jak wiemy udzielasz się także w innych projektach. Chcesz coś dodać w tym temacie?

Nie, inne projekty nie są przedmiotem tego wywiadu.

Ok, w takim razie będziemy kończyć. Dzięki wielkie za fajną rozmowę, życzę powodzenia z Dead Dog’s Howl i nie tylko. Ostatnie słowa należą do Ciebie.

Dzięki Stary, to była przyjemność porozmawiać z Tobą. Zwróćcie uwagę na fiński Regere Sinister, genialny black/doom w starym stylu. Bądźcie szczerzy wobec siebie, nie udawajcie kogoś, kim nie jesteście.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz