czwartek, 23 grudnia 2021

Długie, kręte schody.

 

Bardzo podoba mi się okładka pierwszego albumu Profane Desecration. A za okładką idzie cała oprawa graficzna krążka, bo we wkładce grafiki też trafiają w mój gust. Co ciekawe, podoba mi się też sama muzyka zawarta na pierwszym długograju Amerykanów, co nie jest wcale oczywiste, bo to bardzo nieoczywiste dźwięki. Internet powie wam, że to death metal, ale gdyby wszystko było w życiu tak proste! Niestety nie jest, a muzyka Profane Desecration tego nie zmienia. Bardzo panowie skomplikowali wrzucenie ich do konkretnej szuflady. Z pozycji słuchacza, to dobrze. Z pozycji recenzenta, nie do końca.

Profane Desecration to trzech Amerykanów. Wedle Metal Archives nie udzielają się w innych zespołach i pewnie dlatego mieli czas tak pokombinować z kompozycjami składającymi się na „Abysmal Stillness”. Zespół ma jeszcze na koncie demo z 2020 roku i wnosząc po jego tytule, jest to zapis prób. Może być to bardzo ciekawa rzecz, biorąc pod uwagę to co gra Profane Desecration. Kiedyś będę musiał sprawdzić. Ale właśnie, co grają Amerykanie? I tu zaczynają się schody: długie, kręte i końca ich nie widać. Odpowiedź na to pytanie jest dość skomplikowana. Nie sądzę zresztą by istniała tylko jedna. A już na pewno nie mam zamiaru twierdzić, że moja będzie słuszna. Fundamentem tego półgodzinnego materiału bez wątpienia jest death metal. I to death metal ten starszy, bliższy lat dziewięćdziesiątych, niż dzisiejszych trendów w tym gatunku. Ale wystarczy posłuchać wokali by zrodziły się pierwsze wątpliwości. Potem pojawiają się riffy i rytmika na tyle połamana, że nawet MacGyver nic by z niej nie zmontował. Tak, ktoś powie – no dobra, techniczny death metal, nic nowego. Prawda, nic nowego, tyle, że trudno muzykę Profane Desecration określić tym mianem. Bo tu przy okazji jest chaos, duch i serce, a tych dwóch ostatnich najczęściej w technicznym śmierć metalu brakowało. Tu jest brud, tu jest gęsta atmosfera, ale do gruzu daleko. Kurde, najprościej byłoby powiedzieć, że to totalna mieszanka praktycznie wszystkich trendów pojawiających się w death metalu od późnych lat osiemdziesiątych, ale to też nie do końca prawda, bo musimy tu jeszcze dodać co najmniej elementy thrashowe, a wspomniane już wokale często odchodzą od death metalowych standardów. Brzmienie też oczywiste nie jest, bo z jednej strony gęstość i brud kierują skojarzenia do czasów dzisiejszych, ale efekt finalny całości to zupełnie inny kierunek. Jedno mogę powiedzieć bez obaw o kompromitację: wiem, że nic nie wiem. Może nie do końca, może nie jest aż tak źle, bo jednak fundamenty tego albumu da się określić. Są death metalowe. Ale o więcej konkretnych wniosków trudno, nie będę więc karmił was teoriami wyssanymi z palca.

Konkludując: jest to krążek ciekawy, nieoczywisty i warty posłuchania. I proszę nie zrażać się przy pierwszych dwóch utworach, bo tu im dalej, tym lepiej. Ja mam za sobą już kilkanaście odsłuchów i nie żałuję. Jedyne, czego mogę żałować to, że po pierwsze: w zalewie nowości nie będę miał już dla tego krążka zbyt wiele czasu, po drugie: zapewne przejdzie niezauważony, podczas gdy Internet będzie się zachwycał jakimiś tysięcznymi kopiami uznanych nazw, ewentualnie nowymi albumami tychże uznanych nazw, kompletnie plastikowymi i wypranymi z emocji. Bo mają warzywa na okładce.


Profane Desecration – „Abysmal Stillness”. Godz Ov War Productions, lipiec 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz