piątek, 10 grudnia 2021

Chile pod Wrocławiem.

 

Chile? Jakie Chile? To przecież musi być Europa, prawdopodobnie nawet Polska. A jak Polska to zapewne jakiś zaginiony materiał z Dolnego Śląska, poniewierający się na strychu od połowy lat dziewięćdziesiątych! Metal Archives kłamie, Signal Rex w podesłanych informacjach też! Nie ma innej opcji. Nie jest możliwe, by ktoś z Chile tak grał. Kropka. Nie zgadzam się. Nie będziecie mnie tu w bambuko robić, nie od wczoraj słucham black metalu. Prawda jest jednak taka, że jakbym się tu nie dziwił, nie próbował wypierać rzeczywistości, Ründgard pochodzi z Chile. Finalnie nie ma to oczywiście żadnego znaczenia, to co się liczy to debiut tego jednoosobowego projektu. Z Chile. Tak, tego Chile za oceanem. A jest jakieś inne?

O ile wiem nie ma. Dobra, kwestie geograficzne sobie wyjaśniliśmy, nikt nie kłamał, Ründgard powstał i działa w Ameryce Południowej. Jest to projekt człowieka o pseudonimie Lord Valtgryftåke, który ma jeszcze kilka innych muzycznych wcieleń, jednym z nich jest 13th Temple. Ründgard jest najmłodszym z nich i w tym roku zadebiutował krążkiem „Stronghold of Majestic Ruins”. Od premiery minęło już kilka miesięcy, gdyż album ukazał się w kwietniu, ale tylko na kasecie. Za wydanie odpowiadała Mahamvantara Arts. Portugalska Signal Rex postanowiła wypuścić go na CD i winylu. Srebrny krążek premierę miał piątego listopada, czarny dostępny będzie później. I bardzo dobrze, że debiut Ründgard ukazał się na CD, bo zasługuje na dotarcie także do zwykłych zjadaczy chleba, nie tylko winylowych i kasetowych elitarystów. „Stronghold of Majestic Ruins” trwa dwadzieścia pięć minut i zawiera pięć kompozycji, w tym intro i outro (to drugie to raczej pełnoprawna kompozycja, tyle, że zagrana na klawiszach). Pomiędzy nimi znajdziemy trzy utwory, które naprawdę brzmią bardzo europejsko. A z naszym podziemiem lat dziewięćdziesiątych kojarzą się momentalnie. Jedynym elementem mogącym przeczyć mojej teorii o znalezieniu tego nagrania na dolnośląskim strychu, jest brzmienie. Debiut Ründgard jest dużo bardziej wyraźny, mniej piwniczny, mniej podziemny, choć na szczęście daleko mu także do sztuczności. Poza tym wszystko się zgadza. Klawisze budujące tło i będące elementem wnoszącym melodię. Wokale raczej oszczędne, bez szaleńczej ekspresji. Dominujące średnie tempa i majestatyczne pochody podbudowane klawiszami, wprowadzające lekko średniowieczny i podniosły klimat. Słychać tu czasami dalekie echa północy, ale zdecydowanie dominuje atmosfera karkonoskich lasów i wrocławskich piwnic. I fajnie, bo ja takową bardzo lubię. Momentami człowiek naprawdę mocno zastanawia się, czy to nie któryś ze środkowych albumów Graveland, bo do takiego „Following the Voice of Blood” czy „Immortal Pride” jest tu naprawdę blisko. Ale na szczęście nie ma mowy o kopiowaniu. Lord Valtgryftåke robi to wszystko po swojemu, głownie dzięki brzmieniu i bardzo, naprawdę bardzo dobrym klawiszom. A przy okazji wychodzi mu z tego wszystkiego świetny hołd oddany staremu graniu.

Jestem jak najbardziej na tak, a ponieważ reszta jego projektów średnio do mnie przemawia, mam koleżeńską radę: skup się chłopie na Ründgard. Nikt na tym nie straci. Wszyscy możemy jedynie zyskać kilka dobrych krążków, które wzbogacą dorobek naszego… znaczy chilijskiego podziemia. A jak szukasz lub potrzebujesz inspiracji, zapraszamy na Ślężę. Wierz mi, to w przeszłości czyniło cuda!


Ründgard – „Stronghold of Majestic Ruins”. Signal Rex (CD), listopad 2021. Mahamvantara Arts (kaseta), kwiecień 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz