czwartek, 30 grudnia 2021

Nad Loarą.

 

Antiq Records nie jest szeroko znaną u nas wytwórnią, a szkoda, bo co pewien czas spod ich skrzydeł wychodzą prawdziwe perełki francuskiego black metalu. Wystarczy, że wspomnę o wspaniałym „Par le sang versé” Véhémence (pisałem o nim tutaj). Ta niewielka wytwórnia specjalizuje się w black metalu mocno przesiąkniętym średniowiecznym klimatem i mającym pewne ciągotki w kierunku folku, choć nie jest to oczywiście składnik dominujący. Podstawę stanowi black metal. Nie inaczej jest w przypadku drugiego albumu Hanternoz, o którym dzisiaj będę pisał.

środa, 29 grudnia 2021

Niebiańskie panie lekkich obyczajów.

 

Po udanym demo miałem nadzieję, że Amerykanie z Beastlurker pozostaną pod skrzydłami Godz Ov War Productions i to z jej logiem ukaże się ich pierwszy duży krążek. Tak też się stało, co cieszy mnie z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że – jak już wiem – jest to album bardzo solidny, a dzięki staraniom Grega, nie przepadnie w zalewie innych wydawnictw. Po drugie dlatego, że wzmocni katalog wydawniczy Bogów Wojny, a jest to wytwórnia, którą szanuję i życzę jej jak najlepiej, choć nie wszystko co Grzegorz firmuje swoją nazwą, jest moja bajką. I tu po trzecie: Beastlurker w dużej mierze nią jest i dlatego cieszę się, że i takie krążki znajdziemy w katalogu GOWP.

wtorek, 28 grudnia 2021

Przyspieszenie.

 

Słuchając „Downfall” – czwartego albumu Useless – uderzają mnie dwie rzeczy. Po pierwsze jest to projekt muzycznie coraz bardziej przystępny, powoli dryfujący w rejony podziemia mniej podziemnego, do którego dostać się łatwiej, co oczywiście skutkuje większą grupą słuchaczy. Nie mam zamiaru posądzać muzyków zespołu o koniunkturalizm czy oportunizm, ale znając ich całą twórczość, można taki kierunek zaobserwować. Po drugie, tempo. Useless nie kojarzy się chyba nikomu z graniem szybkim, a na „Downfall” znaleźć możemy sporo fragmentów – ba, całe kompozycje – utrzymane w motoryce tanecznej wręcz. Dwa powyższe punkty mogą u niektórych wywołać przerażenie, ale spokojnie – Useless to nadal byt stricte podziemny.

poniedziałek, 27 grudnia 2021

Wieczne barbarzyństwo.

 

Tak jak pisałem przy okazji drugiego albumu Burial Choir (tu), w jednym rzucie z Fallen Temple, poza kapelą pogrzebową przyszła też barbarzyńska furia i szaleństwo spod szyldu Huoripukki. Pisałem o tych sympatycznych panach w marcu 2019 roku, recenzując kompilację „Voima & Barbaria” (tutaj). Przyznam, że niewiele się od tamtej pory zmieniło. To nadal rzeź, gwałt, ogień i krzyki mordowanych. Już sama okładka (utrzymana w klimacie tej z kompilacji; obie są piękne i urzekają mnie mocno) zapowiada główne danie, którym jest barbarzyństwo. Tak, Huoripukki i ich najnowszy krążek „Ikuinen Kamppailu” nie biorą jeńców.

niedziela, 26 grudnia 2021

[ARCHIWUM90] #15: Samael - "Worship Him".

 

Pierwszy kwietnia 1991 roku to dzień, który na trwałe wpisał się w historię metalu, nie tylko tego najczarniejszego z czarnych. Tego bowiem dnia francuska Osmose Productions wypuściła pierwszy album opatrzony swoim charakterystycznym logo. Logo, które znają wszyscy pamiętający lata dziewięćdziesiąte i prawdopodobnie są je w stanie w każdej chwili naszkicować, bo ono pojawiało się najczęściej, a materiały nim sygnowane należały do najlepszych tamtej dekady. Rozpoczęła się więc tego dnia piękna historia jednej z najważniejszych wytwórni w historii black metalu. Ale tego dnia nie tylko Osmose objawiło się światu, bo tym pierwszym krążkiem był pełnowymiarowy debiut szwajcarskiego Samael. „Worship Him” jest dziełem, które bez wątpienia dorasta do swego tytułu, a do prima aprilisowego żartu bardzo mu – na szczęście – daleko. 

piątek, 24 grudnia 2021

Pogrzeb sakramentu.

 

Finlandia to nie tylko black metal, o czym dobitnie przypomnieli mi panowie z Fallen Temple, przysyłając swoje ostatnie wydawnictwa. Dwa z nich pochodzą z kraju Muminków, i choć oba nie są reprezentantami najczarniejszej ze sztuk, daleko im do klimatów sympatycznych rysunkowych postaci. No chyba, że do Buki. Barbarzyńcy z Huoripukki i przedsiębiorstwo pogrzebowe Burial Choir. Dziś o tych drugich, bo zespół ten jest dla mnie nowością totalną, nazwę widzę pierwszy raz na oczy, ale może wynika to z faktu, iż funeral doom metal nie jest moim chlebem powszednim.



czwartek, 23 grudnia 2021

Długie, kręte schody.

 

Bardzo podoba mi się okładka pierwszego albumu Profane Desecration. A za okładką idzie cała oprawa graficzna krążka, bo we wkładce grafiki też trafiają w mój gust. Co ciekawe, podoba mi się też sama muzyka zawarta na pierwszym długograju Amerykanów, co nie jest wcale oczywiste, bo to bardzo nieoczywiste dźwięki. Internet powie wam, że to death metal, ale gdyby wszystko było w życiu tak proste! Niestety nie jest, a muzyka Profane Desecration tego nie zmienia. Bardzo panowie skomplikowali wrzucenie ich do konkretnej szuflady. Z pozycji słuchacza, to dobrze. Z pozycji recenzenta, nie do końca.

środa, 22 grudnia 2021

Ulesa.

 

Pisanie o black metalu, czy też – w szerszym ujęciu – o metalu, jest lekkie, łatwe i przyjemne. No, może nie do końca, ale w kontekście pisania o innych gatunkach, tak to mniej więcej wygląda. Schody zaczynają się, gdy do recenzji przychodzi płyta, której muzyczna zawartość nie jest codziennością piszącego. I choć nie jest też kompletnie na drugim biegunie, to jednak w żadnym wypadku nie można jej nazwać metalem. I taka właśnie płyta do mnie przyszła, czego nie żałuję, bo jest dobra. Problemem jest tylko to, że teraz powinienem coś o niej napisać. Zrobię to, jednak za efekty nie ręczę.

wtorek, 21 grudnia 2021

Klejnot.

 

Niemiecki Dauþuz wciąż tkwi głęboko pod ziemią i niestrudzenie kopie w poszukiwaniu muzycznych skarbów. Duet z Nadrenii Północnej-Westfalii i Turyngii odkrył już sporo, tym razem jednak panowie wydobyli na powierzchnię prawdziwy klejnot. U Tolkiena krasnoludowie w swym zapale dokopali się do Balroga, co skończyło się zagładą ich królestwa. Niemcy Balroga nie spotkali, ale ich czwarty album to także potwór. Bez wątpienia najpotężniejsze i najlepsze ich dzieło. „Vom schwarzen Schmied” ukazał się w pierwszej połowie listopada tego roku i od tej pory trudno mi się od niego oderwać.

poniedziałek, 20 grudnia 2021

Weterani w wybornej formie.

 

Norweski Helheim to jeden z wciąż aktywnych twórczo weteranów, nie tylko tamtejszej sceny. Zaczynali na początku lat dziewięćdziesiątych i zdążyli do tej pory wydać jedenaście albumów. Dorobek imponujący, szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę, że jako jeden z nielicznych zespołów z tak długim stażem, wciąż są poważani w środowisku, a ich albumy trafiają do gustu tym, którzy kibicują im od początku działalności. Nie jest to częsta sytuacja, bo dobrze wiemy jak skończyło kilka północnych legend.

niedziela, 19 grudnia 2021

[ARCHIWUM90] #14: Marhoth.

 

Dziś znowu lądujemy na północy Polski. Jak dotąd jest to chyba najpopularniejszy region w tym cyklu. Tym razem jednak nie w Trójmieście, a na Mazurach. Konkretnie w Ostródzie, gdzie kiedyś spotkać można było Marhoth. Było to dawno temu, gdy po Ostródzie chodziły także białe niedźwiedzie (przynajmniej w opinii wielu ludzi z zachodu, czy zza oceanu), na szczęście jednak to Marhoth był bytem realniejszym w tamtych stronach, i zdołał wydać kilka materiałów. Poniższy tekst wyjątkowo nie będzie traktował  o jednym konkretnym wydawnictwie, tylko o zespole.

sobota, 18 grudnia 2021

"Nie mam genu bycia gwiazdą". Rozmowa z Zeparem, liderem Hell's Coronation.

 

Dziś premierę ma najnowsza epka gdańskiego Hell’s Coronation, zatytułowana „Silver Knife Mysticism”. Pisałem o niej wczoraj, zresztą, o samym zespole mogliście tu już przeczytać wiele razy (tu wszystkie teksty). Z okazji wspomnianej już premiery, poniżej znajdziecie zapis rozmowy z liderem zespołu, Zeparem. Kiedyś, dawno temu, tworzył on także Mastiphal (o którym było w ostatnią niedzielę), i kilka pytań poświęciłem także temu, kultowemu już, projektowi. Zapraszam w imieniu Zepara i swoim.

piątek, 17 grudnia 2021

Na północy bez (większych) zmian.

 

Co nowego można napisać o Hell’s Coronation, skoro ich najnowsze dzieło nie przynosi rewolucji w twórczości tak swojej, jak i gatunkowej? Niewiele. Sporo już recenzji im poświęciłem (tu znajdziecie wszystkie) i już wcześniej pisałem, że mógłbym po prostu skopiować coś ze starszych tekstów i pasowałoby bardzo dobrze. Dziś mógłbym zrobić to samo, ale tym razem jeszcze się powstrzymam. Szczególnie, że „Silver Knife Mysticism” – choć niczego nie odkrywa i nie definiuje na nowo – przynosi pewne zmiany. I choć są to różnice nieznaczne, to jednak zauważalne. I na plus.

środa, 15 grudnia 2021

Piękna pustka.

 

Livløst to dla mnie nazwa nowa. Norweski duet (ta kwestia jest do wyjaśnienia: zdjęcie na Metal Archives przedstawia dwóch panów, jednak już zakładka „members” podaje tylko jednego członka) ma na koncie już trzy albumy, ja znam tylko ostatni, pochodzący z tego roku „Symphony of Flies”. Wydany we wrześniu i trwający czterdzieści minut krążek to sprawa lekko skomplikowana, choć bez wątpienia warta uwagi. Nie odniosę tego dzieła do poprzednich, nie wiem nawet czy tych wcześniejszych będę miał czas posłuchać, wiem jedynie, że ten z jednej strony mnie zachwycił, z drugiej lekko oszukał. Nie był to może klasyczny one night stand, bo spędziliśmy kilka wieczorów wspólnie, boję się jednak, że jakiegoś szczególnie bliskiego i długotrwałego związku z tego nie będzie. Ale po kolei.

wtorek, 14 grudnia 2021

Ekwadorska stal.

 

Kolejnym podesłanym przez portugalską Signal Rex materiałem jest debiut ekwadorskiego Dungeon Steel. Gdy przeczytałem, że zespół gra black / speed metal, poczułem zaniepokojenie (nie są to moje ulubione obszary), ale też i pewną ciekawość. Po chwili, gdy dowiedziałem się, że jest to projekt muzyków Wampyric Rites, pozostało już tylko zaciekawienie. Ten drugi projekt to surowy, piwniczny black metal, a przecież w to mi graj. Projekt istniejący krótko (od 2019 roku), ale posiadający imponującą jak na taki okres działalności dyskografię. I projekt, który lubię. Może więc i Dungeon Steel okaże się rzeczą ciekawą?

poniedziałek, 13 grudnia 2021

Talvikuu i Erkylä czyli Havukruunu.

 

Havukruunu to jeden z moich fińskich faworytów. Lubię całą ich dyskografię, ale to co zaprezentowali na wydanym w sierpniu zeszłego roku „Uinuos syömein sota”, podbiło me serce totalnie. Podbija do tej pory i niezmiennie uważam ten krążek za album 2020 roku (tutaj recenzja). Gdy więc pojawiły się informacje o nowym wydawnictwie, odtańczyłem taniec radości, zatarłem dłonie i czekałem. I nawet wieści o tym, że to tylko EP, że będą na niej stare kompozycje w nowych aranżacjach, nie zmąciły mojego dobrego nastroju. I słusznie, bo „Kuu erkylän yllä” to materiał wyborny, a numery te nigdy wcześniej nie były publikowane, więc traktuję go jako coś całkowicie nowego.

niedziela, 12 grudnia 2021

[ARCHIWUM90] #13: Mastiphal - "Nocturnal Landscape".

 

Dawno, dawno temu, gdy na świecie żyły jeszcze dinozaury, a ludzie bili się po głowach maczugami i nie mieli pojęcia co to Internet, istniały dwa zespoły o nazwie Mastiphal. Kto wie, może było ich więcej, jednak w Polsce istniały dwa. Jeden z południa, drugi z północy. Były to czasy podziału w naszym black metalowym podziemiu, czasy, w którym ci z górnej części mapy nie przepadali za tymi z dolnej, i wzajemnie. Nie to jednak jest najważniejsze w tej opowieści, a to, że były to też czasy spontanicznych nagrań, pełnego oddania muzyce i ideologii oraz codzienne zmagania z brakiem wszystkiego, co mogłoby pomóc w muzycznej krucjacie. I te rzeczy w dużej mierze określają jedyne wydawnictwo północnego Mastiphala (bo ten południowy istniał dłużej, wydał więcej, ale połowa z tego co wydał jest do zapomnienia).

piątek, 10 grudnia 2021

Chile pod Wrocławiem.

 

Chile? Jakie Chile? To przecież musi być Europa, prawdopodobnie nawet Polska. A jak Polska to zapewne jakiś zaginiony materiał z Dolnego Śląska, poniewierający się na strychu od połowy lat dziewięćdziesiątych! Metal Archives kłamie, Signal Rex w podesłanych informacjach też! Nie ma innej opcji. Nie jest możliwe, by ktoś z Chile tak grał. Kropka. Nie zgadzam się. Nie będziecie mnie tu w bambuko robić, nie od wczoraj słucham black metalu. Prawda jest jednak taka, że jakbym się tu nie dziwił, nie próbował wypierać rzeczywistości, Ründgard pochodzi z Chile. Finalnie nie ma to oczywiście żadnego znaczenia, to co się liczy to debiut tego jednoosobowego projektu. Z Chile. Tak, tego Chile za oceanem. A jest jakieś inne?

czwartek, 9 grudnia 2021

Płomień starych mistrzów.

 

Moja miłość do starej black metalowej Grecji trwa i pewnie nigdy się nie skończy. Trwa, choć to już prawie trzydzieści lat, ale kiedy raz pokochasz, powinieneś kochać do końca. Poza tym, opiera się ona nie tylko na starych mistrzach i ich wybitnych albumach, ale i na wielce wartościowych zespołach dużo młodszych. Jednym z takich zespołów jest Cult of Eibon. I choć sam zespół istnieje dopiero sześć lat, to opiera się na ludziach aktywnych muzycznie dużo dłużej. Po serii mniejszych wydawnictw przyszedł czas na pełnowymiarowy debiut, którym jest wydany w październiku „Black Flame Dominion”.

środa, 8 grudnia 2021

"Gramy dla garstki maniaków". Rozmowa z Dreyerem, gitarzystą Dead Dog's Howl.

 

Dead Dog’s Howl. Twór stosunkowo młody i wzbudzający skrajne emocje. Dla jednych kompletnie niesłuchalna muzyka, dla drugich prawdziwie podziemny, surowy i szczery black metal. Jakby na nich nie spojrzeć, bez wątpienia są jednym z bardziej oryginalnych projektów na naszym podwórku. Jeśli jeszcze nie słyszeliście, polecam sprawdzić,  ja jestem fanem. Na koncie mają dwa materiały (tu ich recenzje), które nie definiują niczego nowego, jednak w udany sposób podążają drogą wytyczoną dawno temu przez greckich bogów, w szczególności Necromantię. O nich, i nie tylko, porozmawiałem z gitarzystą zespołu, Dreyerem. Zapraszam w jego i swoim imieniu.


poniedziałek, 6 grudnia 2021

Hiroszima, Srebrenica i Jonestown.

 

Nie miałem pojęcia, że Mintaj wziął się za wydawanie płyt, ale na tej czarno na białym – a właściwie biało na czarnym – stoi jak byk logo jego Left Hand Sounds. Krążek Wrath Division przyszedł do mnie od Grega z Godz Ov War Productions i mogłoby to trochę dziwić, gdyby nie to, że „Barbed Wire Veins”, będący debiutem zespołu, ukazał się dzięki współpracy obu firm. Left Hand Sounds odpowiada za wersję CD, Bogowie Wojny za Digital i winyl. Wrath Division i ich muzyka nie jest moją codziennością, ale bez wątpienia dorośli do swojej nazwy i tytułu płyty.

niedziela, 5 grudnia 2021

[ARCHIWUM90] #12: Immortal - "Pure Holocaust".

 

Jeszcze kilkanaście lat temu, chcąc w tym cyklu zaprezentować wam najważniejszy dla mnie album Immortal, wróciłbym po raz kolejny do 1995 roku i pisał o „Battles in the North” (swoją drogą – jak dobry był to rok!). Obecnie jednak, gdy ktoś pyta mnie o ulubione dzieło Abbatha i Demonaza, bez wahania wymieniam „Pure Holocaust”. I choć do bitew pewnie tu jeszcze wrócimy – bo to dla mnie nadal bardzo istotny krążek - dziś cofamy się do 1993 roku i drugiego albumu zespołu z Bergen. Postaram się natomiast nie odnosić do dzisiejszej sytuacji obu filarów zespołu, bo nie jest to najlepszy z możliwych wątków, choćby dlatego, że Abbathowi bliżej teraz do brukowców szukających sensacji, a muzyka Immortal umarła dawno temu (ostatni krążek, już bez pandy klauna był niezły, ale szybko straciłem ochotę na wracanie do niego). Przeszłość była jednak chwalebna.

piątek, 3 grudnia 2021

Spontaniczna mogiła.

 

Portugalię trudno określić wylęgarnią black metalowych (czy wręcz metalowych) potęg, do pewnego momentu trudno było komukolwiek wymienić jakąś nazwę poza Moonspell. I choć te czasy dawno minęły, nadal nie jest to dla najczarniejszej ze sztuk ziemia bardzo żyzna, ale co pewien czas trafia się nazwa warta uwagi. Tak jak Morte Incandescente, tamtejsi weterani, o których usłyszałem pod koniec września, gdy Signal Rex przysłała promo ich piątego albumu. Piątego! A ja nigdy nawet nie otarłem się wzrokiem o tę nazwę.

środa, 1 grudnia 2021

Wojownik swojej ery.

 

Zbliżający się do końca rok zdążył już przynieść kilka naprawdę mocnych pozycji w krajowym black metalu. I choć czasu do formułowania podsumowań nie pozostało wiele, podziemie nie odpuszcza. Tegoroczna czołówka jest dla mnie mocno związana ze stolicą, bo przecież debiut Beyond Time (tu), bo powrót Kataxu (tu) no i wreszcie trzeci album Sunwheel. Warszawa mocno się ożywiła, można by rzec – wreszcie. Pokazuje swój potencjał, który zbyt długo był ukryty. Co prawda Sunwheel nie kazał na siebie czekać tak długo jak choćby Kataxu, bo poprzedni album premierę miał w 2018 roku, ale i tak jest jednym ze składników przebudzenia tamtejszego środowiska. I dobrze się wkomponowuje w ostatnie dokonania stolicy, bo tak jak one, jest na bardzo wysokim poziomie.