piątek, 5 listopada 2021

Portugalia, Polska, Portugalia.

 

Portugalska wytwórnia Signal Rex lubi nasz Teufelsberg. Nic dziwnego, bo to ciekawy zespół i gra bardzo ładną muzykę. Miłą dla tych, którzy lubią black metal starej szkoły. Portugalczycy wypuścili ich demo, szkoda, że tylko na kasecie, ale lepsze to niż nic. Nie poprzestali jednak na tym, bo kilka dni temu premierę miał split z Minnesjord, wypuszczony na winylu. Da się tu zauważyć pewną awersję do CD, co jest przykre, no ale cóż, w dzisiejszych czasach w podziemiu to modna tendencja, kompletnie wg mnie błędna i idiotyczna, ale na to nie mam wpływu. Kiedyś może poświęcę temu choremu zjawisku dłuższy tekst, ale dziś zajmujemy się tylko splitem portugalsko-polskim.

Tak, portugalsko-polskim, bo choć nazwa Minnesjord kojarzy się ze Skandynawią, to zespół pochodzi z Półwyspu Iberyjskiego, konkretnie z Lizbony. Nie znalazłem wielu informacji na ich temat, prawdopodobnie to duet. Wydali do tej pory demo w 2019 roku. I tyle. Oni otwierają to wydawnictwo i robią to z przytupem, bez zabawy w jakieś intra, z miejsca dając do pieca. Metal Archives twierdzi, że Minnesjord to mieszanka punka i surowego black metalu. Coś w tym jest. Cztery kompozycje utrzymane są w punkowej motoryce, sporo tu brudu i surowości. Wyróżnia je prostota, ale nie jest to prostota z cyklu tych, których nie da się słuchać. Kompozycje są po prostu nieskomplikowane, chodzi tu głównie o jazdę do przodu. Bez zbędnego zastanawiania się nad sensem istnienia czy marnością losu. Minnesjord to cios, agresja i brutalność, ale w tempach tanecznych, nie nawałnicowych. Wszystko podane jest w dość gęstym sosie brzmienia, mało tu miejsca na oddech. Brud piwnicy jest, ale jest to brud uformowany w twardą masę. Wzmacnia to brzmienie i powoduje, że kompozycje zyskują dodatkową moc. Fajnie się tych czterech numerów słucha, ale z kapci nie wywalają. Dwadzieścia minut Portugalczyków mija dość szybko i docieramy do Teufelsberg. O tym, że to dobry zespół, już pisałem. Miałem nawet przyjemność recenzować ich debiutanckie demo (tu), i nie szczędziłem dobrych słów. Tym razem także nie mam zamiaru oceniać ich negatywnie, bo polski duet trzyma poziom. Ich część jest krótsza, bo trwa nieco ponad dziesięć minut i składa się także z czterech kompozycji. Mamy tu jednak klasyczne intro, co doceniam. Kolejne trzy numery to black metal dla Teufelsberg standardowy. Stara szkoła moi drodzy, bezkompromisowo i brutalnie. Tym razem jednak nie da się tych kompozycji odnieść tak bezpośrednio do naszej sceny lat dziewięćdziesiątych, jak to miało miejsce w przypadku demówki. Tutaj jest więcej mocy, jakby więcej energii. Wszystko wydaje się być dużo bardziej naładowane nienawiścią i gniewem. W sferze kompozycyjnej utwory są jednak klasyczne. Nawet perkusja brzmi tak jak to drzewiej bywało, co także bardzo doceniam. Teufelsberg nie ma więc zamiaru się zmieniać. Chwalmy pana! To jest zespół dla wszystkich tych, którzy kochają stary black metal. Albo po prostu black metal. Bo tak właśnie powinno się go grać. Nie jest to ani chwytliwe, ani porywające (poza kilkoma momentami), to jest po prostu zło w muzycznej postaci. Wszyscy więc, którzy oczekują pięknych melodii i atmosfery kontemplacji, powinni ominąć ten materiał dalekim łukiem. I nie mam tu na myśli tylko części Teufelsberg.

Split jako całość się broni, choć bez wątpienia Polacy spisali się lepiej. Z drugiej strony, co kto lubi. Jestem pewien, że i Minnesjord znajdzie swoich fanów, bo takie granie w ostatnich latach jest coraz popularniejsze w podziemiu. Ale to co gra Teufelsberg, jest w podziemiu popularne od jego powstania. I tego się trzymajmy.

Minnesjord / Teufelsberg – „Minnesjord / Teufelsberg”. Signal Rex, październik 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz