piątek, 12 listopada 2021

Kult żelaza melodią stoi.

 

Sporo w ostatnim czasie pisałem o niemieckim black metalu. Tamtejsze podziemie trafia w ostatnich latach w mój gust, a zespoły takie jak Mavorim, Asenheim, Totenwache , Slagmark czy Meuchelmord wydają bardzo dobre albumy. Kiedy więc panowie wchodzący w skład wyżej wymienionych projektów postanawiają stworzyć coś wspólnie, zamieniam się w słuch. Trzech z nich powołało do życia Eisenkult. Pierwszy album przegapiłem („…gedenken wir der Finsternis”, 2020), ale drugi już mi się nie wymknął. Dziś więc kilka słów o wydanym w czerwcu „…vom Himmel, hoch herab”. Krążek ukazał się pod sztandarem – jakżeby inaczej – Purity Through Fire.

Lubię sytuacje, gdy muzycy, którzy chcą stworzyć coś nowego, poza swoimi macierzystymi projektami, faktycznie tworzą coś nowego. Spotykają się, mówią sobie jasno: chłopaki, tutaj gramy coś zupełnie świeżego, coś czego u siebie wcześniej żaden z nas nie grał. To wg mnie jest najlepsze podejście, bo po co kopiować samych siebie? Od razu więc powiem, że w przypadku Niemców, tak nie jest. Eisenkult bez problemu można odnieść do Mavorim czy Asenheim. To są skojarzenia najmocniejsze. Może wynika to z faktu, iż pan z Mavorim odpowiada tu za wszystkie instrumenty poza perkusją. Może, nie mam zamiaru dociekać. Z dwóch powodów: po pierwsze, Eisenkult gra bardzo fajną muzykę, po drugie: Mavorim i Asenheim też. Nie mam więc zamiaru narzekać. Drugiego krążka Eisenkult słucha mi się bardzo dobrze i pal licho fakt, że mógłby to być kolejny materiał Mavorim. Mógłby, ale nie jest. Poza tym, mam też wrażenie, że jednak Eisenkult jest z tych wszystkich projektów najłagodniejszy. Brzmi to dziwnie, bo przecież piszę o black metalu, ale tak go odbieram. Dominują tu średnie tempa, ale nie to decyduje o obliczu tego krążka, bo przecież Asenheim czy Mavorim też ma ich całą masę. Po prostu w połączeniu z brzmieniem, dużą ilością klawiszy i melodii, drugi album Eisenkult sprawia wrażenie najspokojniejszego niemieckiego albumu, jaki w ostatnim czasie słyszałem. Nie znaczy to wcale, że nie ma tu agresji, bo jak najbardziej jest, po prostu w mniejszym natężeniu. Jest też rasowy black metal, nie bójcie się, to nie krążek z hitami dansingów z lat siedemdziesiątych. Ma swoją energię, ma swój urok i swoją siłę, ale ona leży głównie w atmosferze i klimacie. Niemcy stawiają na ciekawe i bogate aranżacje, wplatają gitary akustyczne, czyste wokale i wspomniane już klawisze. Potrafią też przyłożyć – tak się zresztą ten krążek zaczyna, możecie więc być zdziwieni, co ja tu za bzdury wypisuję. Ale poczekajcie. Im dalej w las, tym więcej melodii i klimatu. Bez wątpienia jest to black metal, klasyczny ostatnio dla niemieckiego podziemia, daleki jednak od piwnic i grobów. Na szczęście od plastiku również.

Czterdzieści minut z drugim krążkiem Eisenkult to czas spędzony przyjemnie, czy jednak będę do niego bardzo często wracał? Pewnie robiłbym tak, gdyby nie istniał Mavorim, Asenheim czy Totenwache. Tak czy siak polecam, bo uczciwie mówiąc – to jest naprawdę solidny krążek.

Eisenkult – „…vom Himmel, hoch herab”. Purity Through Fire, czerwiec 2021.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz