poniedziałek, 1 listopada 2021

Ku doskonałości.

 

Kataxu to jeden z tych zespołów, którym kibicuję w zasadzie od samego początku. To także jeden z tych zespołów, który zawsze szedł własną drogą, nie oglądając się na innych, nie zwracając uwagi na mody, trendy i wszelkie marketingowe zabiegi. Kataxu po prostu był, trochę z boku, trochę wbrew wszystkiemu, bo przecież nie możemy powiedzieć, by projekt Piątego kiedykolwiek wykonywał klasyczny black metal. Szesnaście lat minęło od ostatniego pełnego krążka. To dużo. Na tyle dużo, że można było mieć obawy co Kataxu zaprezentuje na „Ancestral Mysteries”. Na szczęście, jeśli jakiekolwiek u kogokolwiek się pojawiły, to zupełnie niepotrzebnie, bo Piąty dalej idzie swoją drogą, tym utartym dawno temu szlakiem, który powoli doprowadza do perfekcji.

Znam takich, którzy muzykę zespołu określają mianem „symfonicznego black metalu”, co osobiście uważam za kompletną bzdurę, biorąc pod uwagę dźwięki tworzone przez najbardziej znanych przedstawicieli tego podgatunku czarnej sztuki (poza oczywiście wielkim debiutem Emperor). Nie przeczę, klawisze od samego początku odgrywają dużą rolę w twórczości Kataxu, ale tu są one tłem dla siły i potęgi muzycznej, dla woli i mocy, która z wydawnictwa na wydawnictwo jest większa. Piąty, z kimkolwiek nie tworzyłby kolejnych albumów, wie co chce osiągnąć i konsekwentnie do tego dąży. Nie mam tu na myśli poszczególnych krążków, a całą twórczą drogę projektu. Zauważcie, że ten rozwój jest naprawdę doskonale dostrzegalny. W tej chwili jesteśmy na etapie „Ancestral Mysteries”, które wydaje się być – i zapewne na tę chwilę jest – szczytowym osiągnięciem Kataxu. Ale przecież to tylko przystanek na drodze do jeszcze większego dopracowania własnego stylu, jestem bowiem pewien, że o kolejnym albumie napiszę to samo. I on też będzie wpisywał się w charakterystyczny styl projektu. Szesnaście lat temu ukazał się „Hunger of Elements” (maczał w nim palce człowiek, który dziś gra w świetnym Beyond Time) i gdy dziś go słucham, wiem doskonale, że był przedsionkiem dla „Ancestral Mysteries”, choć przecież sam w sobie jest świetny. Mam więc nadzieję, że dla przyszłych wydawnictw, taką role pełni dzisiejszy bohater, czyli trzeci pełny album warszawskiego tworu. Czas do niego wrócić, bo za chwilę wyjdzie mi z tej recenzji rozprawa filozoficzna na temat sensu istnienia Kataxu. Nie przeczę, mogłaby być ciekawa, ale nie taki jest dzisiejszy temat i cel. Zacznę od tego co widać. Wielkie brawa dla Wolfspell Records za bardzo staranne i estetyczne wydanie krążka. Niby digipack, ale nawet nie zwróciłem na to uwagi. Okładka, wkładka, cała oprawa graficzna – pierwsza liga. Fajnie, bo płyta to przecież nie tylko dźwięki i srebrny krążek. To skończone dzieło, a w przypadku „Ancestral Mysteries” to także teksty. Autorem jest Aranath, który jest człowiekiem szerokich horyzontów i wiedzy, liryki są więc długie, ciekawe i trzeba myśleć czytając je. Polecam czynić to słuchając tego, co skomponował Piąty (oraz Neur z Gontyna Kry, który jest autorem dwóch instrumentalnych kompozycji). A wysmażył dla nas kawał dobrej muzyki, pełnej podniosłej i bojowej atmosfery. Nie jest to jednak coś na kształt „war metalu”, to dużo więcej, bo i dużo to głębsze. Pasuje mi tu pięknie określenie „arystokracja ducha”, dodałbym tylko „i woli”. Muzyka Kataxu jest jak zew, jak wezwanie do walki ale i do pomyślunku, do refleksji, do spojrzenia na otaczający nas świat inaczej. Stricte dźwiękowo, jest momentami gęsto, duszno, ale od czego są klawisze? Gdy gitary i wokale robią się bardzo intensywne, wszystko łagodzi doskonale tło, będące w kontrze do nawałnicy z pierwszego planu. I to jest bardzo udane, zresztą, nie pierwszy raz takie zabiegi słyszymy u Kataxu. Wykorzystanie klawiszy w tym zespole to jest generalnie inna bajka, bo chyba nikt u nas tak tego nie robi (ok, teraz pojawił się Beyond Time, ale to też całościowo inna muzyka). Są wszędzie i w zasadzie cały czas, stąd zapewne te nietrafione porównania do symfonicznych cukierków z lat dziewięćdziesiątych. A przecież klawisze w Kataxu tworzą klimat momentami wręcz kosmiczny, zabierający nas między gwiazdy, budują atmosferę nie z tego świata, pozwalają spojrzeć w głąb siebie i ducha ludzkości. Brzmi to może górnolotnie, ale dla mnie Kataxu zawsze było górnolotne, nigdy nie było przyziemne. I mam nadzieję, że takim pozostanie, bo to przecież jest ten szlak Piątego i jego muzyki. „Ancestral Mysteries” jest bez wątpienia najbardziej dojrzałym i najlepszym krążkiem Kataxu do tej pory. Kompletnie nie słychać tej długiej przerwy wydawniczej, wszystko tu jest jakby było codziennością, jakby ta muzyka gdzieś już od dawna siedziała w twórcy i trzeba ją było tylko uwolnić. I nie mam wątpliwości, że tak właśnie było. Polecam.

Kataxu – „Ancestral Mysteries”. Wolfspell Records, lipiec 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz