środa, 27 października 2021

Tuhontuoja + Veren äänet = Verentuoja.

 

W kwietniu tego roku rodzima Helltrasher Productions wypuściła kompilację dwóch materiałów fińskiego Sielunvihollinen. Znalazło się na niej demo „Tuhontuoja” i epka „Veren äänet”. Wydawnictwo zatytułowane zostało „Verentuoja”, co jak łatwo zauważyć, jest połączeniem obu tytułów. Demo pochodzi z 2016 roku i do tej pory ukazało się jedynie na kasecie i winylu. Epka wypuszczona została w roku 2020 i była dostępna w tych samych formatach wydawniczych. Teraz obie rzeczy dostaliśmy na CD i jest to wspaniałe posunięcie ze strony Hellthrasher Productions, bo to bardzo dobre materiały.

O „Veren äänet” już pisałem (tu), oznacza to, iż połowę dzisiejszej recenzji mam z głowy. Połowę, bo oba materiały zawierają po trzy kompozycje, co w sumie daje sześć utworów trwających łącznie trzydzieści minut. „Verentuoja” zaczyna się jednak zgodnie z chronologią wydawniczą, bo od demo „Tuhontuoja”. Ta część trwa dwanaście minut, utwory są krótsze, mocniejsze i zdecydowanie mniej melodyjne. Trzeba jednak pamiętać, że pochodzą z 2016 roku, a wtedy oblicze Sielunvihollinen było trochę inne. Zespół mocniej stawiał na agresję i moc, dopiero potem myślał o klimacie, melodii i atmosferze. Te trzy numery to ni mniej ni więcej tylko lekko rock’n’rollowy black metal, z delikatnymi naleciałościami black/thrash. Delikatnymi, bo jednak dominuje tu smak fińskiego black metalu. Pojawiają się oczywiście typowe dla tamtych regionów melodie, ale nie one są priorytetem. W tych trzech numerach, utrzymanych w średnich i szybkich tempach, dominuje agresja, gniew i energia. Są to kompozycje bardzo dobre do grania na żywo, bo bez problemu mogłyby rozruszać publikę. Kolejne trzy numery to epka „Veren äänet” i tutaj sprawa ma się inaczej. Raz jeszcze odsyłam do obszerniejszej recenzji, tu tylko chcę zasygnalizować, iż na przestrzeni kilku lat zespół trochę się zmienił. Stawia mocniej na melodię i klimat, a ten materiał jest tego doskonałym przykładem. Dwa szybkie numery porywają, są tak naładowane świetnymi riffami i melodiami, że nie sposób przejść obok nich obojętnie. Trzeci numer to doskonałe zamknięcie tak „Veren äänet” jak i „Verentuoja”. Kompozycja, którą można określić jako balladę. Zresztą, by nie być gołosłownym zacytuję samego siebie, bo może komuś nie chce się wracać do tamtej recenzji: „Trzy bardzo wyraziste kompozycje, z zapadającymi w pamięć motywami przewodnimi. Całość daje osiemnaście minut muzyki, wydanej dotąd tylko na kasecie i winylu, co oczywiście mnie boli. Dwa pierwsze numery to romantyzm i piękno melodii zmieszane z agresją i zapałem, godnym marszu na barykady. Przy tych utworach aż chce się chwycić za sztandar i miecz, ale zarazem skłaniają do refleksji i mogą służyć za doskonały podkład pod leśne spacery. Tak, ci panowie potrafią odpowiednio zmieszać emocje, by otrzymać efekt niebanalny. Melodie przewodnie są piękne, trudno przestać je nucić. Trzecia kompozycja to już zupełnie inna para kaloszy, bo można by nazwać ją balladą. To wolna, dość smutna i podniosła pieśń, w której gitary już nie rwą do boju, raczej wspominają, raczej wiodą nas ku zadumie. Opłakują stratę, za czymś tęsknią”. Jak widać, mój odbiór tego materiału nie zmienił się na przestrzeni kilku miesięcy. Trudno jednak by tak było, gdy w grę wchodzą tak wyraziste utwory.

Bardzo udana kompilacja. Pomimo kilkuletniej różnicy czasowej, słucha się jej płynnie, nie ma uczucia, że pomiędzy materiałami jest jakaś przepaść czy ogromna różnica w kwestii muzyki. Jestem dogłębnie wdzięczny Hellthrasher Productions za to wydawnictwo, bo bałem się, że nigdy już „Veren äänet” na CD nie zobaczę. Dziękuję.

Sielunvihollinen – „Verentuoja”. Hellthrasher Productions, kwiecień 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz