środa, 13 października 2021

Pierwsza krew.

 

Nawia to debiutant w naszym podziemiu. Gdy pierwszy raz zobaczyłem nazwę i logo, pomyślałem sobie: oho, będzie podpinanie gitary do dziupli i flety plus cepelia! Do tego polskie teksty. Przepis na katastrofę gwarantowany, znowu nasłucham się o rusałkach, południcach i życiodajnym lesie, w którym można nawet gniazdko znaleźć na potrzeby teledysku. Na szczęście wszystkie te obawy okazały się całkowicie niepotrzebne, bo Nawia, choć bez wątpienia związana z rodzimowierstwem, gra czysty black metal. I jest to muzyka dobrze rokująca na przyszłość.

Niewiele mogę zdradzić odnośnie samego zespołu, bo to twór tajemniczy. Nie wiem więc kto tam gra, nie wiem kiedy powstał, wiem tylko, że niedawno zadebiutował pełnowymiarowym albumem „Do Krwi”. Na potrzeby tej recenzji tyle wystarczy, bo w końcu mam pisać o muzyce. Krążek zawiera cztery kompozycje i trwa prawie pół godziny. Wspominałem już o polskich tekstach i od nich zacznę. Nie każdemu się one udają, nie każdy potrafi je odpowiednio dopasować do muzyki (niedługo będzie recenzja doskonałego przykładu, jak je zepsuć). Tu jest dobrze. Same teksty są długie ale ciekawe. Warto poczytać, fajnie więc, że zostały zamieszczone we wkładce. Niosą lekkie pogańskie przesłanie, ale naprawdę trzeba się go bardziej doszukiwać, bo nie jest oczywiste i nie atakuje nas w co drugim wersie. Bardzo to doceniam, bo czasami jak się czyta liryki kapel pogańskich, to włos się na głowie jeży i człowiek się zastanawia, czy to już piąta klasa podstawówki czy jeszcze czwarta. Tutaj jest to bardzo mocno utemperowane, ukryte, zawoalowane. Nic nie jest dosłowne, przedstawione to jest w ujęciu bardziej egzystencjalnym i filozoficznym, choć język jest prosty i nikt nie powinien mieć problemów ze zrozumieniem, o co zespołowi chodzi. Teksty te, jak i wokale, dobrze komponują się z muzyką, która także posiada lekki pogański posmak. Jest to jednak klimat bardzo delikatny, bo atmosfera jest mroczna i stanowczo black metalowa. Nie znajdziecie tu akustycznych wstawek, tradycyjnych instrumentów czy ludowych chórków. Jest moc i agresja, brzmienie jest gęste i wzmocnione, w stosunku do klasycznego black metalowego grania. Nie jest też krystalicznie czyste, co dobrze współgra z wokalami. Co pewien czas Nawia raczy nas jakąś melodią, ale tu też nie idzie za daleko, bo są to melodie oszczędne. Pomimo tego dobrze dokładają się do klimatu tego krążka. Sprawiają też, że przyjemnie się tego słucha. Jest to materiał dość jednorodny, zwarty i mam wrażenie, że dobrze przemyślany. W kilku momentach jestem gotów zakrzyknąć: ma ten zespół potencjał! W kilku, bo generalnie jest to płyta solidna i niewiele ponad to, ale pamiętajmy, że to debiut. No i tych kilka chwil, które zdradzają potencjał i mówią mi, że jeszcze może być o tych panach głośno w podziemiu. Jestem na tak i czekam co przyniesie przyszłość.

Dwa słowa o wydaniu płyty. Wygląda świetnie. Dwa kolory, bardzo oszczędna oprawa, ale wygląda to bardzo schludnie i robi pozytywne wrażenie. Estetycznie bez zarzutu. I jest to jewel case!

Nawia – „Do Krwi”. Werewolf Promotion, czerwiec 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz