niedziela, 31 października 2021

[ARCHIWUM90] #7: Abigor - "Nachthymnen (From The Twilight Kingdom)".

 

Nie wszystkie europejskie kraje miały taki sam wkład w rozwój black metalu w latach dziewięćdziesiątych. Norwegia, Szwecja czy Grecja przychodzą na myśl bardzo szybko, ale już taką Austrię trudno zaliczyć do liderów. I słusznie, bo w okolicach 1995 roku większość z nas była w stanie wymienić tylko dwie znaczące nazwy, pochodzące z kraju Mozarta. Summoning i Abigor. Były (i są) to jednak zespoły na tyle dobre, że kojarzymy je do dziś, ba: oba wciąż są aktywne i nadal wydają solidne albumy, co nie zmienia faktu, iż mam wrażenie, że to jednak Summoning jest znany szerzej. Dziś jednak chcę zwrócić waszą uwagę na trzeci krążek Abigor, wydany w 1995 roku „Nachthymnen (From The Twilight Kingdom)”.

Abigor powstał w 1993 roku, bez wątpienia możemy go więc uznać za jeden z najstarszych, wciąż aktywnych zespołów powstałych na fali rozkwitu czarnej sztuki. W latach dziewięćdziesiątych był to zespół bardzo płodny, jak już wspomniałem wydany w 1995 roku „Nachthymnen” był ich trzecim dużym krążkiem (choć nie wszyscy za takowy uważają „Orkblut – The Retaliation”, który trwa dwadzieścia pięć minut). Do końca dekady zdążyli wydać jeszcze trzy. Przyznam się od razu, że Austriacy nigdy do moich faworytów nie należeli, wyjątek stanowi właśnie ich trzeci album. Poznałem go dzięki znajomemu, którego ten album delikatnie mówiąc opętał. Ja nie padałem przed nim na kolana, ale w pełni doceniam jego wartość i to co go wyróżnia, i najzwyczajniej w świecie bardzo mi się podoba. A co go wyróżnia? Czy może lepiej: wyróżniało, bo teraz nie są to czynniki nowatorskie. Zderza się tu wielka agresja i brutalność, z akustycznymi wstawkami, damskimi wokalami i klimatycznymi klawiszami. Niby nic, bo wielu już wtedy stosowało podobne zabiegi, Austriacy jednak zrobili to w sposób bardzo oryginalny. Ich klawisze jedynie nieznacznie dopełniają klimat zbudowany przez potężne gitary, co w efekcie daje bardzo ciekawy efekt, bo trudno Abigor oskarżyć o jakiekolwiek łagodzenie przekazu. Jasne, nadal nic nowatorskiego, ale wystarczy zestawić ten sposób użycia parapetu z Norwegami czy Grekami i różnica jest oczywista. Akustyczne gitary. Znowu nic nowego, tu jednak są one pełnoprawnym instrumentem, nie tylko występującym jako rodzaj wstawki pomiędzy utworami stricte black metalowymi, ale także wspierają gitary w tych ostatnich. Oczywiście nie wszędzie, ale w kilku momentach można to sprawnym uchem wyłapać. No i wreszcie żeńskie wokale. To akurat nie było w tamtym czasie częste, a tutaj pojawiają się dość często, nie raz w akompaniamencie akustycznych gitar, co dla niektórych mogło być nie do pomyślenia. Nie można tak łagodzić obyczajów na black metalowym krążku! Otóż można, i co najlepsze, brzmi to doskonale. Poza tym jednak, jest to potężny, pełen nienawiści i agresji, album black metalowy. Bez dwóch zdań. Potężny, bo wielokrotnie nakładane na siebie gitary (Abigor miał taki styl nagrywania) dają ogromną moc i siłę. Wspierane świetnymi wokalami (na tym albumie odpowiada za nie Silenius z Summoning) wnoszącymi szaleństwo i dzikość, no i oczywiście kanonadą perkusyjną, która nie bierze jeńców. Oszczędne, chłodne melodie towarzyszące szybkim partiom, spotykają się tu z pełnymi klimatu zwolnieniami, dodającymi smaku całemu dziełu. Nie ma jednak wątpliwości, że to zło i agresja są tu siłą dominującą. „Nachthymnen” to prawie pięćdziesiąt minut niezwykle bogatego aranżacyjnie i kompozycyjnie, dojrzałego black metalu, który w tamtych czasach musiał robić na słuchaczach wrażenie. Szczerze mówiąc, powinien je robić do dziś. Na mnie nadal robi. Nie mam wątpliwości, że choć nieco w cieniu swych północnych konkurentów, ten album Austriaków jest jednym z klasyków gatunku.


Abigor – „Nachthymnen (From The Twilight Kingdom)”. Napalm Records, 1995.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz