niedziela, 10 października 2021

[ARCHIWUM90] #4: Ancient Rites - "The Diabolic Serenades".

 

Historią interesuję się już od młodzieńczych lat, gdy więc pierwszy raz przeczytałem w którymś z magazynów (mógł to też być zwykły zine) wywiad z nieznanym mi wtedy zespołem Ancient Rites, moje serce zabiło szybciej. Zdjęcia muzyków na tle historycznych budowli, podkreślanie swojego przywiązania do Flandrii i zainteresowanie przeszłością. Ich lider, Gunther, doskonale potrafił opowiadać o ciemnej stronie ducha w aspekcie historycznym. Byłem kupiony. Szybko też kupiłem kasetę z ich pierwszym albumem „The Diabolic Serenades”, którą wydał Morbid Noizz. I przepadłem. Nie będę nikogo oszukiwał: ta miłość trwa do dziś.

„The Diabolic Serenades” to dla mnie jeden z najważniejszych albumów całej dekady. Zdaję sobie sprawę, że wielu uśmiechnie się pod nosem słysząc taką deklarację, ale mam to gdzieś. Wyobraźcie sobie młodego, pełnego zapału fanatyka black metalu, który jest także pasjonatem historii, a ten belgijski zespół trafia dokładnie w jego gusta i upodobania. Tytuły utworów, oprawa graficzna, cały klimat wokół zespołu przyciąga jak magnes. Jest jak rzucony czar. Diabeł i historia. Wielkie postaci, wielkie bitwy, potężne budowle, inkwizycja, średniowiecze i starożytność. A to wszystko w dźwiękach black metalu. Dla mnie to był raj. Dosłownie. I jest do dzisiaj. Zespół wydał jeszcze kilka świetnych płyt, ale to właśnie „The Diabolic Serenades” jest i zawsze będzie numerem jeden. Nazwałem ich belgijskim zespołem, prawdopodobnie jednak nie byliby do końca zadowoleni. Wyjaśnić trzeba, iż pochodzą z Flandrii, czego nigdy nie ukrywali, a wręcz podkreślali – czy to na koncertach, czy w wywiadach. A Flandria ma swoje autonomiczne czy wręcz niepodległościowe ciągotki. Z tego też tytułu spotykały ich w przeszłości problemy, ale nie będę ich tu przytaczał, bo tekst stałby się pracą maturalną. Gunther opowiada o tym trochę we wznowieniach płyt oraz w kilku wywiadach. Wracając jednak do samego Ancient Rites jako zespołu muzycznego podkreślić trzeba, że to prawdziwi weterani. Powstali w 1988 roku, co plasuje ich przed wieloma norweskimi legendami. Stąd też grają oni black metal inny od tego, który określał drugą falę. Znam takich, którzy Ancient Rites nie uważają za zespół black metalowy, na co zapewne duży wpływ ma wokal Gunthera, będący wypadkową growlu i black metalowego krzyku. Sama muzyka też jest inna. Dużo mocniejsza, gęstsza, bardziej zwarta i zbudowana na innych kanonach. Słychać, że muzycy wychowywali się w latach osiemdziesiątych, ale próżno tu szukać prostych odniesień do Hellhammer czy Celtic Frost. Próżno, bo Ancient Rites ma w sobie wszystkiego po trochu. Znajdziemy tu nawet elementy Grecji. Ale tak naprawdę to po prostu jest Ancient Rites. Klasyczne riffy w połączeniu z typowymi dla lat dziewięćdziesiątych aranżacjami dają wspaniały efekt. Flamandowie wykorzystują całe spektrum środków: klawisze, sample, deklamacje, solówki gitarowe i wiele innych tylko po to, by jeszcze lepiej oddać klimat i tematykę tekstów. Przede wszystkim jednak grają porywająco. Agresywnie, momentami naprawdę szybko, ale przy tym zachwycają melodią. Gitary wyczyniają tu cuda, a kilka motywów powinno wejść do podręcznika grania metalu. Już samo intro jest jedną z najlepszych tego typu kompozycji, jaką dane było mi słyszeć. Stawiam na równi z początkiem „A Blaze…”. No i te wszystkie „średniowieczne” wstawki! Dzięki nim ten krążek ma tak niepowtarzalny, tak oryginalny klimat. I w tym wszystkim jest oczywiście bardzo dużo diabła. Diabła prostego, średniowiecznego, z rogami i ogonem, ale też i tego wyrafinowanego. We fraku i cylindrze. Diabła w imperium asyryjskim, na polach Flandrii czy w starożytnym Rzymie. I w każdym dźwięku. Tu każdy utwór jest hitem lub ma w sobie choć jeden niezapomniany moment. Poznałem ten album w 1994 bądź 1995 roku i do tej pory znam go na pamięć. Bardzo często wracam, bo to dzieło wielkie. Nie zaryzykuję wiele (poza szybkim ukamienowaniem i ścięciem!), gdy stwierdzę, iż dla mnie - z perspektywy lat - jest on lepszy od wszystkiego, co w latach dziewięćdziesiątych powstało w Norwegii.


Ancient Rites – „The Diabolic Serenades”. After Dark, 1994.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz