środa, 8 września 2021

Z wizytą w szwajcarskiej wsi.

 

Ungfell to jeden z ciekawszych szwajcarskich zespołów. Mocno związany z rodzinną ziemią, jej ludowymi podaniami i legendami oraz jej okresem średniowiecznym. Zespół jest także częścią Helvetic Underground Committee, który ma w swoich szeregach choćby takie nazwy jak Dakhma, Kvelgeyst czy Lykhaeon. Jego twórczość jest bardzo zróżnicowana, choć podstawę stanowi black metal. Zdarzają się im jednak eksperymenty muzyczne, sporo u nich fragmentów akustycznych czy też odgłosów wsi. Nie inaczej jest na doskonałym, najnowszym krążku „Es grauet”. Mniej tu co prawda eksperymentowania (w zasadzie nie ma go wcale), ale za to można usłyszeć kury, koguta czy na przykład krowę.

„Es grauet” to trzeci pełnowymiarowy album szwajcarskiego duetu. Trwa blisko czterdzieści minut i zawiera osiem kompozycji, z czego otwierającą i zamykającą można uznać za intro i outro. Jest to krążek mocno zróżnicowany, kompozycje nie są jednorodne i oczywiste, bo tylko w teorii wszystko tu opiera się na black metalu. Nie sprawdzałem, jaki jest stosunek klasycznego, elektrycznego grania, do tych wszystkich akustycznych, lekko ludowych czy też folkowych wstawek, ale podejrzewam, że różnica na korzyść black metalu nie jest bardzo znacząca. I w zasadzie fajnie, bo po pierwsze buduje to świetny klimat i atmosferę. Po drugie, zrobione jest ze smakiem i bez przaśnej cepelii, co niestety nader często zdarza się w takich przypadkach. Poza tym te dwa światy muzyczne są jakby rozdzielone, bo gdy panowie już grają black metal, to jest to czysty black metal, bez żadnych niepotrzebnych dodatków. Fakt, cechuje go sporo melodii, ale także agresja. A melodie są na tyle oszczędne i wyważone, że trudno się do nich przyczepić. Nie oczekujcie jednak mroźnej północy, wszak to Szwajcaria, tu black metal jest gęstszy i bardziej gorący. Doskonale współgra to z akustycznymi wstawkami, pojawiającymi się co pewien czas czystymi wokalami czy dalekimi chórami. W sferze wokalnej dominują jednak klasyczne black metalowe krzyki i przyznać trzeba, że wokalista jest naprawdę dobry. Ale to samo można powiedzieć o doskonałej perkusji czy świetnych riffach. Wszystko wspomagane jest bardzo dobrym dla takiej muzyki brzmieniem. Nie jest to czystość górskiego strumienia, ale daleko też do zatęchłej piwnicy. W każdym razie doskonale słychać wszystkie instrumenty, co szczególnie sprawdza się podczas akustycznych wstawek. Wszystko to razem powoduje, że „Es grauet” to jeden z ciekawszych tegorocznych krążków. Ostrzegam jednak – trzeba mu poświęcić sporo czasu, bo naprawdę jest zróżnicowany i bardzo bogaty aranżacyjnie. Ja mam za sobą co najmniej kilkanaście odsłuchów, a on nadal mnie zaskakuje. I bardzo sobie to cenię. Wyśmienita rzecz.

Płyta wydana jest pięknie. Każdy tekst ilustruje inny obraz, graficznie i estetycznie to najwyższa półka. Szkoda tylko, że jeden tekst jest na osobnej karteczce, ktoś chyba o nim zapomniał podczas składu książeczki. No i szkoda, że to digipack, ale jakoś trzeba to przeboleć. Muzyka w pełni to wynagradza.

Ungfell – „Es grauet”. Eisenwald, kwiecień 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz