poniedziałek, 27 września 2021

Prosto i do przodu.

 

Holenderski Standvast chyba już na dobre zakotwiczył w Werewolf Promotion, gdyż w czerwcu ukazał się materiał będący następcą krążka „Oersymboliek” (pisałem o nim tutaj), wydanego w 2020 roku, także pod sztandarem wrocławskiej wytwórni. „Allenig” to epka, zawiera siedem kompozycji i nie jest bardzo wymagająca. Zespół postawił tym razem na prostotę wyrazu, oszczędne środki i aranżacje. Tym niemniej jest to materiał, który bez wątpienia znajdzie swoich fanów, bo muzyka ma w sobie spory ładunek energii.

Zacznę od sprostowania kilku informacji z Metal Archives. Przede wszystkim kompozycje posiadają tytuły, a nie, jak podaje MA, jedynie numery. W tej kwestii lepsze informacje posiada Discogs. Po drugie, z wkładki płyty wynika, że pani o pseudonimie Mortifero, obsługująca bas, jest pełnoprawnym członkiem zespołu, choć Metal Archives przypisuje jej jedynie rolę koncertową. Sprawa nie jest do końca jasna, więc nie będę w jej obronie odstawiał Rejtana, ale tak to w każdym razie dla mnie wygląda. Wracając do samej wkładki i wydania „Allenig”. To bardzo ładny digipack, posiada ciekawą kolorystykę i grafiki. Prezentuje się efektownie, aczkolwiek w kwestii informacji jest bardzo ubogi. Z drugiej strony zespół zawsze szedł dość tajemniczą drogą, nie ma się więc co dziwić. Muzycznie jest to krążek bardzo jednolity, bardzo jednorodny, co niestety momentami powoduje, że także monotonny. Jak już pisałem, bardzo oszczędny w środkach wyrazu i aranżacjach. Motoryka jest niesamowicie spójna, bo praktycznie wszystkie utwory zagrane są w takim samym tempie, a sekcja rytmiczna kojarzy się bardziej z RAC (lub punkiem), niż z black metalem. Z tym ostatnim to wydawnictwo generalnie nie ma bardzo dużo wspólnego, choć bez wątpienia jest on tu jakimś rodzajem bazy. Ale nie spodziewajcie się północnych mrozów, nie spodziewajcie się nawet czegoś takiego, co usłyszeliście na „Oersymboliek”. Tam były marszowe rytmy, wojenna machina przetaczająca się przez głośniki, tu mamy do czynienia z czymś, co swobodnie określiłbym jako „mocno imprezową rozpierduchę”. Brzmi dziwnie, wiem, ale takie mam skojarzenia, gdy słucham tych siedmiu kompozycji, i nic na to nie poradzę. Trudno tu doszukiwać się głębszej atmosfery, trudno o wzniosły klimat, muzyka w zasadzie niesie tylko jedno przesłanie – gniew i złość, ale bez kolosalnej agresji. Wokale są dość zadziorne i to jest chyba najbardziej klasycznie black metalowy element tego wydawnictwa. Reszta to naprawdę bardziej RAC i to taki pierwotny, prosty, dosadny. Nie twierdzę, że to źle, bo lubię, ale po prostu ostrzegam, żeby potem nie było płaczu. Jeśli więc ktoś z was też lubi, to polecam. Zwolennikom klasycznej, mroźnej północy raczej nie wpychałbym na siłę „Allenig”, aczkolwiek nigdy nic nie wiadomo. Może akurat energia zawarta w tym wydawnictwie do nich przemówi.

Standvast – „Allenig”. Werewolf Promotion, czerwiec 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz