środa, 1 września 2021

Otchłań.

 

Wszyscy wiemy, że Ameryka Południowa bezkompromisowością stoi. Nie wiem, z czego to wynika, nie mam jednak zamiaru się nad tym zastanawiać, przyjmuję to jako fakt. Nigdy jeszcze nie słyszałem czegokolwiek nieagresywnego, co pochodziłoby z tamtego kontynentu. Nie inaczej jest dzisiaj, bo pochylimy się nad najnowszym wydawnictwem Black Ceremonial Kult. Panowie są ze stolicy Chile, Santiago, i serwują czystą muzyczną otchłań. Najnowszy krążek zatytułowany jest „Crowned in Chaos” i znajduję ten tytuł wielce adekwatnym do zawartości muzycznej.

Zespół istnieje od 2014 roku i choć nie wydał jeszcze pełniaka, zdobył już uznanie w podziemiu. Szczerze mówiąc, śmiem wątpić czy kiedykolwiek go wydadzą, bo weźmy takie „Crowned in Chaos” – materiał trwa prawie czterdzieści minut, ale jest zakwalifikowany przez zespół jako epka. Biorąc to pod uwagę nie wiem, ile musieliby nagrać muzyki, by mógł to być pełniak. Oczywiście nie o to chodzi, oni po prostu chcą chyba być mega podziemni i pozostają przy demach, splitach i epkach. Ich wybór. W końcu to tylko kwestia nazwy. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to świetna okładka. I tu nie ma zaskoczenia, bo autorem jest Igor z WS Artworks, dobrze nam znany z krajowych produkcji. Jest go coraz więcej w podziemiu i dobrze, bo chłopak ciągle się rozwija i tworzy coraz ciekawsze rzeczy. Sama wkładka nie oferuje zbyt wiele, czas więc zanurzyć się w tę muzyczną otchłań. A zaprawdę, powiadam wam, jest to czeluść najczarniejsza z czarnych, najgłębsza z głębokich i nie mająca końca. „Crowned in Chaos” to prawie czterdzieści minut totalnej anihilacji, wielkiego muzycznego wiru, który wciąga, zasysa, połyka i miażdży. Nie jestem wielkim fanem takiego grania, nie jest to więc materiał, do którego będę często wracał, ale oddać muszę muzykom, że stworzyli prawdziwego potwora. To death metal gęsty, lepki, często gruzujący, ale nie w tak klarowny sposób – to wszystko jest jakby pokryte warstwą mgły, jakąś przesłoną, która powoduje rozmycie się poszczególnych elementów i stworzenie jednej, skomasowanej, gęstej mazi muzycznej, przez którą przebija się potężna perkusja. I to wszystko dobiega do nas z głębokich czeluści, z najgłębszej otchłani. I porywa. Momentami wrzuca w wir chaosu, momentami miażdży precyzyjnie, momentami zasysa wszystko co w nas jest. Nie jest to na pewno materiał lekki, łatwy i przyjemny. Trzeba mieć do niego odpowiednie nastawienie, bo wbrew pozorom klimatu i atmosfery tu sporo. Bardzo specyficznego klimatu i specyficznej atmosfery, ale jednak. Tu nawet wokal jest bardziej instrumentem wspomagającym tę dźwiękową otchłań niż wokalem sensu stricto. Tu po prostu wszystko pracuje na to, byśmy doświadczyli totalnej zagłady dźwiękowej, wszystko jest na to nastawione i taki jest cel nadrzędny. Z czystym sumieniem donoszę, iż to udało się w stu procentach. Ameryka Południowa po raz kolejny nie zawiodła.

A samo wydawnictwo to kolejny przykład międzynarodowej ekspansji Godz Ov War Productions. Oby tak dalej.

Black Ceremonial Kult – „Crowned in Chaos”. Godz Ov War Productions, czerwiec 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz