poniedziałek, 6 września 2021

Mądrość klawiszy.

 

Order of Nosferat to projekt międzynarodowy. Duet, składający się z obsługującego perkusję Fina i zajmującego się całą resztą Niemca (udziela się także w Slagmark, Sarastus i Sarkrista), wydał w tym roku dwa albumy, oba pod sztandarem Purity Through Fire. W lutym dostaliśmy „Necuratul”, w czerwcu „Arrival of the Plague Bearer”. O ile ten drugi nie rzucił mnie na kolana, o tyle ten pierwszy pozamiatał mną konkretnie. I to nim zajmiemy się dzisiaj, bo jest to krążek zdecydowanie godny polecenia wszystkim fanatykom podziemnego black metalu, którzy nie uciekają na dźwięk słowa "klawisze".



Tak, jest to w twórczości Order of Nosferat bardzo ważny instrument. Na szczęście pan Count Revenant wie, jak ich używać i nie boi się tego robić, bo swój debiutancki album zbudował w sposób, który bez wątpienia tychże klawiszy nie ogranicza. Dostajemy jedenaście kompozycji trwających łącznie nieco ponad czterdzieści minut. Struktura albumu jest prosta i czytelna: utwór klawiszowy, utwór black metalowy, utwór klawiszowy, utwór black metalowy… i tak do końca. A ponieważ te klawiszowe kompozycje są naprawdę ciekawe, nieprzeładowane dźwiękami, raczej oszczędne i stawiające na klimat i atmosferę, brzmi to wszystko bardzo ciekawie i spójnie. Nie są one też bardzo długie, tak zresztą jak i klasycznie black metalowe utwory, stanowią udane wprowadzenie i dają chwilę na oddech i zadumę. Czasami brzmią lekko kościelnie, czasami wampirycznie, niosąc powiew grozy, którą przesiąknięty jest zresztą cały album. Tu zło i ciemność to każda sekunda i każdy dźwięk, groza i trwoga niosą się zaś echem jak krzyk pomiędzy górskimi szczytami. W kwestii klimatu i atmosfery udało się Niemcowi i Finowi stworzyć dzieło niemal doskonałe. Dawno nie słyszałem tak sugestywnego krążka. No, ale mamy jeszcze przecież numery black metalowe, o których nie wolno zapomnieć, bo to one są podstawowym daniem na „Necuratul”. I tu docieramy do serca albumu, jego najlepszej części. Kompozycje black metalowe są bowiem bardzo, ale to bardzo dobre. Utrzymane w średnich bądź szybkich tempach, rytmiczne, chwilami wręcz lekko skoczne. Przesterowane gitary momentami przywodzą na myśl „Filosofem”, ale są to skojarzenia dość dalekie, bo tutaj mamy do czynienia z bogatszymi aranżacjami, co mocno zmienia odbiór. Gitary, potrafiące uraczyć nas ciekawymi riffami i niebanalnymi melodiami, wzbogacone są klawiszami, które doskonale budują im tło, a nawet nie raz i nie dwa dominują w sferze melodyki. Album ani trochę nie traci przez to na agresji czy złości, natomiast dużo zyskuje w kwestii atmosfery. Serio, gdyby wszyscy mieli takie wyczucie w dawkowaniu klawiszy jak Count Revenant, świat byłby piękniejszy. Tu wszystko doskonale się uzupełnia, dodaje sobie mocy, klimatu, wspiera się wzajemnie – chociażby samo brzmienie: piwniczne, ale na tyle zrozumiałe i czytelne, że wszystko fajnie można wychwycić. „Necuratul” jest zaaranżowany i skomponowany niesamowicie udanie, a do tego świetnie się go po prostu słucha, bo potrafi być, a właściwie jest porywający. Jeśli was jednak ten krążek ruszy, to jest do dostania bezpośrednio w Purity Through Fire, można go też czasami trafić w którejś z rodzimych dystrybucji. Nie zastanawiajcie się za długo, bo nakład limitowany. To jest black metal, jakiego chce się słuchać!


Order of Nosferat – „Necuratul”. Purity Through Fire, luty 2021.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz