piątek, 27 sierpnia 2021

Klasyczne dzieło fińskiego diabła.

 

Dziś Finlandia. Nic to zaskakującego, bo kraj to w zespoły obfitujący. Finlandii tejże będzie w najbliższej przyszłości więcej, bo uzbierało mi się na półce kilka nowości z kraju łosi i reniferów, a wszystkie ciekawe. Na pierwszy ogień idzie Malum, zespół w skład którego wchodzą muzycy doświadczeni, znani także z innych, rozpoznawalnych projektów. W połowie kwietnia, nakładem wspaniałej Purity Through Fire, ukazał się ich czwarty krążek (mają na koncie także sporo pomniejszych wydawnictw), zatytułowany „Devil’s Creation”. Bardzo udane to dzieło i dziś przyjrzymy mu się bliżej.

Szczerze mówiąc, wystarczyłoby napisać, że panowie grają dość klasyczny Black Metal, w którym wiele melodii i który brzmi naprawdę fińsko. Wystarczyłoby, bo generalnie nie ma tu żadnych eksperymentów, odstępstw od normy czy niepotrzebnych nikomu wynalazków. Wszystko jest tam, gdzie być powinno, wszystko jest na swoim miejscu. Po co więc pisać o takim krążku? Po pierwsze dlatego, iż mam wrażenie, że przeszedł lekko niezauważony, po drugie dlatego, że po prostu doskonale się go słucha. W tym miejscu po raz kolejny zachęcam was do śledzenia kalendarza wydawniczego Purity Through Fire, bo spod tego szyldu nie wychodzą kiepskie płyty. W każdym razie ja się z takową nie spotkałem. Ale wracamy do naszych dzielnych Finów z Malum i ich czwartego krążka „Devil’s Creation”. Album trwa prawie czterdzieści minut i zawiera sześć kompozycji. Większość tekstów jest po angielsku, tylko jeden po fińsku, także można poczytać. Zaskoczenia nie ma, dużo diabłów, demonów i szatana. Czyli wszystko w normie. Tak jak oprawa muzyczna, o czym już wspominałem, ale dodać muszę, że naprawdę jest to krążek porywający. Po pierwsze ma w sobie masę energii, sporo agresji i mocy, ale przede wszystkim melodią stoi. Słyszałem opinię, że tej ostatniej jest za dużo, ja się jednak z tym nie zgadzam. Według mnie wszystko tu jest odpowiednio wyważone. Świetnie dopasowane są wokale, które same potrafią tu budować napięcie i atmosferę. Ale oczywiście nie tylko one, bo gitary wygrywają doskonałe riffy i świetne melodie, brzmienie to wszystko wspomaga bo sprowadza do klimatu jasno kojarzonego z krajem tysiąca jezior. To w zasadzie mógłby być album Satanic Warmaster albo takiego The True Werewolf. Może jedynie mniej tu klawiszy, choć są, użyte bardzo oszczędnie, bardzo dobrze dopełniają klimat i atmosferę. A ta ostatnia bywa czasami podniosła, jednak głównie jest to po prostu pełen nienawiści i agresji, duch Black Metalu klasycznego. Nie znajdziecie tu więc nic tak naprawdę nowatorskiego, ale po co to komu? Jeśli kochacie dobry, klasyczny Black Metal, który porywa serce i duszę, koniecznie zapoznajcie się z „Devil’s Creation”. To jeden z lepszych przedstawicieli fińskiej sceny ostatnich lat, a to mówi sporo.

I jeszcze raz przypominam: Purity Through Fire!

Malum – „Devil’s Creation”. Purity Through Fire, kwiecień 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz