środa, 25 sierpnia 2021

Grecja w Miami.

 

Czcić starą, muzyczną Grecję można (poza tym, że trzeba!) na różne sposoby. Są zespoły, które czynią to bardzo bezpośrednio, podążając dokładnie tym szlakiem, zapoczątkowanym w latach dziewięćdziesiątych, są też takie, które w mniejszym lub większym stopniu do tamtych kanonów nawiązują. Do tych drugich zalicza się amerykański Gnosis, kolejny ciekawy zespół zza oceanu, w kolekcji niestrudzonego Grega. Jego Godz Ov War Productions coraz śmielej zapuszcza się w te dalekie rejony, co czyni z tej wytwórni ewenement na krajową skalę. Należy to docenić, bo Greg nie bierze pierwszego lepszego plumkania, tylko skupia się na naprawdę ciekawych projektach. Gnosis bez wątpienia do takich się zalicza.

Floryda to dawna stolica światowego death metalu i choć głównym ośrodkiem była Tampa, to i w innych miastach nie brakowało i nie brakuje wyznawców tego gatunku. Gnosis są z Miami (choć duchowo z Hellady). Ich fundamentem nie jest co prawda czysty death metal, jaki kojarzymy z tamtym rejonem, jednak bez wątpienia nie grają też czystego black metalu. W ich przypadku określenie death/black metal sprawdza się doskonale. Zespół powstał w 2013 roku i ma na koncie trzy pełniaki, ostatni – „Omens from the Dead Realm” – to ten, o którym dziś mowa. Przyznam od razu, że poprzednich nie znam, ale pewnie w jakiejś wolnej chwili, z ciekawości nadrobię. Najnowszy krążek wizualnie może zmylić – wygląda jak typowy przedstawiciel greckiej sceny black metalowej, nawet zdjęcie zespołu jest w odpowiedniej scenerii i klimacie. Gdy już jednak zabrzmią pierwsze dźwięki, szybko zrozumiemy, że to nie był do końca dobry trop. Gnosis, mówiąc w skrócie, gra ciężej, nie stosuje tylu ozdobników i nie jest tak bogaty w melodię. Wszystko tu jest jakby lekko okrojone, poza mocą, która jest zwiększona. Nie zmienia to faktu, że dużo tu greckich elementów, jeśli pojawia się już melodia, to wiadomo jak brzmi. I choć nie ma ich wiele (w porównaniu do klasyków), to te, które są, naprawdę nie pozostawiają złudzeń, bo panowie wiedzą jak to zrobić. Słychać, że czują ten klimat, kochają go i cenią. Oni po prostu bardziej stawiają na moc, atmosfery tu mniej, co nie znaczy, że jej nie ma. Trudno jednak zagrać dokładnie tak jak kiedyś, skoro fundamentem jest death metal. Poza tym, o to przecież chodziło i w moim odczuciu udało się bardzo dobrze połączenie tych dwóch gatunków. Gitary, perkusja (bardzo, bardzo dobra!), wokal – wszystko tu pracuje doskonale i wszystko pracuje na to, by był to naprawdę death metal przesiąknięty greckim duchem. Nawet brzmienie, które oczywiście nie jest kopią greckich bogów, ale udało się osiągnąć podobny rezultat, grając przecież dużo ciężej. A kiedy w szóstym utworze na wokal wskakuje gościnnie niezmordowany Stefan Necroabyssious, to już klimat Hellady rozsadza głośniki. Nie ma się co dziwić, facet ma tak charakterystyczny wokal, że nie sposób nie skojarzyć go z Grecją. W kolejnym numerze gościem jest Wampyrion (Funeral Storm), który też dodaje odpowiedniego smaku i klimatu. Już sam fakt, że ci dwaj panowie postanowili pojawić się na „Omens from the Dead Realm” gościnnie, pokazuje, że to materiał godny spuścizny dawnej greckiej sceny. I myślę, że ja sobie mogę tu pisać jeszcze długo, ale właśnie ten fakt jest najlepszą reklamą trzeciego krążka Gnosis. Każdy, kto lubi dawną Helladę powinien ten materiał poznać.

Dodam jeszcze tylko, że krążek wydany w kooperacji z Nuclear War Now!, która to odpowiada za winyl. Co też pokazuje, jak dobrze rozwija się Godz Ov War Productions.

Gnosis – „Omens from the Dead Realm”. Godz Ov War Productions, czerwiec 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz