poniedziałek, 30 sierpnia 2021

Francja znowu zachwyca.

 

Jakiś czas temu pisałem o nowym krążku francuskiego Elitism (tu). Dziś pochylam się nad najnowszym wydawnictwem innego francuskiego, niepoprawnego politycznie zespołu, Vermine. Poza tym, że za wydanie obu odpowiada Werewolf Promotion, podobieństw jest więcej i szczerze mówiąc tę recenzję mógłbym zacząć dokładnie tak jak tamtą. Na upartego mógłbym w tamtym tekście zmienić tylko nazwę zespołu i wszystko prawie by grało. Prawie, bo jednak Vermine nie ma w swej twórczości tak dużej dawki ambientu, tu króluje Black Metal. Doskonały, francuski Black Metal.

Tak jak w przypadku pięknie wydanego Elitism, tak i „Promethean (Ere du Surhomme)” Vermine to digipack, ale także wydany wspaniale. Robi wrażenie i jestem w stanie przeboleć fakt, iż to nie jewel case. Jeden rzut oka na okładkę i logo i już wiemy, że polityczną poprawność należy w przypadku tego zespołu schować głęboko do kieszeni. Wkładka zawiera teksty, ale są po francusku, więc leżę. Może kiedyś sobie cierpliwie potłumaczę. Natomiast to, co najważniejsze, czyli muzyka, to coś, do czego chce się wracać. Vermine to kolejny przykład francuskiego Black Metalu z najwyższej półki. Jak zawsze wspomnieć muszę o wokalach, bo tu nie dość, że sam francuski język robi robotę i jak zwykle mnie ujmuje, chwyta za duszę i serce, to jeszcze wokaliści (jest ich dwóch) robią wszystko, co mogą, by to wrażenie spotęgować, by nadać swym głosom jak najwięcej ekspresji, która szczególnie w podniosłych momentach – a tych nie brakuje – sprawdza się doskonale. Jako się rzekło, album Black Metalem stoi, nie tylko mamy tu więc momenty podniosłe, jest też cała masa agresji i nienawiści. Sporo fragmentów szybszych, klasycznie zagranych, sporo także jednak zwolnień, gdzie pojawiają się klimatyczne deklamacje. Na brawa zasługuje praca perkusji, w szczególności talerzy. Nie jest to na pewno bezmyślne bębnienie, instrumenty perkusyjne zostały przemyślane i zaaranżowane w sposób zaawansowany. Riffy określiłbym jako typowo francuskie, dużo w nich nostalgii i smutku, jakiejś tęsknoty, co oczywiście wspomagają wokale. Klawisze pojawiają się rzadko, najlepszą robotę robią w doskonałym intro. Ale jak już się pojawiają, to bardzo udanie dopełniają resztę instrumentów. Generalnie wszystko tu jest bardzo dobrze wyważone, zbalansowane i zaaranżowane. Tak jak brzmienie – klarowne, dość czyste, ale nie za czyste. Nikt nie zarzuci Vermine komercyjnego brzmienia, z drugiej strony nikt nie powie, że czegoś nie słyszy. To też przecież jeden z wyznaczników francuskiego grania, weźmy choćby takie Cenotaphe. I ja to doceniam, bo to też niesie ze sobą pewien urok, nadaje klimatu i atmosfery. Tych ostatnich tu oczywiście nie brakuje, choć bez wątpienia nie jest to tak uczuciowy krążek jak choćby Elitism właśnie. Ale: Francuzi naprawdę nie muszą wiele robić, by ich wydawnictwa miały charakterystyczny klimat. Wystarczy, że mają wokal. „Promethean (Ere du Surhomme)” to stanowczo jedna z lepszych francuskich pozycji tego roku. I jedna z najlepszych w katalogu Werewolf Promotion. Polecam z czystym sumieniem. 

Vermine – „Promethean (Ere du Surhomme)”. Werewolf Promotion, kwiecień 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz