niedziela, 13 czerwca 2021

Odraza dla zarazy.

 

Jak powszechnie wiadomo, nie jestem wielkim fanem Odrazy, by ująć to delikatnie. Kompletnie nie rozumiem całego tego szumu wobec kolejnych wydawnictw zespołu, ale, co sam przyznaję, nie muszę wszystkiego rozumieć. Dlatego, gdy Greg podesłał mi cyfrową wersję nowego wydawnictwa, nie podskoczyłem z radości, nie odtańczyłem triumfalnego tańca, jakiego można by się spodziewać po większości polskich fanów black metalu, na wieść o nowej Odrazie. Jednak, zaintrygowany okładką, postanowiłem choć raz przesłuchać, by wiedzieć, co znowu będę mógł krytykować. Kilka godzin później byłem po dziesiątym odsłuchu i nie miałem najmniejszej ochoty na krytykę.

„Acedia” to dwa utwory, choć w wersji CD (a to ją mam w domu) jest tylko jeden. Drugi znajdziecie na winylu. Ja, z racji pisania głupot o muzyce, posiadam pełną wersję cyfrową, wypowiem się więc i na temat drugiej kompozycji, w moim odczuciu uzupełniającej. Tak materiał, jak i samo jego przeznaczenie, czyli wystawę. Tak, wystawę, bo Odraza po raz drugi w swej historii stworzyła dzieło we współpracy z Muzeum Krakowa. „Acedia” będzie ścieżką dźwiękową dla wystawy „Współistnienie” (Muzeum Podgórza, od pierwszego lipca tego roku), poświęconej krakowskim czasom zarazy. Informacja ta dopełniła moje postrzeganie tego wydawnictwa, nadała mu głębszego sensu i wymowy, choć i bez niej byłbym ukontentowany. „Acedia” to dwie kompozycje, trwające łącznie prawie trzydzieści minut. Dysproporcja pomiędzy nimi jest spora, bo pierwsza to dwadzieścia minut całego wydawnictwa. I tylko w niej znajdziecie black metal. Nie od tego, czyli muzyki, powinienem jednak zacząć. Tu ważny, a wręcz najważniejszy jest kontekst (czyli sama wystawa i jej treść), a co za tym idzie tytuł materiału i jego atmosfera. Acedia to stan duchowego wypalenia, apatii. Oczekiwanie na coś, co się nie wydarzy i wiara w to, że źródło całego szczęścia i radość z życia jest na zewnątrz – poza egzystencją. To stan bezwładu, bez bólu i troski o własne istnienie, niedbanie o swoją pozycję w świecie. Tyle zlepek różnych definicji, dający jednak dobry drogowskaz do muzyki. Odraza znana jest ze swego chłodu i dość przyziemnego podejścia do ludzkich spraw, tu jednak więcej jest – w moim odczuciu, także w muzyce – metafor, metafizyki i jakiejś zranionej, bolesnej duchowości. Klimat tego wydawnictwa doskonale współgra z przesłaniem i treścią, bo zespół prowadzi nas, w swoim stylu – brudnym chodnikiem i ciemną bramą, ale i ścieżką nieludzkiej, odizolowanej duszy. Jest więc często mechanicznie, zimno i bez uczuć, czasami jednak te ostatnie pojawiają się, by przynieść choćby gniew. Bo przecież, choć nieludzko, to wszystko to, co Odraza chce powiedzieć, odnosi się do człowieka i człowieczeństwa. Mówi to dźwiękami mrocznymi, złowieszczymi, zwiastującymi coś bardzo, bardzo niebezpiecznego, raniącego i nieuniknionego. Coś, co zostawi w nas ślad na zawsze. Trudno siedzieć obojętnie słuchając pierwszej kompozycji, która wypełniona jest klawiszami, samplami i różnymi dziwnymi, eksperymentalnymi zabiegami, których nie potrafię do końca nazwać. Ale to działa. To naprawdę wzbudza najpierw zaciekawienie, potem wchodzi pod skórę, do głowy i już wesoło nie jest. A potem przepadamy totalnie, bo wchodzi black metal i powiem Wam – jest doskonały. Świetnie komponuje się z tym wszystkim co było przed nim i z tym wszystkim, co jest po nim. Trochę mechaniczny, trochę odczłowieczony, ale pełen pasji i emocji. Nie da się jednak ukryć, że na tym materiale jest w mniejszości, bo druga kompozycja to tylko sample, klawisze i pieron wie co jeszcze, bo nie jestem specjalistą. Ale to nic, bo zespół pokazał, że nie tylko klasyczną aranżacją można zilustrować grozę, lęk i zło. I że można to zrobić naprawdę doskonale.

Znając ten materiał na długo przed premierą, niecierpliwie czekałem na reakcje wiernych fanów zespołu, bo byłem pewien, że będzie masa głosów niezadowolonych i rozczarowanych. Poniekąd się nie dziwię, bo wychodzi na to, że kiedy cały kraj zachwyca się Odrazą, ja uciekam. Kiedy zachwycam się ja, kraj ucieka. Fajnie. A na wystawę trzeba się będzie koniecznie wybrać, bo to może być niesamowite doznanie.


PS Brawa dla Sarsa za GENIALNĄ oprawę graficzną.


Odraza - „Acedia”. Godz ov War Productions, maj 2021.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz