wtorek, 29 czerwca 2021

Eksplozja szaleństwa.

 

Toruński Occultum zawsze był dla mnie gdzieś z boku sceny. Nie do końca potrafię wytłumaczyć dlaczego, takie po prostu odnoszę wrażenie. Oczywiście zauważałem ich wydawnictwa, bo były to dobre materiały (o „In Nomine Rex Inferni” przeczytacie tu), trochę im jednak brakowało do ścisłej czołówki naszego podziemia. Sprawa zmieniła się wraz ze splitem „Under the White Flame” (tu), gdzie znalazły się dwie kompozycje zespołu. Jedna doskonała, druga wybitna. Od tamtej chwili, z niecierpliwością wypatrywałem kolejnego pełniaka torunian. Doczekałem się. I to jest, moi drodzy parafianie, cios totalny.

Wielce liczyłem na to, iż panowie pójdą drogą wspomnianych już, dwóch splitowych kompozycji. Poszli. A właściwie pobiegli. Doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, iż już tamte numery były wynikiem rozwoju zespołu i nie wzięły się znikąd. Occultum idzie więc od początku swoja drogą, na której konsekwentnie się rozwija, dokłada nowe elementy, poszerza, pozostawiając jednak ten sam kręgosłup. Ja po prostu cały ich potencjał usłyszałem dopiero na „Under the White Flame”, dopiero te dwa numery w pełni mnie chwyciły, zachwyciły wręcz. Dlatego, „Apokatastasis” jest dla mnie rozwinięciem tamtego duetu. Jest tu ta sama moc i energia, potęga i żywiołowość, nieposkromiona siła, która wreszcie eksplodowała z pełną mocą. Poprzednie pełniaki były w moim odczuciu lekko stłumione, jakby przyhamowane, jakby zamglone. Nie został z nich wydobyty cały potencjał, zabrakło tej wyrazistości. Najnowszy to zupełnie inna bajka. Już drugi numer składa nas w kostkę a to co dzieje się w trzecim („Prayer”; obok „Satanic Black Metal Until Death” to mój ulubiony utwór zespołu), należy zapisać w wielkiej księdze polskiego podziemia. I tak w zasadzie jest do końca. W zasadzie, bo panowie czasami zwolnią, ale nawet wtedy nie tracą na mocy, sile przekazu i potędze. Brzmienie jest wspaniałe. Gęste, ale zarazem ze sporą ilością przestrzeni. Potężne, mocne, wyraziste, ale na tyle brudne, byśmy nie mieli wrażenia plastiku. Doskonale podkreślona i zrealizowana jest perkusja, robota najwyższej próby. Gitary, które współpracują ze sobą wzorowo, brzmią w tym wszystkim jak doskonale pracujące organy wewnętrzne, nadające całości charakteru. No i te opętane, potężne wokale Gavrona. Co ten chłop robi z głosem, z jaką ekspresją wykrzykuje poszczególne wersy, to tylko brawa. Perfekcyjnie dopełnia tę szaloną muzykę, pełną diabelnego, apokaliptycznego klimatu. Tego albumu słucha się jak manifestu wykrzyczanego wszystkim świętością w twarz. Jest jak potężny cios, który ma złamać wszelkie ołtarze raz na zawsze. Pełen mocy, uniesienia, zapału, ale i ulotnej atmosfery beznadziei i rozpaczy. Doskonale wymieszana muzyczna mikstura.

Cieszy fakt, iż tym razem Occultum nie poszli w przesadę i nagrali album, który trwa trzydzieści sześć minut. Dzięki temu to prawdziwy dźwiękowy pocisk, bez ani sekundy nudy, czy filmowych dłużyzn. „Apokatastasis” to – w naszym podziemiu – zdecydowana tegoroczna czołówka. Nie możecie tego krążka przeoczyć.


Occultum - „Apokatastasis”. Old Temple, kwiecień 2021.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz