wtorek, 4 maja 2021

Zabrze górą.

 

Dziś wracamy do roku 2020 a konkretnie do października. Wtedy też, trzydziestego dnia tego miesiąca, ukazał się split brazylijskiego Whipstriker z naszym Hate Them All. Piszę o nim dopiero teraz, gdyż niedawno dotarła do mnie z Old Temple płyta. Myślę jednak, iż to żaden problem, gdyż wiadomo doskonale czego się spodziewać po obu zespołach i żadnego przełomu gatunkowego nie przeoczyłem. I tak jest w istocie - „Strike of Hate” słucha się przyjemnie, ale gdyby nie powstał, pewnie nikomu krzywda by się nie stała.

Szczególnie jeśli idzie o Whipstriker, bo to twór, który wydaje tak wiele materiałów (w większości krótkie splity, takie jak ten), że można się pogubić. „Strike of Hate” to ledwie dwadzieścia pięć minut muzyki, podzielonej na osiem kompozycji, wśród których najciekawszy jest cover Impaled Nazarene, ale nie uprzedzajmy faktów. Układ jest prosty, każdy zespół gra dwa numery swoje, dwa cover’y. Zaczyna Whipstriker. Dwa numery autorskie: „In Fires of Hell” i „Forget the Future” to kompletnie nic nowego jeśli idzie o Brazylijczyków. Motorhead na sterydach spotyka tu Venom i kilku innych klasyków tej szkoły. Zagrane to jest poprawnie, kompozycje same w sobie nie są powalające ale też trudno je zbesztać za cokolwiek, poza jednym: brzmienie jest niesamowicie stłumione, co pozbawia muzykę naturalnej energii i mocy. W przypadku takiego grania to naprawdę spory mankament. Kolejne dwa kawałki w części Whipstriker to cover’y. „Endless Pain” Kreator i „When Life Has Ceased” Entombed. I tu brzmienie się poprawia, panowie starają się też w jakiś sposób zbliżyć stylem do oryginałów, co uważam za błąd, bo nie o to w cover’ach chodzi. Tu ważna jest własna interpretacja, wykonanie tego w swoim stylu. Czegoś jednak zabrakło i mam wrażenie, że zostały te kompozycje odegrane, bo trzeba było coś szybko wrzucić, by zapełnić miejsce. Tyle o Whipstriker, bo nie widzę tu potencjału by pisać więcej. Jest nieźle w kwestii autorskich numerów, kiepsko jeśli idzie o cover’y. Hate Them All. Przedstawiać nie trzeba, więc nie będę kreślił tu rysu biograficznego. Dwa pierwsze numery, czyli kompozycje autorskie, przelatują bez większego wzruszenia ramion, bo nie niosą nic nowego w twórczości zespołu. Jest moc i ogień, jest nienawiść. Hate Them All zawsze dorastali do swojej nazwy i tym razem nie jest inaczej, utwory mają naprawdę sporą siłę rażenia, jednak nie ma w nich czegoś, co zwróciłoby większą uwagę. Nie zmienia to faktu, że na black metal panów z Zabrza zawsze można liczyć, poniżej pewnego poziomu nie schodzą. To, na co najbardziej ostrzyłem sobie zęby, to trzecia kompozycja ich części, czyli cover „Blood is Thicker Than Water” Impaled Nazarene. Uwielbiam ten utwór, to moja ulubiona ballada wszech czasów. I przyznać muszę, nie zawiodłem się. Nie ma tu wielkich zmian w stosunku do oryginału, ale jednak zagranie tego z werwą znaną Hate Them All, z tym ich całym brudem i piwnicznym sznytem, zrobiło robotę. Jest mocniej, jest brutalniej, jest agresywniej, ale nadal pięknie, nadal słyszalny jest kręgosłup oryginału. Za to wykonanie duży plus. Wszystko kończy cover Skid Row i tu aż musiałem sobie odświeżyć oryginał, bo Amerykanów nie słucham na co dzień. Tak, szybko sobie przypomniałem, bo to dobry numer. Szybkość, rytm, energia, idealny numer pod przeróbkę. A co z nim zrobili panowie z Hate Them All? Oczywiście przerobili go na swoją modłę, czyli dostajemy black metal z domieszką rock’n’rolla i jest fajnie. Takie granie czyichś kompozycji rozumiem.

Podsumowując, split z mocnym wskazaniem na naszych. Zabrze – Rio de Janeiro 4:0. To pewnie nie byłoby możliwe nawet za najlepszych czasów Górnika ;)


Whipstriker / Hate Them All - „Strike of Hate”. Old Temple, październik 2020.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz