niedziela, 2 maja 2021

Szlak przeszłości.

 

Szybki rzut okiem do Metal Archives i już wiem, że coś mnie ominęło. Pripegal to żaden debiutant, bo „Na Ostatnim Szlaku” to ich – a właściwie jego, gdyż to projekt solowy – trzeci album. Fakt, debiut pochodzi z 2004 ("Slavia Antiqua"), a drugi krążek z 2008 roku ("Ziemia gromadzi prochy"), no ale i tak mi trochę głupio. Szczególnie, że jest to twór Mścisława a więc człowieka znanego z wielu innych zespołów i gwarantującego poziom co najmniej przyzwoity. „Na Ostatnim Szlaku”, wydany po długiej przerwie, zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie, trzeba więc będzie braki nadrobić.

Zdążyłem już gdzieś przeczytać opinię, że „to taki trochę polski Hammerheart”, co oczywiście jest grubą przesadą, jednak można bez strachu i większego ryzyka, umieścić obie te płyty w jednej rodzinie. Pripegal sam siebie określa jako „Slavonic Black Metal”, co oczywiście dość łatwo można przełożyć na wszystkim dobrze znany pagan metal, co generalnie w moim odczuciu pasuje lepiej, gdyż black metalu per se, tu wiele nie ma – muzyka jest jednak cięższa, opiera się na innych zasadach kompozycyjnych bo też i inne cele chce osiągnąć. Jest podniośle, momentami monumentalnie, co dla niektórych może iść w zbyt patetyczne tony, ale ja nie mam z tym problemu, bo dokładnie tak wyobrażam sobie taką muzykę. Jak mi ktoś powie, że „Hammerheart” nie był podniosły i monumentalny, to go odeślę do laryngologa. Ważne jednak, że ta monumentalność i potęga, nie są wrażeniem dominującym, tu przede wszystkim panuje klimat słowiańszczyzny pogańskiej i to on jest najważniejszy. Oraz oczywiście bardzo udane kompozycje, zręcznie zaaranżowane, pełne ciekawych i niebanalnych melodii, specyficznej dla takiej muzyki atmosfery, dozowanej w należytych ilościach. Dominują tempa średnie i wolniejsze, ale to akurat nie dziwi. I choć album toczy się tak przez prawie pięćdziesiąt minut (siedem kompozycji), ani na moment nie nudzi. Bo, choć potężny i podniosły, jest też bardzo płynny i melodyjny. Dużo do tej opowieści dokładają wokale, które są zróżnicowane (bardzo udane czyste fragmenty), przeważnie zrozumiałe i bardzo dobrze komponują się z resztą dźwięków. Generalnie nie ma się tu do czego przyczepić (nie żebym na siłę chciał), bo i teksty wpisują się doskonale w gatunek. Z nimi też tak jest, że dla niektórych będą zbyt oczywiste, zbyt górnolotne, ale powtórzę – tak jak w przypadku muzyki – to taka konwencja, taki gatunek i nie wyobrażam sobie by były inne. Jest to po prostu album swego gatunku, syn swego ojca, takie a nie inne ma DNA i w tej konwencji wypada bardzo dobrze. Tym bardziej warty jest uwagi, bo dziś mało kto tak gra, szczególnie w tak udany sposób, szczególnie nad Wisłą. Ale, podkreślę – nie jest to krążek dla każdego, takie granie i taki styl trzeba lubić i rozumieć, że tu wszystko właśnie takie powinno być, przede wszystkim jednak trzeba choć trochę czuć więź z dawnym światem, dawnymi wierzeniami i obyczajami, bo bez tego będzie to tylko dźwięk. A ten album to dużo więcej, warto się w niego zagłębić by to odkryć.


Pripegal - „Na Ostatnim Szlaku”. Werewolf Promotion, marzec 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz