czwartek, 8 kwietnia 2021

Podróż do serca Geldrii.

 

Nie zawsze po drodze mi z wydawnictwami Ván Records, bo jest to wytwórnia, która lubi często wypuszczać rzeczy – idące jak dla mnie – za daleko w eksperymenty. Pomimo tego jednak, sprawdzam ich nowości, bo to przecież gracz w podziemiu uznany. Tym sposobem trafiłem na :Nodfyr:, holenderski zespół, który ma już na koncie wydawnictwo z 2017 roku, ale nie było dane mi go poznać. Panowie wypuścili właśnie pełnowymiarowy debiut, który w jakimś stopniu dobrze wpisuje się w katalog Ván Records, z drugiej strony jest na tyle klasycznym graniem, że doskonale odnajduje się w kręgu moich upodobań.

Znakiem charakterystycznym zespołu, jest wokal. Pamiętacie Bezwering (o nich tutaj) i czyste wokale? Niektórzy twierdzili, że to prawie opera. Za mikrofonem :Nodfyr: stoi ten sam pan i śpiewa tu tylko czystym głosem. Jeśli więc kogoś jego głos odrzucał, może sobie darować poznawanie „Eigenheid”. Nie przebrnie. Na resztę czeka wspaniała porcja epickiego metalu, momentami pagan metalu, nie spodziewajcie się jednak black metalu, bo go tu po prostu nie ma. Album poświęcony jest Geldrii, największej holenderskiej prowincji i opowiada o tym, co według muzyków uczyniło ich tym kim są, o przywiązaniu do swej ziemi, tradycji, historii i obyczajów. Tytuł mówi wiele, bo znaczy po prostu „tożsamość”. I panowie wybrali doskonały muzyczny język, by nam to wszystko przekazać. Dużo tu podniosłości, ale nie za dużo, zbędny patos został nam oszczędzony. Dostajemy szczerą opowieść o tym, co ważne a dziś już często zapomniane. Średnie tempa, piękne melodie, często tradycyjne bądź tak zaaranżowane (te fragmenty mnie osobiście przywodzą na myśl niektóre patenty Ancient Rites, choć oczywiście generalnie to nie jest odpowiedni drogowskaz), dopełnione poważnym, głębokim, czystym głosem, robią wrażenie i budują w myślach urzekające krajobrazy, jak choćby ten na okładce. Przenoszą nas też w czasie, do lat zapomnianych, do przodków i ich czynów. Ten krążek to podróż nie tylko sentymentalna, nie tylko w przeszłość, nie tylko poprzez epoki i krajobrazy. To przede wszystkim podróż w głąb siebie by odkryć, to co ważne, to co tamtejszych ludzi zbudowało, określiło i trzymało w Geldrii poprzez wieki i pokolenia. To po prostu droga do odkrycia tytułowej tożsamości i zdefiniowania jej. Drogą, którą spędzicie w towarzystwie urzekających dźwięków, pozwalających trochę się wyciszyć, pomyśleć, może nawet zatrzymać. Nikt tu nie pędzi, nie walczy, nie atakuje, po prostu snuje swą opowieść, jednak w sposób bardzo ciekawy. Nie chcecie go zostawić, niech opowiada jak najdłużej. Bo w jego słowach jest pasja i oddanie, jest miłość i przywiązanie, jest lojalność i żar. I ta lekka, piękna tęsknota za tym, co było. Za tym, co zostało już tylko w słowach i w sercu, ale wciąż może trafić i do waszych. I to jest powód, dla którego tak dobrze słucha się tego albumu. Po czterdziestu minutach automatycznie odpalam powtórkę, bo tak piękne podróże i opowieści nie powinny być tak krótkie. Polecam. Nie tylko ku chwale Geldrii.


:Nodfyr: - „Eigenheid”. Ván Records, marzec 2021.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza