środa, 21 kwietnia 2021

Francuska elita.


Lubię francuski black metal. Szczególnie, gdy śpiewany jest po francusku. Ten język niejako wymusza melancholię i rozpacz w brzmieniu wokalu. To chyba kwestia akcentów. Chyba, bo nie mam zamiaru tworzyć na ten temat pracy naukowej, szczególnie, że na francuskim się nie znam. Nie zmienia to faktu, że bardzo mnie to ujmuje. Jest to jeden z powodów, dla których nowy album Elitism tak bardzo mi się podoba. Jeden, ale nie jedyny.

Elitism nie jest zespołem dla każdego, bo, jak widać choćby po logo, poglądy francuskiego duetu są jasno określone i bardzo niepoprawne. Mnie to nie przeszkadza, szczególnie, że jest to album tak złożony, jak jego wydanie. Wielkie brawa dla Werewolf Promotion, bo choć to digipack (wiecie, że ich nie lubię), to naprawdę robi wrażenie. Jest na czym oko zawiesić, jest co oglądać i jest co rozkładać, bo to potężna konstrukcja. Prawie taka jak na okładce. I tym tropem idzie muzyka. Teoretycznie to po prostu black metal, ale tylko teoretycznie. W praktyce, to black metal wzbogacony. Nie mam tu na myśli żadnych niepotrzebnych eksperymentów, bo gdy panowie grają black metal, to grają go klasycznie, po prostu nie zawsze go grają. Do tego dojdziemy, bo wspomnieć muszę, że gdy go grają, to robią to w najlepszym francuskim stylu kojarzącym się z Cenotaphe, Necropole i Caverne. Wszystko jasne, jest to po prostu przesiąknięty smutkiem, tęsknotą i nostalgią, nienawistny francuski black metal, którego chce się słuchać codziennie. Intensywny, gęsty, melodyjny, wzniosły i piękny. Sęk w tym, że Elitism na swym drugim pełniaku, nie gra tylko black metalu. To, co uzupełnia „Requiem pour une race mourante” to nadal muzyka wzniosła i nienawistna, będąca jednak bliżej ambientu niż black metalu. Zacząć należy od tego, że klawisze generalnie bardzo dobrze uzupełniają ten krążek, ale nawet gdy są same, robią robotę. Elitism wie jak je wykorzystać, by zbudować atmosferę smutku, podniosłości, gniewu i nienawiści. Fragmenty, w których są tylko one, doprawione wokalami, naprawdę robią wrażenie. I bardzo udanie balansują ten album, nadają mu atmosferę i w jakiś sposób go określają. Tu wszystko jest jak budowla z okładki – kiedyś majestatyczna i potężna, dziś, choć zapomniana i pozbawiona dawnych atrybutów, nadal poraża. To jest mariaż black metalu z klawiszami, który teoretycznie już znamy, bo wiele kapel zrobiło to wcześniej, tu jednak uzupełnia się to doskonale, ani na moment ten krążek nie traci na sile i wymowie. Jest tak też pewnie dlatego, że jednak klasycznego black metalu tu więcej, to on jest sercem i płucami tego albumu, ale klawisze są jego duszą. I wokale. Tak, te cholerne francuskie wokale. Mam do nich słabość i pewnie to się nie zmieni. Chwytają mnie za serce i duszę. Budzą we mnie bardzo głęboko zakopane pokłady melancholii i nostalgii. Coś pięknego. Podsumowując – brawo Elitism, brawo Werewolf Promotion. Doskonałe wydanie bardzo dobrego albumu. Black Metal Crime Art! Tak powinno to wyglądać, zero litości, zero poprawności, po prostu nienawiść. Black metal to nie rurki z kremem, więc jak komuś się nie podoba, to niech przerzuci się na tęczowe reggae, bo jak widzę tych dzisiejszych black metalowców, dbających o odpowiedni PR to mi się rzygać chce.

Elitism - „Requiem pour une race mourante”. Werewolf Promotion, luty 2021.



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz