wtorek, 16 marca 2021

Dzieło diabła w czterech częściach.

 

Pomorski Trup powrócił i jak na trupa przystało, od swego ostatniego pojawienia się, stał się jeszcze bardziej ohydny. Może pamiętacie jeszcze, że panowie w 2019 roku wypuścili pełniaka (o nim tutaj), który był kawałkiem solidnego bluźnierstwa, pełnym pierwotnej dzikości dawnej szkoły metalu. Bez kompromisów. Pod tym względem nasz nieboszczyk się nie zmienił, ma tylko w sobie jeszcze więcej szaleństwa, dzikiej mocy i bezkompromisowej, muzycznej demolki. Generalnie jednak idzie swoją drogą, nie oglądając się na mody, trendy, nawet na lata upływające w kalendarzu. Dla tych ludzi ekstrema ma oblicze dekad dawno minionych. I bardzo dobrze.


„Ecce Satanas” to cztery kompozycje (Opus Diaboli I, II, III i IV), dające dwadzieścia minut, które niektórym wydadzą się nie do przetrwania. Panowie naprawdę poszli kawałek dalej w swojej bajce i kompletnie odrzucili większość elementów, które mogłyby ten krążek uczynić przyjemnym dla odbiorcy. No, w każdym razie takiego, który z metalem nie ma wiele wspólnego, bo weterani przetrwają, mogą być wręcz zadowoleni. Czy ja jestem? Szczerze powiem, że poprzednie wydawnictwo podobało mi się bardziej pod względem muzycznym, było po prostu ciekawsze, trochę bardziej zróżnicowane. To zyskuje w sferze wokali, tu naprawdę została zrobiona doskonała robota („Krew Diabła” była pod tym względem podobna, ale jednak szczebel niżej). Szaleństwo, opętanie i dzikość, jakie ze sobą niosą, jest naprawdę imponujące. Szkoda tylko, że same kompozycje nie są już tak charakterystyczne, trochę się zlewają, co częściowo jest winą średniej produkcji (oczywiście wiem, że tu nie powinno być krystalicznego brzmienia), szczególnie perkusji. To chyba największy minus „Ecce Satanas”. Poza tym to oczywiście nadal kawał potężnego black metalu a w zasadzie metalu, bo Trup nie jest zespołem stricte black metalowym, lubi wracać do czasów, gdy ekstrema była po prostu ekstremą i korzysta z dobrodziejstwa większej ilości gatunków. W efekcie powstaje piekielny chaos, dziki cios, bez większego planu poza jednym – roznieść wszystko na strzępy. Trup nie bierze jeńców, jest maszyną stworzoną do bluźnierstwa, nie do tańca. To nie jest muzyka, której słucha się dla relaksu, to muzyka, która nie ukoi was po ciężkim dniu w pracy, to po prostu czysta, pierwotna, niczym nie skrępowana nienawiść, przekuta w dźwięki. I dobrze, takie krążki były kiedyś esencją metalu, niech więc powstają nadal, bo o to przecież w tym chodzi. Tego jednak, mam nadzieję, nie muszę nikomu tłumaczyć. Panom z Trupa życzę wytrwałości, bo grając tak a nie inaczej, trzeba to kochać. A wam polecam pomorskiego nieboszczyka, jeśli go jeszcze nie poznaliście. Zacznijcie od pełniaka, potem „Ecce Satanas”. Sami ocenicie, czy trup gnije w odpowiednim kierunku.


Trup - „Ecce Satanas”. Putrid Cult / Dark Omens Production, styczeń 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz