czwartek, 11 lutego 2021

Dzwony, zaklęcia i stary, dobry diabeł.

 

Kiedy wchodzisz do restauracji, by zjeść schabowego, oczekujesz schabowego, dostajesz go i – co najczęściej się zdarza, bo trudno go zepsuć – jesteś zadowolony. Gdy przychodzi nowy materiał Hell’s Coronation, oczekujesz smolistego, powolnego, diabelnie bluźnierczego black metalu – i zawsze takowy dostajesz. A najważniejsze, że zawsze jesteś zadowolony, bo ci panowie opanowali swoją sztukę do perfekcji.


O Hell’s Coronation pisałem już wielokrotnie (tu wszystkie te teksty) i dziś nie napiszę nic nowego. Mógłbym tu pozbierać wyrywki z poprzednich recenzji, skleić w całość i gwarantuję, że byłyby to zdania adekwatne do zawartości najnowszej epki „Morbid Spells”. Jedyną nową informacją dotyczącą zespołu, jest to, że tenże materiał się niedawno ukazał. Zawiera cztery utwory, w tym intro i outro, trwa niecałe dwadzieścia minut. Na tym koniec nowości, bo cała reszta pozostała po staremu. Intro - „Dead Speech Spectrum” - doskonale wprowadza w klimat muzyki duetu, ale to także nic nowego, bo panowie mają talent do otwierania i zamykania swoich wydawnictw. Po nim dwie długie kompozycje, o których muszę napisać to, czego zapewne nie wiecie, nawet się nie domyślacie – to powolny, gęsty jak smoła black metal, grany w starych katakumbach ku czci diabła. Wiem, wiem, zaskoczyłem was. A poważnie – trudno naprawdę napisać coś nowego o dźwiękach zrodzonych w głowach i sercach Zepara i Coffincrushera, bo to dźwięki z tej samej ścieżki, od wielu lat. Dobra, w „Blasphemous Bells” mogą się podobać i lekko zaskakiwać chórki (bo to chyba chórki?) i spora ilość klawiszy, ale poza tym wszystko jest jak było. To tylko przyprawa do głównego dania. A tym jest niczym nie skażony diabeł. Najważniejszą wartością w twórczości zespołu jest jego niezmienność. Panowie potrafią siedzieć w tej swojej krypcie i wciąż tworzyć ciekawe rzeczy. Ba, oni w moim odczuciu są w tym siedzeniu coraz lepsi, bo „Morbid Spells” to naprawdę bardzo dobry materiał, który ma tylko jedną wadę – jest bardzo krótki. Trochę szkoda, bo wiadomo, że potrafią nagrać rzeczy dłuższe i równie dobre, ale cóż – taki był zapewne zamysł twórców i należy to uszanować. Przede wszystkim należy jednak szanować sam zespół, za konsekwencję, za wierność obranej drodze, za to, że nie składają broni. A polskim wydawcom, za wspieranie tego, jednego z najbardziej bezkompromisowych tworów polskiego podziemia. Tym razem są to Black Death Production i Under the Sign of Garazel. Im także należą się brawa za dobrze wykonaną robotę, bo płyta prezentuje się wyśmienicie. Jak zawsze polecam. Brać w ciemno.


Hell’s Coronation - „Morbid Spells”. Black Death Production / Under the Sign of Garazel, styczeń 2021.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza