piątek, 26 lutego 2021

Bogu i ludziom.

 

Po pierwszym odsłuchu, pełnowymiarowy debiut Pagan Forest miał powędrować na półkę i nie opuścić jej prędko. Coś mnie jednak tknęło i tak się nie stało. Przede wszystkim trudno rzetelnie ocenić materiał po jednym spotkaniu, po drugie – dostrzegłem w tym krążku sporo dobrego, stricte metalowego grania. Tym co mnie w pierwszej chwili najbardziej zniechęciło, była pozorna przaśność „Bogu”, niepotrzebne moim zdaniem elementy folkowe, które zalatywały za bardzo „cepelią”. Dziś jestem już po kilkunastu odsłuchach i szczerze mówiąc diametralnie zmieniłem zdanie co do muzyki Pagan Forest – a w każdym razie tego wydawnictwa, bo zespół istnieje od 1995 roku i ma na koncie kilka demówek.

Dobra, nadal trochę irytują mnie zaśpiewy Grupy Drewno z Zielonej Góry, która wystąpiła tu gościnnie, ale – takie rzeczy albo się lubi, albo nie. Ja nie mam nic przeciwko, jednak niekoniecznie w połączeniu z black metalem. Przymykam jednak oko, bo Pagan Forest nadrabia to w moim odczuciu swoją muzyką. Drugą sprawą, która często irytuje w przypadku zespołów parających się takim słowiańskim, rodzimowierczym black metalem, są teksty. Tu akurat zostały wykorzystane wiersze różnych twórców, obracających się w kręgach pogańskich, niestety nadal czasami rażą rymy, których nie powstydziłby się przedszkolak. Ale ok, to nie jest wina zespołu, doceniam sam pomysł, bo ciekawy. Z drugiej strony, w przyszłości, polecam napisanie czegoś samemu, bo to jednak trochę droga na skróty. Dobra, kończę o tym co mnie wkurza, bo tak czy siak wracam do tego krążka, czyli te minusy mają niewielkie znaczenie. Wracam, bo Pagan Forest gra kawał dobrej muzyki. Jest relatywnie ciężko, północnych wiatrów tu nie uświadczycie, choć jak na ironię jest kilka momentów, które przywodzą na myśl nieśmiertelny „Frost” Enslaved. Ale to tylko w strukturze, bo brzmienie to inny biegun. Panowie grają agresywnie, zarazem nie rezygnując z klimatu. Potrafią jednak mocno uderzyć i sprawdzają się w tym. Ale nie to jest najważniejsze. Główną zaletą „Bogu”, jest jego „słuchalność”. To album ciekawy, naprawdę ciekawy, może nie zróżnicowany jak populacja Nowego Jorku, ale wciąż oferujący dużo. Kompozycje potrafią momentami zaskoczyć, słychać, że twórcy mają sporo pomysłów i umiejętności by je zrealizować. Mówiąc krótko – nie ma nudy. I tu też zasługa Grupy Drewno – muszę to uczciwie przyznać – bo bez wątpienia te ludowe śpiewy dodają materiałowi kolorytu. Ale i bez nich byłby to krążek, który potrafi przyciągnąć, przykuć uwagę i zatrzymać na dłużej. Dużo daje bardzo dobra produkcja, ale trudno by była to piwnica, skoro mamy tutaj elementy folku. Jest w niej moc i siła a zarazem przestrzeń i energia, która niesie poszczególne kompozycje.

Zdaję sobie sprawę, że nie jest to muzyka dla wszystkich, że wielu będzie wyśmiewać tę ludowość, ale to bez znaczenia, bo przecież nie chodzi o to, by wszystko wszystkim się podobało. W moim odczuciu, jest to album bardzo solidny a do tego ciekawy oraz w sporym stopniu oryginalny, bo w tej chwili mało kto u nas tak gra. Ma swoje wady, ale zdecydowanie więcej zalet. I dlatego cieszę się, że dałem mu kolejną szansę, bo sporo bym stracił, odrzucając go na podstawie pierwszego wrażenia. Jeśli więc chcecie poznać muzykę Pagan Forest, pamiętajcie – ono bywa zgubne.

Dodam jeszcze tylko, że krążek wydany jest przepięknie, szkoda tylko, że w digi, ale taka chyba ostatnio jest jakaś debilna moda. Cóż, nie można mieć wszystkiego.


Pagan Forest - „Bogu”. Werewolf Promotion, styczeń 2021.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz