piątek, 1 stycznia 2021

Grecja w Brazylii.

 

Nie jestem fanem koncertówek. Krótko mówiąc – uważam, że na koncerty się chodzi a nie słucha ich w domu. Oczywiście, bywają naprawdę dobre, których lubię czasami posłuchać, szczególnie gdy potrafią odtworzyć emocje, których sam na koncertach doznałem. Tak jednak dzieje się w przypadku albumów koncertowych zespołów, na których gigach byłem. Greckiego Varathron nigdy na żywo nie widziałem, pomimo tego postanowiłem nabyć „Glorification Under The Latin Moon”. Bo Varathron uwielbiam. Nie żałuję. 

By być całkowicie uczciwym, zdradzę, że samą płytę kupiłem przede wszystkim ze względu na koszulkę. Agonia lubi sprzedawać w zestawach, więc skoro i tak chciałem nabyć wdzianko, to skusiłem się i na krążek. Obie rzeczy mnie nie zawiodły. Nie jestem największym fanem tej wytwórni, ale przyznaję, że koszulka wykonana jest bardzo dobrze. I ma świetny wzór, tak z przodu jak i na plecach. Co do wydania płyty, to narzekać mogę jedynie na fakt, iż to digipack. Poza tym, robota fenomenalna. Kolorystyka, oprawa graficzna, dbałość o każdy szczegół. Gruba książeczka, w której jest co poczytać, wydrukowana na bardzo dobrym papierze. Każdego kto lubi i docenia pięknie wydane krążki, ten koncert Varathron nie zawiedzie. Muzycznie także. Na szczęście jest to zapis jednego gigu, bo gdy widzę koncertówki pozlepiane z kilku występów, to uciekam w popłochu. Rzeczony koncert odbył się w Vic Club w Sao Paulo, czwartego sierpnia 2019 roku. Był częścią trasy po Ameryce Południowej i Środkowej, która odwiedziła sześć krajów. Każdemu poświęcona jest we wkładce osobna strona. Miły gest, pada tam zresztą wiele miłych słów pod adresem autochtonów. Ten album jest im dedykowany, bo Stefan i spółka darzą tamtejszą publiczność wielkim szacunkiem. No i fajnie. Pod względem realizatorskim, nie mam się do czego przyczepić. Wiadomo, różnie to na koncertówkach bywa. Tu jest jak najbardziej ok. Duch Grecji unosi się nad Sao Paulo jakby były to Ateny. Słychać, że zespół jest w formie, daje z siebie wszystko. Nikt nie odstawia nogi, nie odpuszcza sprintów i wślizgów. Dobra, nie ta dyscyplina, ale wiecie co mam na myśli. Stefan jak to Stefan – brzmi jak Stefan. Czego chcieć więcej? Szczególnie, że set jest bardzo ciekawy. Panowie grają w całości „His Majesty at the Swamp”, dorzucając do tego kilka nowszych kompozycji, w tym uwielbianą przeze mnie „Saturnian Sect”. W sumie trzynaście utworów plus intro i outro. Plus mówiący Stefan i publiczność. Jak na koncertówkę bardzo dobrze. Nawet taki koncertówkowy sceptyk jak ja jest zadowolony. Nie było mnie tam, nie mogłem pod łacińskim księżycem gloryfikować kozła (a jestem pewien, że było tam piekło, bo wszyscy wiemy, że publika tam nadal dzika), ale dość często robię to pod księżycem europejskim. Do Aten bliżej. Żyj nam i graj, stara dobra Grecjo! 


Varathron - „Glorification Under Latin Moon”. Agonia Records, wrzesień 2020.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz