środa, 27 stycznia 2021

Duch lasu.

 

Jakiś czas temu mocno zainteresowałem się niemieckim podziemiem. Wcześniej traktowałem je po macoszemu, co zapewne było błędem, cieszę się jednak bardzo, że zmieniłem ten stan rzeczy, bo co chwilę odkrywam tam jakąś perełkę. Końcówka ubiegłego roku nie była pod tym względem inna, bo trafiłem na Asenheim. Nie jest to zespół debiutujący, bo istnieją od 2007 roku, co tylko dowodzi, iż powinienem był dużo wcześniej zainteresować się zachodnimi sąsiadami. Panowie w lipcu 2020 roku (wersja cyfrowa, fizyczne kopie przyszły później), wydali swój piąty pełny album, ja usłyszałem go w końcówce listopada i tak mnie urzekł, że trafił do najlepszej dziesiątki zeszłego roku (tu znajdziecie całe podsumowanie). 

Asenheim trafił do znanego sobie grona, bo wśród cenionych przeze mnie najbardziej, niemieckich zespołów, są Totenwache, Mavorim, Slagmark. Znane to dla dzisiejszych bohaterów grono, bo łączy ich wszystkich osoba perkusisty. Na tym nie kończą się koneksje i podobieństwa, bo muzycznie wszystkie te twory są blisko siebie. Asenheim najbliżej, w moim odczuciu, do Mavorim. Mniej tu przebojowości Totenwache, więcej zróżnicowania, zmian nastroju i klimatu, więcej środków wyrazu. „Der Geist des Waldes” to krążek bardzo bogaty i rozbudowany, pozostający jednak w obszarze klasycznego black metalu. I dlatego tak mi się podoba. Śmiało mogę go postawić obok „Axis Mundi” Mavorim (o nim tutaj), który przecież pozamiatał mnie mocno. Asenheim także sięga po czyste wokale, akustyczne wstawki, momentami idzie nawet dalej i prezentuje nam coś w stylu muzyki rytualnej, jakbyśmy byli świadkami jakiegoś pogańskiego obrzędu. Przede wszystkim jednak jest to album black metalowy. Bardzo „dzisiejszy” jeśli chodzi o niemiecką scenę, bo tam takie granie teraz dominuje, bardzo niedzisiejszy jeśli chodzi o ogólny odbiór. To też mnie cieszy, bo kicham na te wszystkie wymuskane produkcje i czynione na siłę eksperymenty, tylko po to by czymś się wyróżnić. Duet z Badenii – Wirtembergii nie ma zamiaru nas oszukiwać czy zwodzić, gra bardzo szczery, prosty (pod żadnym pozorem nie prostacki!) black metal, w którym wszelkie głębsze doznania zapewniają nam klasyczne instrumenty, użyte po prostu w bardzo dobry sposób. Bez wątpienia twórcy nie narzekają na brak pomysłów. Nie wiem jak było na poprzednich krążkach, bo nie miałem jeszcze czasu ich poznać, tu jednak kompozycyjnie i aranżacyjnie wykonali doskonałą robotę, dzięki czemu długi krążek (pięćdziesiąt minut!) nie nuży ani przez chwilę. Bardzo szybko mnie pochłonął i wracam do niego często, co nie jest spowodowane tylko i wyłącznie moją sympatią, dla ostatnich dokonań niemieckiego podziemia. Taka muzyka po prostu do mnie trafia a „Der Geist des Waldes” tylko potwierdza, że nasi zachodni sąsiedzi to mocny punkt na europejskiej mapie bluźnierstwa. Tym samym Asenheim dołącza do grona moich faworytów, co z jednej strony bardzo mnie cieszy, z drugiej martwi, bo sporo mam do nadrobienia jeśli idzie o ich twórczość a czasu nie przybywa. Jeśli jednak będą to rzeczy na miarę nowego krążka, nie będę żałował ani minuty. 


Asenheim - „Der Geist des Waldes”. Narbentage Produktionen, wrzesień 2020.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza