środa, 22 września 2021

True Piano Satanic Non-Metal*.

 

Milion lat się do tego zabierałem, ale wreszcie się zabrałem. Zawsze było coś ważniejszego, a nie powinno. Na początku lutego, dostałem od dobrego kolegi płytę, którą nagrał w zaciszu domowym. Płyta nieoczywista, oryginalna i bardzo ładnie wydana. Samego artystę znać możecie z bardzo dobrej strony na fejsbuku, której nazwa to „Solidnymi płytami piekło jest wybrukowane”. Jak ktoś nie czytuje, nie zna, to polecam. Dziś jednak o muzyce, bo projekt Pan Kubuś to coś, czego nie spotkacie codziennie a album „Black Metal na Pianinie” jest bez wątpienia wyjątkowy.

poniedziałek, 20 września 2021

Black Metal z Bukowiny.

 

Ukraiński Granskog świętuje swoje piętnastolecie potężnym wydawnictwem zatytułowanym „Carpathian Outlaws – 15 Years of Bukowinian Pagan Madness”. Długość tytułu doskonale oddaje zawartość płyty, bo po pierwsze: materiał zawiera osiemnaście kompozycji i trwa prawie godzinę, po drugie: jest to wydawnictwo przekrojowe, bowiem znajdziemy tu trzy dema zespołu (a właściwie jednoosobowego projektu), pochodzące z różnych okresów działalności. Powoduje to lekki bałagan i chaos, ale udało mi się to wszystko jakoś uporządkować.

niedziela, 19 września 2021

[ARCHIWUM90] #1: Sacrilegium / North - "Jesienne Szepty".

 

Wydane w 1996 roku „Jesienne Szepty” to split wyjątkowy. Rzadko bowiem zdarza się, by dla obu zespołów wydawnictwo tego typu było jednym z najlepszych w dyskografii. Szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że tak Sacrilegium, jak i North zamieściły tu po jednym utworze. Są to jednak utwory wyjątkowe, nagrane specjalnie na to wydawnictwo, które przypadło na najlepszy okres w historii obu zespołów.

piątek, 17 września 2021

Ku przeszłości!

 

Jak już wielokrotnie ustaliliśmy, Werewolf Promotion lubi wydawać splity. Ostatni, o którym pisałem, był prawdziwym gigantem (tu). Dziś pochylę się nad nieco mniejszą kooperacją, bo dzisiejszy split to tylko dwa zespoły, czyli klasyka gatunku. Oba polskie, oba bardzo głęboko zakopane w podziemiu, oba stricte black metalowe. Oba z doświadczeniem wydawniczym i pełnymi albumami w swej historii. Hatefrost i Wolfenburg. To, co powstało z połączenia ich sił, zatytułowane zostało „Tęsknota Przeszłych Czasów”.

środa, 15 września 2021

Wiele luster, wiele dźwięków.

 

Twórczość angielskiego Wode śledzę od pierwszego albumu, choć on wyróżniał się głównie okładką. Przy okazji recenzji drugiego, pisałem już jednak tak: „Pierwszy album Anglików nie wywarł na mnie wielkiego wrażenia. Drugi wysadził mnie w powietrze. Co będzie na trzecim? Nie wiem, ale dam im szansę i na razie tej atomówki na Manchester zrzucał nie będę”. Tak, mam problem z Manchesterem, ale nie będę się powtarzał, tu możecie o tym przeczytać. Nie mam natomiast problemu z trzecim krążkiem Wode, bo po doskonałym drugim nie spodziewałem się, że panowie obniżą loty. Nie obniżyli, wznieśli się jeszcze wyżej, choć czystego black metalu tu mniej.

poniedziałek, 13 września 2021

Dwadzieścia lat szaleństwa.

 

Fiński Korgonthurus celebruje dwudziestolecie swej artystycznej działalności wydawnictwem zatytułowanym po prostu „XX”. W 2001 roku światło księżyca ujrzało ich pierwsze demo „Root of Evil”. Od tamtej pory wydali sporo dobrej muzyki, ze szczególnym naciskiem na ostatni pełnowymiarowy krążek o wdzięcznym tytule „Kuolleestasyntynyt” (o nim tutaj). Jubileuszową epkę bez trudu określić można mianem kontynuacji tamtego, bardzo udanego albumu. I choć trwa tylko niecałe siedemnaście minut (16:46), to energii w niej więcej niż w niejednym czterdziestominutowym albumie.

niedziela, 12 września 2021

[ARCHIWUM90] #0: Intro

 

Pewnie nie musiałbym tłumaczyć o co chodzi z nowym cyklem, który zagości na blogu, ale lubię jasne sytuacje. Poza tym, należy się kilka słów wyjaśnienia, bo sam już chyba zapomniałem po co ta cała pisanina powstała. Na szczęście (albo i nie), przypomniałem sobie i postanowiłem choć w jakimś stopniu nawiązać i powrócić do pierwotnej idei, która stała za powstaniem Przyszłość Przeszłości. Liczę, że wytrwam w tym postanowieniu i że będzie to cykl przydatny dla choć kilku osób, które mogą nie znać wszystkich perełek z przeszłości, bo zwyczajnie nie są tak stare jak ja.

piątek, 10 września 2021

Orzeł i Pogoń.

 

Werewolf Promotion lubi wydawać splity. Tym razem mam przed sobą split splitów, czyli split gigant, czyli cztery zespoły na jednym wydawnictwie, zatytułowanym „Krąg Kryvi”. Jest to współpraca polsko–białoruska, znajdziemy tu bowiem dwa zespoły zza wschodniej granicy: Piarevaracień i Ulvkros, oraz dwa reprezentujące nasze podziemie: Old Leshy i Stworz. Daje to w sumie trzynaście kompozycji i ponad godzinę muzyki. Jest to więc prawdziwy gigant, ale bez obaw – nie nudzi, choć potrafi pod koniec dać się czasowo we znaki, szczególnie, że jego ostatnia część jest w moim odczuciu najsłabsza. Ale do tego dojdziemy.

środa, 8 września 2021

Z wizytą w szwajcarskiej wsi.

 

Ungfell to jeden z ciekawszych szwajcarskich zespołów. Mocno związany z rodzinną ziemią, jej ludowymi podaniami i legendami oraz jej okresem średniowiecznym. Zespół jest także częścią Helvetic Underground Committee, który ma w swoich szeregach choćby takie nazwy jak Dakhma, Kvelgeyst czy Lykhaeon. Jego twórczość jest bardzo zróżnicowana, choć podstawę stanowi black metal. Zdarzają się im jednak eksperymenty muzyczne, sporo u nich fragmentów akustycznych czy też odgłosów wsi. Nie inaczej jest na doskonałym, najnowszym krążku „Es grauet”. Mniej tu co prawda eksperymentowania (w zasadzie nie ma go wcale), ale za to można usłyszeć kury, koguta czy na przykład krowę.

poniedziałek, 6 września 2021

Mądrość klawiszy.

 

Order of Nosferat to projekt międzynarodowy. Duet, składający się z obsługującego perkusję Fina i zajmującego się całą resztą Niemca (udziela się także w Slagmark, Sarastus i Sarkrista), wydał w tym roku dwa albumy, oba pod sztandarem Purity Through Fire. W lutym dostaliśmy „Necuratul”, w czerwcu „Arrival of the Plague Bearer”. O ile ten drugi nie rzucił mnie na kolana, o tyle ten pierwszy pozamiatał mną konkretnie. I to nim zajmiemy się dzisiaj, bo jest to krążek zdecydowanie godny polecenia wszystkim fanatykom podziemnego black metalu, którzy nie uciekają na dźwięk słowa "klawisze".



piątek, 3 września 2021

Nordycka nawałnica.

 

Znowu Finlandia. Dziś Diaboli, które – chcąc nie chcąc – jest już swego rodzaju legendą tamtejszej sceny. Jednoosobowy projekt powraca po sześciu latach, choć w jego przypadku to, począwszy od piątego albumu „The Antichrist”, normalna praktyka. Tak długie przerwy w moim odczuciu wykluczają sens porównań do poprzednich wydawnictw, bo sześć lat to naprawdę szmat czasu. Nie będę więc dziś porównywał „Awakening of Nordic Storm” do wydanej w 2015 roku „Wiking Division”, skupię się po prostu na zawartości najnowszego krążka. A warto poświęcić mu kilka zdań, bo to dzieło udane.

środa, 1 września 2021

Otchłań.

 

Wszyscy wiemy, że Ameryka Południowa bezkompromisowością stoi. Nie wiem, z czego to wynika, nie mam jednak zamiaru się nad tym zastanawiać, przyjmuję to jako fakt. Nigdy jeszcze nie słyszałem czegokolwiek nieagresywnego, co pochodziłoby z tamtego kontynentu. Nie inaczej jest dzisiaj, bo pochylimy się nad najnowszym wydawnictwem Black Ceremonial Kult. Panowie są ze stolicy Chile, Santiago, i serwują czystą muzyczną otchłań. Najnowszy krążek zatytułowany jest „Crowned in Chaos” i znajduję ten tytuł wielce adekwatnym do zawartości muzycznej.

poniedziałek, 30 sierpnia 2021

Francja znowu zachwyca.

 

Jakiś czas temu pisałem o nowym krążku francuskiego Elitism (tu). Dziś pochylam się nad najnowszym wydawnictwem innego francuskiego, niepoprawnego politycznie zespołu, Vermine. Poza tym, że za wydanie obu odpowiada Werewolf Promotion, podobieństw jest więcej i szczerze mówiąc tę recenzję mógłbym zacząć dokładnie tak jak tamtą. Na upartego mógłbym w tamtym tekście zmienić tylko nazwę zespołu i wszystko prawie by grało. Prawie, bo jednak Vermine nie ma w swej twórczości tak dużej dawki ambientu, tu króluje Black Metal. Doskonały, francuski Black Metal.

piątek, 27 sierpnia 2021

Klasyczne dzieło fińskiego diabła.

 

Dziś Finlandia. Nic to zaskakującego, bo kraj to w zespoły obfitujący. Finlandii tejże będzie w najbliższej przyszłości więcej, bo uzbierało mi się na półce kilka nowości z kraju łosi i reniferów, a wszystkie ciekawe. Na pierwszy ogień idzie Malum, zespół w skład którego wchodzą muzycy doświadczeni, znani także z innych, rozpoznawalnych projektów. W połowie kwietnia, nakładem wspaniałej Purity Through Fire, ukazał się ich czwarty krążek (mają na koncie także sporo pomniejszych wydawnictw), zatytułowany „Devil’s Creation”. Bardzo udane to dzieło i dziś przyjrzymy mu się bliżej.

środa, 25 sierpnia 2021

Grecja w Miami.

 

Czcić starą, muzyczną Grecję można (poza tym, że trzeba!) na różne sposoby. Są zespoły, które czynią to bardzo bezpośrednio, podążając dokładnie tym szlakiem, zapoczątkowanym w latach dziewięćdziesiątych, są też takie, które w mniejszym lub większym stopniu do tamtych kanonów nawiązują. Do tych drugich zalicza się amerykański Gnosis, kolejny ciekawy zespół zza oceanu, w kolekcji niestrudzonego Grega. Jego Godz Ov War Productions coraz śmielej zapuszcza się w te dalekie rejony, co czyni z tej wytwórni ewenement na krajową skalę. Należy to docenić, bo Greg nie bierze pierwszego lepszego plumkania, tylko skupia się na naprawdę ciekawych projektach. Gnosis bez wątpienia do takich się zalicza.

poniedziałek, 23 sierpnia 2021

Oby nie ostatnie bluźnierstwo.

 

Weterani z Moontower powrócili. Tym razem jako duet, co chyba dodało im sił i nieco odświeżyło wolę twórczą, bo „The Last Blasphemy” – tak zatytułowany jest najnowszy materiał – to jedna z lepszych rzeczy jakie w ostatnich latach wypuścili. Co prawda to tylko szesnaście minut, ale akurat w ich przypadku to nic nowego. Nie będę tu wymieniał wszystkich poprzednich wydawnictw, bo nie dobrnęlibyście do końca (ale polecam zapoznać się z dorobkiem zespołu na Metal Archives), tym bardziej nie mam zamiaru się do nich odnosić w kontekście najnowszego. Skupimy się na tych szesnastu minutach, bo w mojej skromnej opinii, warto.


wtorek, 29 czerwca 2021

Eksplozja szaleństwa.

 

Toruński Occultum zawsze był dla mnie gdzieś z boku sceny. Nie do końca potrafię wytłumaczyć dlaczego, takie po prostu odnoszę wrażenie. Oczywiście zauważałem ich wydawnictwa, bo były to dobre materiały (o „In Nomine Rex Inferni” przeczytacie tu), trochę im jednak brakowało do ścisłej czołówki naszego podziemia. Sprawa zmieniła się wraz ze splitem „Under the White Flame” (tu), gdzie znalazły się dwie kompozycje zespołu. Jedna doskonała, druga wybitna. Od tamtej chwili, z niecierpliwością wypatrywałem kolejnego pełniaka torunian. Doczekałem się. I to jest, moi drodzy parafianie, cios totalny.

niedziela, 27 czerwca 2021

Nic nowego a cieszy.

 

Co można napisać odkrywczego, po premierze każdego nowego krążka Clandestine Blaze? Nic. Projekt istnieje już tyle lat, że chyba nawet ostatnie amazońskie plemiona, wiedzą doskonale jaką muzykę tworzy Mikko. Można by skupić się na okładce, ale da to może kilkuzdaniowy akapit, którego i tak nikt nie będzie chciał czytać. Po co więc ta recenzja? Zdecydowałem się ją napisać chyba tylko dlatego, że „Secrets of Laceration” zwyczajnie mi się podoba a słyszałem kilka nieprzychylnych opinii. No i okładka też jest fajna.

niedziela, 20 czerwca 2021

Tożsamość potwierdzona.

 

Dwa lata temu, także w czerwcu, miałem przyjemność pisać o pierwszym dużym krążku Rivers Like Veins (tutaj). Dziś także jest czerwiec, za oknem skwar i wielkimi krokami zbliża się premiera (jutro!), drugiego albumu krakowskiego projektu. Wtedy, w 2019 roku, stwierdziłem, że: „zespół pozbył się chaosu, stworzył dzieło jednorodne, spójne, dające wrażenie pełnoprawnego wydawnictwa i reprezentanta swego czasu w historii projektu. Odpowiedział sobie też na pytanie dotyczące kierunku gatunkowego co zaowocowało znaczącym przesunięciem środka ciężkości w stronę black metalu. O tym albumie nie da się powiedzieć, że jest mieszanką gatunków. To jest płyta stricte black metalowa z niewielkim dodatkiem elektroniki”. Mógłbym powtórzyć te słowa w kontekście drugiego pełniaka, ale on jest po prostu kontynuacją a nie przełomem, tak jak jego poprzednik. Kontynuacją bardzo udaną.

czwartek, 17 czerwca 2021

Do labiryntu wejście drugie.

 

Dziś wejdziemy do labiryntu po raz drugi. Wejście pierwsze, które miało miejsce w 2017 roku, było wyprawą do piekła Dantego, a zarazem dość ciekawą wycieczką muzyczną, zwiastującą narodziny interesującego projektu. Zresztą, tu możecie przeczytać, co pisałem o debiucie Labyrinth Entrance. Cztery lata później Hunger oddaje w nasze ręce następcę „Monumental Bitterness” i pierwsze, co rzuca się w uszy, to to, że faktycznie minęły cztery lata (swoją drogą, to niesamowite jak ten czas leci). „Deplore the Vanity” to krążek dużo bardziej złożony, dużo bardziej rozbudowany, dużo ciekawszy i co tu dużo mówić – po prostu dużo, dużo lepszy. W zasadzie mam wrażenie, jakbym słuchał kompletnie nowego projektu Adama, bo szczerze mówiąc, jedyne co łączy ze sobą te dwa wydawnictwa, to osoba twórcy.

wtorek, 15 czerwca 2021

Wichrowe czary.

 

W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, miałem zespół Wicher. Niczego oficjalnego nie wydaliśmy, mamy na koncie zaledwie jednego reha, ale nie to jest istotą rzeczy. Istotą jest bowiem sama nazwa. Nie sądziłem, że przyjdzie czekać tak długo, aż ktoś wreszcie wykorzysta ten piękny wyraz, jako nazwę swego zespołu. Czas oczekiwania minął wraz z pojawieniem się „Czarów i Czartów”, sygnowanych tymże właśnie słowem. Nie jest to co prawda black metal, ale kto wie, może taka nazwa do folku pasuje nawet lepiej?

niedziela, 13 czerwca 2021

Odraza dla zarazy.

 

Jak powszechnie wiadomo, nie jestem wielkim fanem Odrazy, by ująć to delikatnie. Kompletnie nie rozumiem całego tego szumu wobec kolejnych wydawnictw zespołu, ale, co sam przyznaję, nie muszę wszystkiego rozumieć. Dlatego, gdy Greg podesłał mi cyfrową wersję nowego wydawnictwa, nie podskoczyłem z radości, nie odtańczyłem triumfalnego tańca, jakiego można by się spodziewać po większości polskich fanów black metalu, na wieść o nowej Odrazie. Jednak, zaintrygowany okładką, postanowiłem choć raz przesłuchać, by wiedzieć, co znowu będę mógł krytykować. Kilka godzin później byłem po dziesiątym odsłuchu i nie miałem najmniejszej ochoty na krytykę.

niedziela, 23 maja 2021

Dokądś.

 

Trochę sam się z siebie śmieję, bo 21 listopada 2018 roku, przy okazji recenzji debiutu toruńskiego Angrrsth, pisałem tak: „Znikąd? Nie, z Torunia. Donikąd? Oby nie, bo debiut wróży dobrze i bardzo chciałbym się przekonać co panowie zaprezentują na swoim kolejnym materiale. I koniecznie muszę ich kiedyś zobaczyć na scenie...”. Dziś piszę o „Donikąd” właśnie, więc sam sobie wykrakałem, ale tylko tytuł, bo nie jest to krążek wiodący w pustkę. Od tamtego czasu zdążyłem poznać panów osobiście (pozdrowienia!), zobaczyć na żywo i po prostu polubić jako ludzi. Tym bardziej niecierpliwie czekałem na pełnowymiarowy debiut, który nie tylko spełnił moje oczekiwania, on je przerósł.


niedziela, 9 maja 2021

Z wizytą w Innlandet.

 

Kiedy jakiś czas temu przyszła paczka z nowościami z Werewolf Promotion, to odsłuchy zacząłem od tego albumu. Tak się jednak jakoś złożyło, że z tego ostatniego rzutu od Szymona, Likvann doczekał się recenzji jako ostatni. Nie mam pojęcia dlaczego, bo primo – bardzo się ucieszyłem, że wyszedł drugi pełniak (pierwszy to rok 2014), secundo – bo „Bumerke” to bardzo dobry krążek, niebanalny, nieszablonowy, choć do bólu klasyczny i kompletnie nie odkrywczy. I właśnie dlatego tak mi się podoba, bo ja lubię piosenki, które już kiedyś słyszałem, jak inżynier Mamoń. A poważnie – jego największą siłą jest prostota, doprawiona regionalnymi przyprawami budującymi klimat. O co chodzi? Poniżej znajdziecie odpowiedź.

czwartek, 6 maja 2021

W słowackiej krainie mgły.

 

Nie często piszę o słowackim black metalu, bo scena to mała, choć przyznaję, znajdziemy tam ciekawe nazwy. Do tej pory popełniłem trzy teksty dotyczące tamtejszych zespołów black metalowych (Malokarpatan to inna bajka), jednak nawet pomimo tak małej ilości, tekst dzisiejszy, czwarty, będzie o albumie zespołu, o którym już pisałem. Co prawda przy okazji splitu („Ešte jedle rastú...” - o nim tutaj), który gościł jeszcze dwa inne słowackie zespoły, ale to Krajiny Hmly są najbardziej aktywne i najbliżej mi do nich, bo wydają materiały w Werewolf Promotion. Inna sprawa, że swoją drogą najbardziej do mnie trafiają, bo to naprawdę solidny zespół.


wtorek, 4 maja 2021

Zabrze górą.

 

Dziś wracamy do roku 2020 a konkretnie do października. Wtedy też, trzydziestego dnia tego miesiąca, ukazał się split brazylijskiego Whipstriker z naszym Hate Them All. Piszę o nim dopiero teraz, gdyż niedawno dotarła do mnie z Old Temple płyta. Myślę jednak, iż to żaden problem, gdyż wiadomo doskonale czego się spodziewać po obu zespołach i żadnego przełomu gatunkowego nie przeoczyłem. I tak jest w istocie - „Strike of Hate” słucha się przyjemnie, ale gdyby nie powstał, pewnie nikomu krzywda by się nie stała.

niedziela, 2 maja 2021

Szlak przeszłości.

 

Szybki rzut okiem do Metal Archives i już wiem, że coś mnie ominęło. Pripegal to żaden debiutant, bo „Na Ostatnim Szlaku” to ich – a właściwie jego, gdyż to projekt solowy – trzeci album. Fakt, debiut pochodzi z 2004 ("Slavia Antiqua"), a drugi krążek z 2008 roku ("Ziemia gromadzi prochy"), no ale i tak mi trochę głupio. Szczególnie, że jest to twór Mścisława a więc człowieka znanego z wielu innych zespołów i gwarantującego poziom co najmniej przyzwoity. „Na Ostatnim Szlaku”, wydany po długiej przerwie, zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie, trzeba więc będzie braki nadrobić.

czwartek, 29 kwietnia 2021

Rycerz, Diabeł i Święta Śmierć.

 

Jak wszyscy wiemy, Old Temple lubi wznawiać. Najczęściej są to pozycje warte tego uczynku, czasami trochę bardziej, czasami trochę mniej. Dziś o krążku, który bez wątpienia był i jest bardziej. Nie wiem jak dobrze znacie nazwę Holy Death, dla mnie osobiście, w latach dziewięćdziesiątych, był to dość istotny zespół. Szczególnie demo „Abraxas”, wydane w epickim stylu na kasecie (Baron Records), posiadające bardzo oryginalną okładkę. Nie o nim dziś jednak będzie, a o ostatnim pełniaku krakowskiego zespołu, pochodzącym z 2005 roku „The Knight, Death and the Devil”.

wtorek, 27 kwietnia 2021

Zielona Warmia.


Aūkels to solowy projekt W., lidera Stworz. Informację tę podaję jedynie z recenzenckiego obowiązku, gdyż wystarczy usłyszeć wokal, by nie mieć wątpliwości kto odpowiada za ten nowy twór z Warmii. Bez wątpienia jednak, bazowanie tylko i wyłącznie na tym odniesieniu i tym „pokrewieństwie”, byłoby błędne, bo choć i w sferze muzycznej, czuć dobrze znaną rękę autora, to Aūkels podąża inną ścieżką. To brat przyrodni, o podobnych poglądach, ale innym charakterze.

środa, 21 kwietnia 2021

Francuska elita.


Lubię francuski black metal. Szczególnie, gdy śpiewany jest po francusku. Ten język niejako wymusza melancholię i rozpacz w brzmieniu wokalu. To chyba kwestia akcentów. Chyba, bo nie mam zamiaru tworzyć na ten temat pracy naukowej, szczególnie, że na francuskim się nie znam. Nie zmienia to faktu, że bardzo mnie to ujmuje. Jest to jeden z powodów, dla których nowy album Elitism tak bardzo mi się podoba. Jeden, ale nie jedyny.

wtorek, 13 kwietnia 2021

Nostalgia.

 

Stworz to zespół nieszablonowy i bardzo oryginalny. Jeden z najbardziej charakterystycznych jeśli idzie o nasze podwórko, choć pewnie i poza nim. Pisałem już o tym kilka razy, dziś jednak jest ku temu szczególna okazja, bo panowie nagrali materiał całkowicie akustyczny. Zdarzało im się to w przeszłości, teoretycznie więc to nic nowego, jednak zawsze gdy to robią, ma to w sobie sporą dawkę magii. Tym razem nie są sami, bo towarzyszy im angielski projekt Wapentake. Współpraca ta zrodziła wydawnictwo o tytule „Duchy Ziemi / Ghosts of the Soil”.

niedziela, 11 kwietnia 2021

Krótko i treściwie, część druga.

 

Po raz pierwszy pisałem o Evulse, w lutym 2019 roku, przy okazji ich pierwszego demo (przeczytacie o nim tutaj). I gdy tak czytam tamte słowa, wiem, że odnośnie drugiego materiału, mógłbym w zasadzie napisać dokładnie to samo. Nie byłoby w tym nic złego, bo panowie po prostu trzymają poziom, nie zmieniło się u nich nic na gorsze, jeśli już, to na lepsze. A to co cieszy najbardziej, to to, że Gregowi udało się ten solidny zespół utrzymać w swojej stajni.

czwartek, 8 kwietnia 2021

Podróż do serca Geldrii.

 

Nie zawsze po drodze mi z wydawnictwami Ván Records, bo jest to wytwórnia, która lubi często wypuszczać rzeczy – idące jak dla mnie – za daleko w eksperymenty. Pomimo tego jednak, sprawdzam ich nowości, bo to przecież gracz w podziemiu uznany. Tym sposobem trafiłem na :Nodfyr:, holenderski zespół, który ma już na koncie wydawnictwo z 2017 roku, ale nie było dane mi go poznać. Panowie wypuścili właśnie pełnowymiarowy debiut, który w jakimś stopniu dobrze wpisuje się w katalog Ván Records, z drugiej strony jest na tyle klasycznym graniem, że doskonale odnajduje się w kręgu moich upodobań.

piątek, 2 kwietnia 2021

Niemiecki split roku.

 

Dziś wreszcie zamykamy podsumowanie poprzedniego roku. Ostatnią pozycją, która znalazła się na liście a nie była jeszcze przeze mnie zrecenzowana, jest split dwóch niemieckich, podziemnych zawodników wagi ciężkiej: Mavorim i Ad Mortem. „Iudicium Ultimum” ukazał się ostatniego dnia października 2020 roku, płyta jednak dotarła do mnie dopiero kilka dni temu, stąd delikatne opóźnienie. Nic się jednak nie zmieniło w mojej ocenie tego wydawnictwa – wciąż uważam, że to najlepszy split poprzedniego roku.

środa, 31 marca 2021

Mały chłopiec nad Hiroszimą.

 

Nim jeszcze zdążyłem usłyszeć „Blightmarch”, debiut warszawskiego Chainsword, naczytałem się, że to „polski Bolt Thrower”, bo wiadomo – death metal i wojna kojarzy się właśnie tak. Podszedłem ze spokojem do tych opinii, bo przecież lubimy takimi porównaniami rzucać, często na wyrost, bo po prostu dobrze brzmią, poza tym chłopaki od nas, to niech mają. Dziś, gdy już osłuchałem się z tym krążkiem, wiem, że nie było w nich wielkiej przesady i to nie tylko ze względu na tematykę tekstów, czy oprawę graficzną.

piątek, 26 marca 2021

Jak w starym horrorze.

 

Dead Dog’s Howl, projekt, który można jedynie kochać lub nienawidzić, powrócił. Polsko-amerykański duet tworzy muzykę tak plugawą, złą ale przede wszystkim prymitywną (w tym przypadku, nie jest to pod żadnym pozorem określenie pejoratywne), że nie może ona dać się po prostu lubić. To jedna z tych rzeczy, które wywołują skrajne emocje. I takie też opinie słyszę na temat pierwszego długograja zespołu, niektóre dość zabawne, inne wręcz komiczne, potwierdzające jednak skalę problemu. „Black Circle Transcendency” gości u mnie w odtwarzaczu od jakiegoś czasu i choć to nadal dzieło bardzo surowe, to trochę od czasu „Mausoleum of Confessed Thoughts” (pisałem o nim tutaj, dokładnie rok temu), się w muzyce DDH zmieniło.


środa, 24 marca 2021

Krigeist śmierci zaprzysiężony.

 

Krigeist powraca z nowym materiałem Belliciste. Nowozelandczyk, zwiedzający Europę, aktualnie (wedle mej najlepszej wiedzy) mieszka w Serbii, gdzie zdążył już zakotwiczyć w kilku projektach, nie zapomina jednak o jednym ze swych podstawowych. „Deathsworn” to teoretycznie demo, ale biorąc pod uwagę czas jego trwania (trzydzieści siedem minut!) oraz jakość, bez problemu mógłby to być pełniak. Nie zdziwię się, jeśli tak się niedługo stanie, przede wszystkim jednak, chciałbym by ktoś ten materiał wydał na CD (w tej chwili jedynie w wersji cyfrowej), bo bez żadnych wątpliwości na to zasługuje.

czwartek, 18 marca 2021

Długi, czarny korytarz.

 

Morbid Winds, niekwestionowany lider okładek w polskim podziemiu, wypuścił wreszcie pełnowymiarowy materiał. Czekałem na ten krążek niecierpliwie, bo pochodzące z 2020 roku demo „The Ruin of Forgotten Desolation”, bardzo przypadło mi do gustu (o nim tutaj). Nowy materiał potwierdza, że Morbid Winds to jeden z oryginalniejszych zespołów na naszej scenie i nie mam tu na myśli tylko okładki, choć ta tradycyjnie już, przyciąga uwagę. Diabolizer nie został wymieniony jako jej autor, ale jego styl jest niepowtarzalny i rozpoznawalny, wątpliwości więc nie mam. Jest jednak jeszcze coś, mianowicie budowa samego albumu, którego tytuł może ją w jakimś stopniu odzwierciedlać.

wtorek, 16 marca 2021

Dzieło diabła w czterech częściach.

 

Pomorski Trup powrócił i jak na trupa przystało, od swego ostatniego pojawienia się, stał się jeszcze bardziej ohydny. Może pamiętacie jeszcze, że panowie w 2019 roku wypuścili pełniaka (o nim tutaj), który był kawałkiem solidnego bluźnierstwa, pełnym pierwotnej dzikości dawnej szkoły metalu. Bez kompromisów. Pod tym względem nasz nieboszczyk się nie zmienił, ma tylko w sobie jeszcze więcej szaleństwa, dzikiej mocy i bezkompromisowej, muzycznej demolki. Generalnie jednak idzie swoją drogą, nie oglądając się na mody, trendy, nawet na lata upływające w kalendarzu. Dla tych ludzi ekstrema ma oblicze dekad dawno minionych. I bardzo dobrze.


niedziela, 14 marca 2021

Norweskie tradycje.

 

Choć umieściłem ten album w podsumowaniu 2020 roku, piszę o nim dopiero teraz, bo czekałem na fizyczny nośnik. Wcześniej słuchałem go jedynie w wersji cyfrowej, co jednak wystarczyło, by znalazł się wśród najlepszej dziesiątki minionego roku. Nie potrzebował na to wiele czasu, bo premierę miał pod koniec listopada. Czekałem z recenzją do momentu posiadania go na srebrnym krążku, bo czasami bywa tak, że warunki odsłuchu zmieniają odbiór. W przypadku pełnowymiarowego debiutu Varde, tak jednak się nie stało.

czwartek, 11 marca 2021

Diabeł pośród lasów i jezior.

 

Pisząc te słowa, słucham Fatherland, zespołu, o którym Tero Ikäheimonen, w swej książce - „The Devil’s Cradle: The Story of Finnish Black Metal” - nie wspomniał. Nic dziwnego, gdyby chciał wymienić wszystkich wykonawców, z krainy lasów i jezior, jego dzieło nie miałoby pięciuset a kilka tysięcy stron. Tero musiał o tym wiedzieć, skoro ja o tym wiem a bez wątpienia jego znajomość tamtejszej sceny jest dużo bogatsza. Skupił się więc na tych najważniejszych, na tych, którzy bądź wszystko rozpoczęli, bądź wnieśli coś nowego, w każdym razie wyróżnili się w znaczący sposób. Ta książka to nie tylko ich historia, to także - a może przede wszystkim - złożony im hołd.

wtorek, 9 marca 2021

Wodnik w piekle.

 

Mieliśmy już w historii muzyki Erę Wodnika, niedawno, za sprawą Godz Ov War Productions, otrzymaliśmy Erę Anty-Wodnika. Za obie odpowiadają Amerykanie, o ile jednak ta pierwsza kojarzy się z hippisami, druga została stworzona przez zespół, który z pacyfizmem nie ma raczej wiele wspólnego, o czym świadczy choćby jego nazwa. Phalanx Inferno nie przywodzi na myśl kwiatów we włosach, kolorowych ubrań i starych Volkswagenów, pełnych zjaranej młodzieży. Nie, Phalanx Inferno (swoją drogą, ciekawe, czy nazwa pochodzi od falangi, czy od systemu artyleryjskiego, instalowanego na okrętach) to death metal, dlatego też Wodnik w tytule nie do końca jest Wodnikiem.

niedziela, 7 marca 2021

Duch Bannockburn ciągle żywy.

 

Jeśli choć trochę znacie historię Szkocji, wiecie kim był Robert The Bruce, nie jest wam obca szkocka walka o niepodległość, lub choć widzieliście „Braveheart” i ujęła was niezłomna postawa tamtejszych górali, którym przewodził William Wallace, to debiut Càirdeas Fala jest dla was. Wszystko tu jest szkockie, poza samymi wykonawcami, bo zespół pochodzi z Australii (nie można oczywiście wykluczyć szkockich korzeni jego członków). Szczerze mówiąc, by polubić „Sons of the North”, nie musicie być tak naprawdę wielbicielami szkockiej historii i orędownikami ich sprawy – wystarczy, że lubicie dobry black metal.

czwartek, 4 marca 2021

Rzeź wznowiona.

 

Dziś nie będzie za dużo o muzyce, bo od wielu lat, nie słucham już dźwięków z kręgu death/grind, jednak nie jestem ignorantem i wiem, jak ważnym materiałem w latach dziewięćdziesiątych był pierwszy album Damnable. Wydany w 1996 roku „Inperdition”, był, w swoim gatunku, albumem bardzo dobrym i sam go wtedy docenić potrafiłem, choć już głęboko siedziałem w black metalu. Niedawno ukazało się wznowienie, co uważam za bardzo dobry krok, bo takie krążki nie mogą zniknąć w pomroce dziejów.

wtorek, 2 marca 2021

Gdy Szwecja spotyka Amerykę.

 

Jestem w szoku. Byłem pewien, że po wpisaniu w Metal Archives, nazwy Abominated, dostanę co najmniej kilka wyników, ale nie – jest tylko jeden! I to ten, o którym dziś piszę. Serio, że żaden death metalowy zespół nie wykorzystał tej nazwy wcześniej, zakrawa na – tfu – cud. Przecieram oczy ze zdumienia. Jest jednak jak jest, mamy więc Abominated z Warszawy, kwartet, który właśnie zadebiutował demówką „Decomposed” i którego muzycy też pewnie byli tą sytuacją zaskoczeni.

niedziela, 28 lutego 2021

Gniew wilka.

 

Ostrzyłem sobie kły na ten materiał, jak głodny wilk. Wypuszczony przedpremierowo utwór, nie pozwalał zachować się inaczej. Jestem wielbicielem charakterystycznego, polskiego black metalu lat dziewięćdziesiątych a taką właśnie muzykę zwiastował singiel (nie posłużę się tytułem, bo już nie pamiętam, który to był numer, ale to bez większego znaczenia). Po usłyszeniu całości, wiem już, że Szary Wilk to coś więcej, ale to tylko i wyłącznie działa na plus, bo dzięki temu pełnowymiarowy debiut zespołu z Ostrołęki, wypada naprawdę doskonale.


piątek, 26 lutego 2021

Bogu i ludziom.

 

Po pierwszym odsłuchu, pełnowymiarowy debiut Pagan Forest miał powędrować na półkę i nie opuścić jej prędko. Coś mnie jednak tknęło i tak się nie stało. Przede wszystkim trudno rzetelnie ocenić materiał po jednym spotkaniu, po drugie – dostrzegłem w tym krążku sporo dobrego, stricte metalowego grania. Tym co mnie w pierwszej chwili najbardziej zniechęciło, była pozorna przaśność „Bogu”, niepotrzebne moim zdaniem elementy folkowe, które zalatywały za bardzo „cepelią”. Dziś jestem już po kilkunastu odsłuchach i szczerze mówiąc diametralnie zmieniłem zdanie co do muzyki Pagan Forest – a w każdym razie tego wydawnictwa, bo zespół istnieje od 1995 roku i ma na koncie kilka demówek.

wtorek, 16 lutego 2021

Świątynia agresji.

 

Człowiek zawsze coś przegapi. Za dużo tych wszystkich albumów wychodzi. Albo po prostu jestem już za stary, by wszystko zauważyć i sprawdzić. Nie wiem, w każdym razie są potem problemy, bo trzeba korygować podsumowanie roku. Trzeba, bo debiutancki krążek Temple of Decay to po prostu petarda! Nie wiem jakim sposobem mi umknął, ale umknął. Dostałem go dopiero niedawno do recenzji i z miejsca się zakochałem. Ukazał się we wrześniu 2020 roku i bez wątpienia zasługuje na miejsce w dziesiątce najlepszych, krajowych wydawnictw.


czwartek, 11 lutego 2021

Dzwony, zaklęcia i stary, dobry diabeł.

 

Kiedy wchodzisz do restauracji, by zjeść schabowego, oczekujesz schabowego, dostajesz go i – co najczęściej się zdarza, bo trudno go zepsuć – jesteś zadowolony. Gdy przychodzi nowy materiał Hell’s Coronation, oczekujesz smolistego, powolnego, diabelnie bluźnierczego black metalu – i zawsze takowy dostajesz. A najważniejsze, że zawsze jesteś zadowolony, bo ci panowie opanowali swoją sztukę do perfekcji.


środa, 10 lutego 2021

Litera K.

 

Długo szła do mnie ta płyta. Podjętych zostało kilka prób doręczenia, aż wreszcie po bodajże dwóch tygodniach perypetii z kurierami, udało się. Okazuje się, że skrzynki na listy to nadal bardzo przydatna rzecz. Kiedy już dotarła, musiałem się z nią oswoić, bo to materiał dziwny i na pierwszy rzut ucha, wręcz oczywisty. Skojarzenia nasuwają się momentalnie. Ale tylko na pierwszy, dlatego dałem jej czas. I czas ten zmienił moje postrzeganie debiutu Königreichssaal, choć nie zmienił faktu, iż zespół powinien mocno popracować nad swoim własnym, oryginalnym stylem.

czwartek, 4 lutego 2021

Sto procent naturalności.

 

Dziś znowu „kasetujemy” z Analög Ragnarök. Tym razem przyjrzymy się bliżej debiutowi amerykańskiego Bicephalic. „Nihilistic Dreams of an Empty Forest” to trwająca prawie dwadzieścia minut epka, która oferuje nam spotkanie w piwnicy, brudnej i obskurnej, z widokiem na las. Materiał ukazał się w marcu 2020 roku w wersji cyfrowej oraz na srebrnym krążku. Kaseta pojawiła się w kilka miesięcy później, w listopadzie. Nie jest powszechną praktyką, by tak krótkie debiuty wychodziły w aż trzech formatach, ale w tym przypadku nie dziwię się. Pomimo całej swej obskurności, wręcz punkowego momentami prymitywizmu, ma ta muzyka swój urok.

wtorek, 2 lutego 2021

Certyfikat bękarta.

 

Taran powrócił! Co prawda „Devilish Storm” nie przynosi premierowego materiału, bo jest to kompilacja najstarszych dokonań zespołu, ale to tylko drobny szczegół, który nie powinien nam psuć przyjemności, jaką daje obcowanie z tym wydawnictwem. Na jednym krążku znalazło się, pochodzące z 2004 roku, pierwsze demo, czyli „Storming the House of God”, oraz utwory z wydanego w 2005 roku splitu z Moontower. Wisienką na torcie jest zamykający wydawnictwo, nigdy wcześniej niepublikowany w tej wersji, utwór „Popioły”. Razem daje to prawie pięćdziesiąt minut muzyki, dzięki czemu słucha się tego jak wyśmienitego pełniaka.

niedziela, 31 stycznia 2021

Zaklęcie ze wschodu.

 

Białoruski Zaklon to dla mnie zespół nowy, bo nigdy wcześniej o nim nie słyszałem. Po raz kolejny więc, Werewolf Promotion, pełni rolę mojego nauczyciela, za co jestem wdzięczny. Jest to wytwórnia, która niestrudzenie penetruje wschodnie sceny, dając nam często prawdziwe perełki. Sam Zaklon może takową nie jest, ale bez wątpienia prezentuje wysoki poziom, dlatego warto mu się przyjrzeć bliżej. Nie wiem, czy ta konstatacja dotyczy całej twórczości zespołu, bo jej nie znam, ale na pewno można ją odnieść do ostatniego krążka, zatytułowanego „Zychod”.

środa, 27 stycznia 2021

Duch lasu.

 

Jakiś czas temu mocno zainteresowałem się niemieckim podziemiem. Wcześniej traktowałem je po macoszemu, co zapewne było błędem, cieszę się jednak bardzo, że zmieniłem ten stan rzeczy, bo co chwilę odkrywam tam jakąś perełkę. Końcówka ubiegłego roku nie była pod tym względem inna, bo trafiłem na Asenheim. Nie jest to zespół debiutujący, bo istnieją od 2007 roku, co tylko dowodzi, iż powinienem był dużo wcześniej zainteresować się zachodnimi sąsiadami. Panowie w lipcu 2020 roku (wersja cyfrowa, fizyczne kopie przyszły później), wydali swój piąty pełny album, ja usłyszałem go w końcówce listopada i tak mnie urzekł, że trafił do najlepszej dziesiątki zeszłego roku (tu znajdziecie całe podsumowanie). 

wtorek, 26 stycznia 2021

Finowie i analogowy koniec świata.

 

Nie wiem jak głęboko siedzicie w kasetach, ale dzisiejszy tekst skierowany będzie do tych, którzy choć wiedzą, jak takowe ustrojstwo wygląda. Ja kiedyś siedziałem po sam czubek głowy, ale to były wczesne lata dziewięćdziesiąte, czyli głębokie średniowiecze. Od tamtej pory wiele się zmieniło, są jednak tacy, którzy nadal bardzo szanują ten nośnik. Jednym z nich jest bez wątpienia człowiek stojący za wytwórnią Analög Ragnarök. To nasz krajan, ale działający na emigracji. Wydaje tylko na kasetach i jakiś czas temu zagaił w sprawie recenzji. I właśnie dlatego dziś przyjrzymy się materiałowi z 2018 roku, wydanemu także na CD, przez wrocławską Wolfspell Records.

niedziela, 24 stycznia 2021

Dwa słowa.

 

To będzie krótka recenzja. Zawsze chciałem taką napisać i wreszcie jest okazja. Bardzo lubię, gdy zespół muzycznie dorasta do swej nazwy, wręcz nią jest. Wiele było kapel, których niesamowicie bojowe, mroczne, złe i mistyczne - niepotrzebne skreślić – nazwy, przyprawiały o gęsią skórkę, a gdy cokolwiek nagrali, ogarniał pusty śmiech. Są jednak zespoły, które dobrze wiedzą, jak nie popełnić tego błędu. Jednym z nich jest niemiecki Bestial Warfare, którego epkę niedawno wypuścił Greg pod sztandarem swojej Godz Ov War Productions. 

czwartek, 21 stycznia 2021

Throneum 2016 – 2018.

 

Old Temple lubi wznawiać. I bardzo dobrze, bo często są to pozycje klasyczne czy wręcz kultowe, którym warto przywrócić dawny blask. Dziś słów kilka o dwóch wznowieniach. Pozycje te nie są co prawda klasykami, dobrze jednak, że gliwicka wytwórnia pokusiła się o ich ponowne wydanie, bo bez wątpienia nie powinny te krążki przepaść w odmętach czasu. Przenosimy się więc do lat 2016 – 2018 i przyglądamy bliżej temu, co wtedy rodziło się pod nazwą Throneum. 



wtorek, 19 stycznia 2021

Mężczyzna i kobieta.

 

W listopadzie 2020 roku, Werewolf Promotion zafundował nam split dwóch jednoosobowych projektów, zatytułowany „Void of Primitive Howls”. Projekty te to Zawrat i Fleam. O ile ten pierwszy znam, drugi jest dla mnie nowością a z pewnych względów, okazuje się być bardzo ciekawy. Tytuł samego wydawnictwa wiele mówi. Jest to pozycja przede wszystkim dla zatwardziałych miłośników podziemia, bo progresywnych czarów tu nie znajdziecie.

niedziela, 17 stycznia 2021

Ponure miasto.

 

Debiutanckie demo Odium Humani Generis („Zmora”), wydane w 2018 roku, kompletnie mnie nie ruszyło. Powiem więcej, po prostu nie podobało mi się, nie znalazłem tam nic, co mogłoby mnie choć napawać nadzieją, że w przyszłości panowie nagrają coś ciekawego. A jednak, nagrali. Minęły dwa lata i debiutancki pełniak to już zupełnie inna bajka. Dobra, nie powiem, że to jakiś genialny krążek, ale bez wątpienia zespół zrobił niesamowity postęp. „Przeddzień” to materiał, którego słucham z przyjemnością, który mi się po prostu podoba, choć nie jest pozbawiony wad.

wtorek, 12 stycznia 2021

Trzy razy tak.

 

Finlandia nie daje o sobie zapomnieć. Ten kraj to prawdziwy fenomen, bo nie dość, że co wioska to co najmniej dwa zespoły black metalowe, to jeszcze większość z nich prezentuje naprawdę bardzo wysoki poziom. Czekam akurat na książkę poświęconą historii fińskiego black metalu, może ona wyjaśni mi to nadzwyczajne zjawisko. Czekając, można słuchać a ja właśnie słucham nowej epki Sielunvihollinen. „Veren äänet” ukazała się co prawda w maju poprzedniego roku, mam więc lekkie opóźnienie, ale co tam – takie detale nie mają znaczenia, gdy obcujemy z dobrą muzyką.

niedziela, 10 stycznia 2021

Wojna trwa.

 

Totenwache to bardzo ciekawy zespół. Biorąc pod uwagę jakość ich muzyki, fakt, iż wciąż wydają sami siebie, zaskakuje mocno. Właśnie wypuścili epkę „Kriegswesen”, oczywiście własnymi siłami, co po tak dobrym albumie, jakim był „Der Schwarze Hort” (o nim tutaj), może szokować. Niejedna wytwórnia chciałaby ich pewnie mieć w swoim portfolio. Najwyraźniej Niemcy tak po prostu chcą i szczerze mówiąc – należy im się za to wielki szacunek. Ideały podziemia stały się ciałem. A najnowszy materiał? Cóż, to po prostu kontynuacja poprzedniego wydawnictwa, czyli jest bardzo dobrze.