środa, 25 listopada 2020

Jeśli lżyć, to właśnie tak.

 

Wydany w 2017 roku „Black Vortex” (o nim tutaj), był albumem bardzo dobrym. Momentami wręcz wyśmienitym. Niestety, wielce niedocenionym zarazem. Dla mnie wciąż jest jednym z lepszych, polskich krążków ostatnich lat i często do niego wracam. Miałem świadomość, że na kolejny materiał UR przyjdzie nam poczekać, bo Grzegorz to człowiek muzycznie (i nie tylko) zapracowany, nie sądziłem jednak, że aż tak długo. Ale wreszcie jest następca. Co prawda nie pełniak a epka, pomimo tego jednak, „Obelga” wynagrodziła mi czekanie w stu procentach.


Pięć utworów, trochę ponad dwadzieścia minut, ale jest to materiał tak bogaty, że sprawia wrażenie dużo dłuższego. Po każdym odsłuchu czuję się nasycony, choć oczywiście – gdyby krążek był dłuższy, nie obraziłbym się. „Obelga” podąża drogą „Black Vortex”, co bardzo mnie cieszy. Liczyłem na to, bo zespół w takiej stylistyce sprawdził się doskonale. I robi to nadal. Znowu mamy tu wszystko. Nadal melodia jest głównym składnikiem, to ona nas prowadzi przez te pięć kompozycji. Pomimo tego nie można o muzyce UR powiedzieć, że jest jakaś gładka, lekka i przyjemna, bo agresji tu nie brakuje. Ponownie nie mamy do czynienia z czystym black metalem, tylko z mieszanką gatunkową. Znajdziecie tu elementy heavy, thrash, choć mam wrażenie, że w trochę mniejszej ilości niż na poprzednim wydawnictwie. Nie ujmuje to jednak bogactwa samym dźwiękom. Drugim najważniejszym składnikiem „Obelgi” jest energia. Brzmienie, bardzo dynamiczne, mocne a zarazem dość selektywne, nadaje materiałowi wspaniałej witalności, która zauważalna jest nawet podczas zwolnień. A tych nie brakuje, bo UR lubi żonglować tempem. Tempem, atmosferą, klimatem. Pędzi jak szalony, by po chwili wrzucić nas w głęboką zadumę. Wyciąga nas z niej piękna gitarowa melodia, która po chwili przechodzi w potężny riff i znowu gnamy do przodu. Nic nowego w ich muzyce, wiem, po prostu znowu zrobili to doskonale. Grzegorz ma talent do komponowania materiałów złożonych, wspaniale rozbudowanych, zarazem jednak bardzo słuchalnych, odpowiednio zbalansowanych. I takie jest te dwadzieścia minut. Jedno z ciekawszych, jakie słyszałem w ostatnim czasie. Nie mogę nie wspomnieć o wokalach, bo to jest po raz kolejny majstersztyk. Pomimo tego, że Grzegorz śpiewa jeszcze w innych zespołach, to wokale UR są jedyne w swoim rodzaju i chyba do UR właśnie najbardziej pasuje jego głos. Wszystko tu komponuje się perfekcyjnie i po raz kolejny zostałem oczarowany. To jeden z tych materiałów, który często będzie gościł w odtwarzaczu, bo po prostu na to zasługuje. Krajowa, tegoroczna czołówka. Bez dwóch zdań. 

Bez żadnej przesady stwierdzam, że UR to dla mnie jeden z najlepszych obecnie, krajowych zespołów. Nie mają słabego wydawnictwa na koncie. Grają oryginalnie, trudno kogokolwiek z naszego podwórka do nich porównać. Szkoda tylko, że nie są należycie doceniani, bo może wtedy częściej bylibyśmy raczeni nowymi materiałami. Z drugiej strony – tego co dobre nie należy rozmieniać na drobne. Jakość, nie ilość. UR jest synonimem tej pierwszej. 


UR - „Obelga”. Old Temple, październik 2020.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz