wtorek, 13 października 2020

Upiór po raz czwarty.

 

Są muzycy, którym nie wystarcza realizowanie swoich artystycznych wizji, poprzez jeden zespół. Do takowych należy bez wątpienia Upiór, którego znacie z Dagorath, Xarzebaal czy Nurtu Ognia. Wszystkie trzy projekty są dość aktywne wydawniczo, szczególnie ten ostatni (a w nim przecież wszystko jest autorstwa wspomnianego pana), jednak musiało to być wciąż za mało, bo pojawił się kolejny. Również w całości solowy. Deathevn. Debiutanckie demo ukazało się w czerwcu (w lipcu na CD) i mam wrażenie, że przeszło bez większego echa. A szkoda, bo to bardzo solidny materiał.

Przy takiej ilości projektów muzycznych, dobrze jest się nie powtarzać. I to Upiorowi się udaje, bo Deathevn to coś kompletnie innego od wszystkich trzech wyżej wymienionych nazw. Najbliżej do Dagorath, ale i tak nadal daleko. Gdy odpaliłem ten materiał, pierwszy utwór powalił mnie intensywnością, która momentalnie skojarzyła mi się z „Transilvanian Hunger”. A że tę ostatnią kocham, demo Deathevn bardzo szybko przykuło mą uwagę. I choć w następnych numerach ta charakterystyczna motoryka i intensywność, pojawiają się rzadziej, to nadal warto przesłuchać całe dwadzieścia dwie minuty. Nie zmienia się natomiast jedno – ciężar tego materiału i jego brzmienia. Nie ma żadnych wątpliwości, że to black metal, nie tak jednak zimny i pełen mroźnych melodii, jak sugerowałoby moje pierwsze skojarzenie. Deathevn to dla mnie bardziej bulgocząca lawa, przewalająca się przez spokojny krajobraz, niszcząc wszystko co żyje. Bez wątpienia jest to także swego rodzaju hołd dla norweskiej drugiej fali, bo jej wpływów jest tu masę, w zasadzie to fundament tego demo. Ale na nim Upiór buduje swoją narrację, która trochę odbiega od utartych kanonów i przejawia się to w moim odczuciu w temperaturze tego krążka. Jest po prostu wyższa. Ciekawe rzeczy wyczynia też gitara, która w kilku momentach, puszczona wolno, wprowadza sporo szaleństwa do muzyki Deathevn. Przede wszystkim jednak, jest to kawał solidnego, surowego, potężnego black metalu, którego słucha się z przyjemnością. Pięknie brzmi perkusja, żywcem wyciągnięta z lat dziewięćdziesiątych, sporo ciekawych melodii i bardzo dobre wokale. Słowem – wszystko, co potrzebne by te dwadzieścia dwie minuty nie były w żadnym stopniu zmarnowane. 

Polecam. Zainteresujcie się tym projektem, bo jeśli ktoś dotąd wątpił w moc twórczą Upiora, powinien, wraz z tym projektem, jak najszybciej przestać. Rozumiem, że Xarzebaal czy Nurt Ognia, mogą być dla niektórych nie do przełknięcia, jednak Deathevn zadowoli każdego, kto kocha dobry black metal. Czekam na więcej. 


Deathevn - „Deathevn”. Wydanie własne, lipiec 2020.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza