czwartek, 8 października 2020

Herosi.


Macabre Omen nie jest jednym z tych zespołów, które trafiły do mego serca natychmiastowo. Potrzeba było ewolucji ich stylu i nagrania giganta w postaci „Gods of War – At War”, bym bezwarunkowo kupił całą ich twórczość. To było ostateczne przełamanie lodów, ale trudno się dziwić – to jest album potężny, w mojej ocenie jeden z najlepszych, jakie ukazały się po 2010 roku. Pozwolił mi w pełni docenić i pojąć ścieżkę, jaką kroczy zespół, cały koncept i ideę. Zachwyciłem się nim, ale i całym pomysłem. Bo to przecież wspaniałe, by w taki sposób opowiadać o swoich przodkach, historii i mitach. A kto jak kto, ale Grecy mają o czym opowiadać.

Macabre Omen to zespół grecki, ale jakby nie do końca. Zawsze szedł własną drogą, odrębną od reszty sceny i tak naprawdę większość tych charakterystycznych dla niej elementów, pomijał. Wielu określa ich mianem greckiego Hades i nie mam zamiaru długo dyskutować, bo dużo w tym celności. Norwegowie też nie grali tak jak reszta ich rodaków i to na pewno łączy oba zespoły, ale przede wszystkim łączy je epickość. Ta wspaniała podniosłość, która w przypadku Macabre Omen balansuje może czasem na granicy dobrego smaku, ale jednak jej nie przekracza. Znam co prawda ludzi, którzy określają ich mianem „szant”, ale co oni wiedzą? Przecież to grecka tragedia, chóry muszą być, poza tym – nawet jeśli szanty, to śpiewane z tysiąca okrętów zmierzających do bram Troi. Taki widok poruszy każdego. Jest w tej muzyce niesamowity duch, wspaniała atmosfera i coś, co ja sam określam jako „starożytna autentyczność”. Nikt chyba nie potrafi lepiej oddać dźwiękami wspaniałej historii Hellady, heroicznych mitów i tragicznych opowieści o przegranych. To właśnie Macabre Omen – tytani i herosi epickiego black metalu, wierni synowie Grecji i uczniowie Quorthona, bo to przecież Szwed przecierał te szlaki jako pierwszy. Ale Grecy dodali do jego szkoły swego ducha i serca, dźwięki swej rodzimej ziemi i cień starożytnych kolumn. I zrobili to doskonale. Szkoda tylko, że tak rzadko cokolwiek wydają. Cały ten tekst poświęcony ma być najnowszemu wydawnictwu, kompilacji „Anamneses”. Wstęp był długi, wybaczcie, ale przechodzimy do rzeczy. Czy warto ją kupić? Jeśli jesteś szalikowcem Macabre Omen, jak najbardziej. Jeśli jesteś niedzielnym kibicem, nie musisz. Powiedzmy sobie szczerze, jest tu jeden nowy utwór i sześć starych. Fakt, są one zremasterowane (co nie zawsze działa, tu akurat tak), fakt – ukazały się wcześniej na trudno dostępnych, analogowych wydawnictwach, fakt – są bardzo dobre. Bądźmy jednak szczerzy – takie rzeczy są dla fanatyków, nie dla kogoś, kto od czasu do czasu odpali sobie drugiego pełniaka do piwka. Jest jednak wisienka na torcie, w postaci trzynastominutowego, nowego utworu. I on na pewno jest czymś, co warto poznać. W prostej linii kontynuacja stylu z „Gods of War – At War”, ale w najlepszym możliwym wydaniu. Wspaniała kompozycja, bardzo podniosła, z chórami (tak, tak, są szanty), wspaniałymi, rozpaczliwymi wokalami z których bije szaleństwo, z charakterystycznym refrenem i wspaniałymi melodiami. Ale, jeśli naprawdę kochacie Macabre Omen, to i reszta tego wydawnictwa Was nie zawiedzie. Bo to po prostu Macabre Omen, z różnych okresów twórczości (co daje ciekawy przekrój i pokazuje ewolucję), ale jednak ten sam, grecki Macabre Omen. A te dwa słowa powinny wystarczyć za rekomendację. Dodam tylko, że książeczka zawiera ładne zdjęcia (te z okresu szczenięcego, rozczulają), niepublikowane dotąd teksty oraz obszerne komentarze do każdego z utworów, ukazujące historię zespołu. Generalnie jedynym minusem wydania jest digipack. Ale cóż, nie można mieć wszystkiego. Pomimo tego, jestem zadowolony bardzo, ale wiecie, jestem szalikowcem. Fanatykiem i ultrasem. 

Mam wielką nadzieję, że ten materiał a w szczególności premierowa kompozycja, zapowiadają coś nowego. Pewnie nie prędko, ale liczę, że ta kompilacja nie ukazała się bez celu, że zespół chciał o sobie przypomnieć, by przygotować grunt pod coś większego. Zeusie, niech tak się stanie, bardzo ładnie proszę! (gdy jednak przeczytacie słowa Alexandrosa, które zamieścił we wstępie do książeczki, będziecie wiedzieli, że jest w tym też inny cel. Nie będę zdradzał wszystkiego, kupcie płytę!).


Macabre Omen - „Anamneses”. Van Records, sierpień 2020.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza