poniedziałek, 5 października 2020

Celnie jak Simo.

 

Kryptamok to dla mnie nowa nazwa, ale nie oszukujmy się – to fiński projekt – a tam jest ich tyle, że pomimo dość dobrej znajomości tamtejszej sceny, znam tylko wierzchołek góry lodowej. Nie doskwiera mi to, bo rzeczy dobre mogą trwać długo a taką jest bez wątpienia odkrywanie coraz to nowych, ciekawych, fińskich tworów black metalowych. Kryptamok to kolejny podopieczny Purity Through Fire, która jak już wspominałem kilka razy, ma bardzo mocny rok. „Verisaarna” jest na to kolejnym dowodem. 

Kryptamok to projekt jednoosobowy, mający na koncie, jak dotąd, jedno demo z 2018 roku. Za wszystkim kryje się osobnik o pseudonimie Hex Inferni, który macza palce w kilku innych zespołach, jednak nie są to nazwy bardzo znane, czy wręcz znane. Kryptamok zasługuje jednak na to, by wyjść na szersze wody (byle nie za szerokie), bo to black metal porywający, ciekawy a przy tym jak najbardziej fiński i podziemny. „Verisaarna” trwa trzydzieści siedem minut i zawiera wszystko, co najlepsze z kraju łosi i snajperów. Simo Häyhä byłby dumny z celności tego muzycznego strzału. Jest las, choć to na pewno nie jest album w stu procentach pachnący jodłami, świerkami i sosnami a w każdym razie nie zostały one tu podane w sposób bezpośredni. Wszystko pokryte jest warstwą mocy i dzikości, sporej wolności a w wielu miejscach po prostu hula wiatr. Ale traficie tu również na momenty gęste jak pradawne puszcze, przez które przedziera się tylko wokal twórcy. Bo jest to krążek mocno zróżnicowany, choć bardzo spójny. Po prostu dużo się tu dzieje, ale wszystko utrzymane jest w podobnym klimacie. Hex Inferni sprawdza się doskonale tak w podniosłych zwolnieniach, jak i momentach bardzo szybkich. Wyśmienicie te zmiany wspierają klawisze, użyte wspaniale szczególnie w tych dostojniejszych chwilach. Pełnią jednak tylko rolę uzupełniającą i bardzo dobrze, bo Fin potrafi stworzyć ciekawe riffy a tym bardziej melodie i dobrze, że to one są na pierwszym planie. Wspiera to wszystko ciekawym wokalem, który też nie jest jednostajny, pojawiają się nawet chóry. Musiał mieć podczas komponowania tego materiału sporo pomysłów oraz inspiracji, bo gdybyśmy nawet zabrali stąd połowę fajerwerków, to i tak starczyłoby na bardzo przyzwoity krążek. Ale ich nie zabieramy, więc dostajemy album bardzo dobry, mocny, energetyczny ale zarazem klimatyczny. Hex Inferni ma wyczucie, świetnie rozumie black metal a także fiński black metal i dzięki temu nie nudzę się przy tym dziele ani na sekundę. Leży już u mnie na półce od dłuższego czasu i regularnie do niego wracam. Ma swój urok i potrafi zaabsorbować. Liczę, że nazwa Kryptamok (jakkolwiek ona nie brzmi) nie zginie i jeszcze usłyszymy coś dobrego pod tym szyldem. Pełnowymiarowy debiut zasługuje tylko na brawa. Polecam. 


Kryptamok - „Verisaarna”. Purity Through Fire, maj 2020. 




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza