poniedziałek, 28 września 2020

Wielkopolskie zaskoczenie.

Szczerze mówiąc, gdyby nie fakt, że ten album ukazał się pod skrzydłami Godz Ov War Productions a co za tym idzie przysłaniem mi go przez nieocenionego Grega, prawdopodobnie nie zwróciłbym większej uwagi na „Let the Earth Tremble”. Lata mej fascynacji death metalem dawno minęły, tak dawno, że niektórych z Was nie było jeszcze na Świecie. Teraz traktuję ten gatunek bardzo wybiórczo. Słucham jednak pełnowymiarowego debiutu Cancerfaust i naprawdę cieszę się, że ta płyta wpadła w moje ręce.

Kluczową rolę odgrywa tu okres, w którym przeżywałem największą fascynację tym gatunkiem. Były to, moi drodzy, wczesne lata dziewięćdziesiąte. Czyli pełen rozkwit death metalu, to wtedy ukazywały się kultowe dziś krążki. I do tamtych czasów przenosi mnie album poznaniaków. I dlatego mi się podoba, jak nietrudno się domyślić. Odpaliłem go bez większego przekonania, bardziej z kronikarskiego obowiązku, ale już pierwsze dźwięki kazały mi skupić na tym materiale większą uwagę. I utrzymała się ona do końca. Jest tu ta moc, siła zdolna kruszyć mury, którą pomimo sklerozy zapamiętałem z wieku szczenięcego. Naturalna agresja, potęga i po prostu ciekawe kompozycje, bo nie oszukujmy się, inaczej nie wytrwałbym tych trzydziestu pięciu minut. Kiedyś wystarczyło, by kapela po prostu niszczyła wszystko i wszystkich, przesypując ziemniaki, teraz potrzebuję jednak trochę rozrywki, by death metalowy album mnie przy sobie zatrzymał. I to chłopakom się udało, to po prostu chwytliwy krążek. I nie traci przy tym nic na agresji czy sile. Dziesięć kompozycji (w tym intro i outro), które siłą rzeczy nie są bardzo długie, pomimo tego jednak zróżnicowane w swej budowie, urozmaicone i wpadające w ucho – oczywiście w stopniu takim, w jaki death metal może wpadać w ucho. Klubów tanecznych chłopaki nie zawojują. Ale już na koncertach może być naprawdę ogień. Są tu momenty wprost porywające, ale znajdziecie też takie, których po prostu dobrze się słucha, niekoniecznie chcąc poskakać. Słychać po prostu, że muzycy znają swój fach, doskonale czują tę muzykę, bo wszystko się tu zgadza. Każdy instrument, wokal, brzmienie. Nie ma tu fałszywych tropów. Krążek mija szybko i naprawdę ma się ochotę odpalić go kolejny raz. Dla mnie to bardzo pozytywne zaskoczenie. Nie śledzę zbyt uważnie polskiej sceny death metalowej, ale dla mnie to jeden z najlepszych, tegorocznych albumów w tym gatunku. Obok Conquest Icon oczywiście. Polecam ja - człowiek, który z death metalem dawno wziął rozbrat. Jeśli kochacie ten gatunek, pełnowymiarowy debiut Cancerfaust Was nie zawiedzie. Nie ma takiej możliwości. 

Cancerfaust - „Let the Earth Tremble”. Godz ov War Productions, sierpień 2020.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza