środa, 23 września 2020

Mniej mrozu, więcej wolności.


Prawie trzy lata przyszło nam czekać na kolejne wydawnictwo Over the Voids… Trudno jednak mieć do kogokolwiek pretensje, w końcu The Fall to zapracowany muzycznie człowiek (jakby jakimś cudem ktoś nie wiedział, to poza OtV udziela się jeszcze w Medico Peste, Owls Woods Graves i Mgle) a ten projekt to dziecko jego i wyłącznie jego. „Hadal” jest już jednak z nami i szczerze należy powiedzieć, że to dobra nowina. Warto było czekać. Jest to jednak album zupełnie inny od debiutu i nie mogę się zgodzić z tymi, którzy twierdzą, że to naturalna kontynuacja tamtego materiału. Czy to dobrze? Nie ma to znaczenia, bo oba krążki są przecież bardzo dobre.

Trzy lata to szmat czasu, wiele może zmienić się w muzyku i twórcy, może przede wszystkim poszerzyć horyzonty, umiejętności, spektrum środków wyrazu. Może mieć więcej inspiracji, bo to też tu słychać. Niby fundament jest ten sam – stary dobry black metal lat dziewięćdziesiątych – ale na debiucie był on nie tylko podbudową a treścią. Tu, co wcale „Hadal” nie umniejsza, The Fall zabiera w nas w bardzo rozbudowane kompozycje, wyrastające wysoko poza klasyczne standardy. Temperatura płyty podniosła się o kilka stopni, bo przecież debiut był lodowaty. Mniej tu północnego mrozu, więcej mocy i siły, więcej riffów kojarzących się niekoniecznie z black metalem. Ale podkreślam – wciąż jesteśmy w tym gatunku, żeby nikt nie myślał, że to jakieś kolejne eksperymenty. Nie. The Fall po prostu znacząco poszerzył gamę aranżacji, słychać po prostu, że w ten materiał wsadził masę pracy. Nie twierdzę, że nie zrobił tego przy debiucie, tam po prostu konwencja była inna. I oba krążki doskonale się bronią, po prostu są inne. Kompletnie nie widzę ich jako naturalnej kontynuacji (a takie opinie też słyszałem). To raczej naturalna ewolucja, choć oczywiście, są tu momenty, które debiut przywodzą na myśl – choćby taki „Stone Vault Astronomers”. Nie tylko on oczywiście, ale jest to naturalne, w końcu tworzył to ten sam człowiek. „Hadal” to jednak dużo więcej. Dziewięć kompozycji, czterdzieści minut. Znajdziecie tu naprawdę wszystko. Klasykę black metalu, szybkość, klimatyczne zwolnienia, czyste wokale, masę świetnych riffów oraz gitarowych melodii. To naprawdę bardzo rozbudowany krążek i analiza każdej kompozycji mogłaby zająć tyle, ile ta recenzja. Powiem tak – o ile debiut był zimowym lasem, to „Hadal” jest północnym pustkowiem, smaganym wiatrem. Jest przestrzenią, ale też potrafi zejść w zadrzewioną dolinę a czasem nawet do piwnicy. Jest agresją, wolnością i swobodnym przemieszczaniem duszy. Ten krążek nie ma ograniczeń, nie da się go zamknąć w jakichś ramach odbioru, myślę, że każdy może go odbierać całkowicie dowolnie, bez żadnych narzuconych stylistyką skojarzeń. I to jest jego ogromna siła. Poza faktem, że słucha się go niesamowicie dobrze, bo The Fall zadbał o to, byśmy się nie nudzili. Jest to poza tym człowiek, który doskonale czuje tę muzykę, tak więc „Hadal”, pomimo całego swego rozbudowania i złożoności, jest krążkiem niesamowicie naturalnym. Tak jak debiut. I to jest to, co w największym stopniu łączy oba wydawnictwa Over the Voids… 

Dobra robota, panie Michale! 


Over the Voids… - „Hadal”. Malignant Voices / Nordvis Produktion, sierpień 2020.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza