czwartek, 9 lipca 2020

Anihilacja.


Nie każdemu udaje się wybranie dla swego zespołu odpowiedniej nazwy. Teoretycznie to nic trudnego, bo w gruncie rzeczy, chodzi o to by mieściła się w pewnych przyjętych przez gatunek normach, poza tym, kiedy już brzmi dobrze, mało kto zastanawia się, czy oddaje ducha zespołu. I tu właśnie poprzeczka podnosi się, nie wszyscy mogą powiedzieć, że ich muzyka jest zarazem nazwą zespołu. Portugalski Barbaric Horde może. Bez fałszywej skromności, bez naciągania, bez wielkich słów i podciągania na siłę wątpliwych argumentów, by uzasadnić swoje zdanie. Barbarzyńska Horda jest naprawdę barbarzyńska. I nie mówi tego zwolennik muzyki łagodnej.

Trudno w jakiś rozwlekły sposób recenzować takie materiały. Bo tu nie ma wielkiej filozofii. Pierwszy pełniak Barbaric Horde powstał po to, by spuszczać dźwiękowy i psychiczny wpierdol. Po prostu. Każdemu, wszędzie i bez litości. W pierwszej chwili, patrząc na wizerunek zespołu i oprawę albumu, bałem się, że będzie to tak zwany war metal (tak zwany, bo wciąż nie rozumiem jak można odpalony odkurzacz porównywać do wojny, tym bardziej do metalu) i odpuszczę sobie „Axe of Superior Savagery” z miejsca. Po co słuchać czegoś, czego słuchać się nie da a podłoga nadal brudna? Ale nie, na szczęście Portugalczycy muzycznie są jedynie blisko tego dziwnego nurtu, pozostając mocno w sferze black/death. Fakt, motoryka i prostota kojarzy się jednoznacznie, słychać tu jednak na szczęście gitary oraz riffy, które z siebie wypluwają. Nie zmienia to faktu, że trudno się nimi zachwycać, gdyż wszystko tonie w gęstej brzmieniowej nawałnicy, wspomaganej przez bezlitosne kanonady perkusji. Osiem bestialskich szarż daje bezlitosne pół godziny, po którym dobrze jest odsapnąć, bo niewiele zostaje. Fakt, zdarzają się zwolnienia i fragmenty brzmiące bardziej ludzko, ale są nieliczne i nie powinny ani przez moment być nadzieją, że oto nadchodzi zbawienie. Nie, nie nadchodzi. Chłosta trwa. Rzeź i zniszczenie. Ale o to przecież chodziło, ten krążek nie powstał dla filharmonii i imprez dożynkowych. To po prostu metal. Przyzwyczailiśmy się do eksperymentów, atmosfery, klimatu a Portugalczycy przynoszą to, co od zawsze niósł ten gatunek – zniszczenie i łomot. To ostatnie słowo jest zresztą mocno na miejscu, bo tak zapewne określiłoby ten album wielu laików. Oni nie mają tu jednak czego szukać, podobnie jak wielbiciele wspomnianego klimatu czy atmosfery. Nie jest to też album, którego można słuchać często, bo on naprawdę potrafi wyczerpać. Ale przecież nawet barbarzyńskie hordy musiały znaleźć czasem chwilę na wytchnienie, nie da się non stop mordować, palić i unicestwiać. Ani być mordowanym i unicestwianym. To w zasadzie da się tylko raz, choć… jak pokazuje pierwszy długograj Barbaric Horde, nie do końca. I w dodatku jest to śmierć na własne życzenie. Zbrodnia i tortura doskonała. Have fun, boys and girls! 


Barbaric Horde - „Axe of Superior Savagery”. Godz Ov War Productions, czerwiec 2020.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza