wtorek, 5 maja 2020

Dunajec we mgle.


Za oknem coraz mocniej rozkwita wiosna, na horyzoncie czuć już wysokie temperatury lata. Wszystko to w okolicznościach niezwykłych, bo związanych z domową izolacją i ograniczoną aktywnością poza czterema ścianami. Ale wystarczy wziąć do ręki najnowszy album Old Leshy, by odbyć szybką podróż do krain chłodu, śniegu, górskich szczytów i izolacji innej, niż ta dzisiejsza. Zapowiada tę wyprawę oprawa graficzna albumu a muzyka potwierdza, że kierunek jest właściwy. „Pośród Monumentalnych Szczytów” to także podróż w przeszłość – tak muzyczną jak i światopoglądową.

Album rozpoczyna się z rozmachem i przytupem, bo „W skrajnej nienawiści” to prawdziwy hicior. Niesamowicie chwytliwy motyw przewodni, porywa momentalnie i niesie nas przez ten utwór z dużą prędkością. Z jednej strony, dobrze spełnia rolę otwieracza, bo bardzo pozytywnie nastraja do dalszej części krążka, z drugiej – wiadomo – takie otwarcia niosą niebezpieczeństwo późniejszego obniżenia lotów a w konsekwencji zawodu słuchacza. Tu na szczęście tak nie jest, choć dalsza część pełnowymiarowego debiutu Old Leshy, nie jest już tak efektowna. Warto jednak iść dalej ku tym szczytom i mrozom, bo spotkamy tu jeszcze wiele pięknych widoków, nie spotka nas natomiast żadne rozczarowanie. To bardzo solidny krążek, z momentami bardzo dobrymi, skomponowany z pomysłem, z odpowiednią przestrzenią dla wszystkich instrumentów, z klimatycznym, chłodnym brzmieniem. Dzięki tym wszystkim elementom, czterdzieści minut nie nudzi, mija dość szybko. Sporo się tu dzieje, bo Old Leshy umiejętnie zmienia tempa, reguluje agresję a dzięki temu płynnie przenosi nas w różne klimatyczne rejony. Bywa podniośle i bojowo, mizantropicznie czy też sentymentalnie. I wszystko to jest naturalne, szczerość i serce płyną z tego krążka jak ten Dunajec, wspomniany w trzecim numerze (za zdjęcie Pienin we wkładce, ekstra punkty!). Old Leshy w żadnym momencie tego krążka nie kryje swoich inspiracji i tego, że wyznacznikiem jest tu prosty, ale pełen klimatu, black metal, jaki znamy z lat dziewięćdziesiątych. Mówi o tym wszystko, od samej budowy kompozycji, przez sposób użycia klawiszy, po brzmienie. Teoretycznie nic nie mogło się nie udać, ale historia zna różne przypadki. „Pośród Monumentalnych Szczytów” jest jednak bardzo udanym nawiązaniem do złotych lat black metalu, niosąc ducha tamtych czasów, nie kopiując zarazem dźwięków. Bardzo podoba mi się użycie klawiszy, o których już wspominałem. Jest ich dużo, ale nie są na prowadzeniu, pięknie budują krajobraz w tle i nadają albumowi chłodu. Atmosfera tej płyty to w dużej mierze ich zasługa. Trudno się tu do czegokolwiek przyczepić, szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę dotychczasowe wydawnictwa projektu, który zdawał się trochę miotać i szukać swej tożsamości (od piwnicy i black metalowego lasu na demo, poprzez praktycznie death metal na splicie). Fajnie byłoby, gdyby właśnie ją odkrył i pozostał w tym klimacie, bo słychać, że jest do tego serce i pasja a i talentu nie brakuje. Ja jestem na tak, bo tym krążkiem Old Leshy mocno stawia nogi na podziemnym gruncie. Cieszy mnie to szczególnie, gdyż w zasadzie skreśliłem już ten projekt, nie spodziewając się niczego co mogłoby mnie zainteresować. A tu proszę, zaskoczenie. Lubię to, to są te momenty, kiedy człowiek czuje, że jest szczęściarzem, kochając black metal. 


Old Leshy – „Pośród Monumentalnych Szczytów”. Werewolf Promotion, marzec 2020.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza