wtorek, 19 maja 2020

Black metal romantyczny.


Po ponad dwóch latach od ostatniego premierowego materiału (nie wspominam o „Isenheimen”, bo to wznowienie), powraca mazowiecki Evilfeast, przynosząc nam dwie nowe kompozycje (z czego jedna to cover). Nie dużo, wystarczyło jednak, by wzbudzić szerokie zainteresowanie podziemnego świata. Poza tym, co też powinno zwrócić uwagę fanów leśnych dźwięków, towarzyszą im dwa numery holenderskiego Uuntar, który ma za sobą udany debiut z 2018 roku. Tym sposobem otrzymujemy split „Odes to Lands of Past Traditions”, który – nawiązując do tytułu – przenosi nas daleko w przeszłość. I jest to podróż bardzo przyjemna, tak dźwiękowo jak i wizualnie.

Duże wrażenie robi wkładka płyty, w postaci grubej książeczki, wypełnionej dziełami sztuki. Możemy podziwiać Chełmońskiego, Ordę czy Jacoba van Ruisdaela. Samą okładkę zdobi dzieło Alexandra Mollingera. Jest mistycznie i tajemniczo, co buduje klimat i wprowadza w atmosferę krążka (wszystko tu kręci się wokół hasła „dark heathen romanticism”, nie dziwi więc pochodzenie obrazów). Wizualnie split prezentuje się doskonale. Muzyka nie obniża poziomu, ale tego chyba należało się spodziewać, prawda? GrimSpirit skomponował na to wydawnictwo jeden długi utwór, otwierający „A castle enfolded in crimson twilight”. Nie będę odkrywał Ameryki, jest to po prostu Evilfeast. Tylko i aż. Black metal pełen tajemniczego uroku, zanurzony we mgle. Trzynaście minut przepełnione atmosferą ciemnych polan, oświetlonych jedynie blaskiem księżyca. Dostajemy tu wszystko, z czego ten projekt jest znany. Dużą dawkę doskonale użytych klawiszy, solidne wsparcie gitar i sporo emocjonalnych zawirowań. Dużo się dzieje, sporo zmian tempa, świetnie to wszystko zostało zatopione w pasażach i krajobrazach klawiszowych. To trzeba umieć, bez wątpienia GrimSpirit jest jednym z najlepszych specjalistów w tym fachu. Druga, krótsza kompozycja, to cover nieistniejącego już, francuskiego Helgrindr. Nie znam oryginału, ale numer został zaaranżowany tak, że bez informacji, iż to cover, nie połapałbym się. Dobra robota, część Evilfeast jest jak najbardziej spójna i utrzymana w tym samym, charakterystycznym dla twórcy, klimacie. Holendrzy z Uuntar nie wyprowadzają nas z tej atmosfery, gdyż ich black metal można określić praktycznie tymi samymi słowami. Klimat, budowany przez klawisze (choć nie w takim stopniu jak u poprzednika), mrok, ciemność nocy i tajemnica. A wszystko to oczywiście w lesie. Wprowadzają jedynie trochę więcej dynamiki i agresji. Brzmienie ich utworów jest mocniejsze, poza tym, mają tendencję do częstszego przyspieszania i momentami siła bierze górę nad klimatem. Więcej tu jednak podobieństw, choćby w samej strukturze ich części. Także dwa utwory, jeden naprawdę długi, drugi krótszy, choć niewiele. W sumie dają tyle, ile kompozycje Evilfeast. Holenderski duet to mocno zapracowani panowie (polecam sprawdzić listę projektów, w których się udzielają), cieszy więc fakt, że znaleźli czas by podarować nam te dwie kompozycje. Uuntar to fajny zespół, mam nadzieję, że nie przepadnie w gąszczu pozostałych, będę śledził przyszłe kroki twórcze tego duetu, bo mam słabość do projektów owianych aurą romantyzmu. 

Summa summarum, dostaliśmy bardzo dobry split. Prawie czterdzieści minut ciekawego black metalu, oprawionego w urokliwy sposób i wydanego na bardzo wysokim poziomie. Płyta to absolutny mus dla każdego fanatyka podziemnych, leśnych dźwięków i tych, którzy kochają coś więcej, niż tylko samą muzykę. 


Evilfeast / Uuntar - „Odes to Lands of Past Traditions”. Heidens Hart Records, kwiecień 2020.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza