czwartek, 23 kwietnia 2020

Indonezyjskie piekło.


Indonezyjska scena black metalowa jest mi kompletnie obca. Tamtejsze rejony kojarzę raczej z death metalem. Okazuje się jednak, że i w azjatyckim kraju, będącym w przytłaczającej większości, krajem muzułmańskim, można sławić diabła. Jak pokazuje Veneration, można nawet wykazywać pewne tendencje do skręcania w prawo, co już – ze względu na pochodzenie projektu – pozostawię bez komentarza. Najważniejszym wnioskiem jest ten, że można tam grać black metal i to black metal solidny, klasyczny, śmierdzący piwnicą i starymi, dobrymi latami europejskiej sceny. Veneration udowadnia to na swym debiucie, epce zatytułowanej „Thy Infernal”.

Słowo „infernal” wydaje się być kluczowe dla całego krążka, bo występuje także w tytule każdego utworu. Możliwe, że to materiał koncepcyjny, ale nie będę budował takich teorii, bo nie mam dostępu do tekstów. W każdym razie, tytuły sugerują wycieczkę od „piekielnego chaosu”, poprzez „piekielne potępienie, gniew i piekło” aż do „piekielnej rzeszy” (nawet nie wnikam). I choć lektura tekstów na pewno byłaby zajmująca i ciekawa (no dobra, to nie pewność, ale bardzo silne przeczucie), to zajmiemy się muzyką, bo tę znam. Jak już pisałem, jest solidnie, jest dobrze, choć daleko jeszcze do ideału. Najlepszy jest tu klimat, bo Veneration robi wszystko, byśmy poczuli się jak w latach osiemdziesiątych i wczesnych, bardzo wczesnych dziewięćdziesiątych. W latach, gdy wszystko raczkowało, startowało, ale miało już obrany kierunek. Wszyscy wiedzieli, czego chcą, tylko jeszcze nie zawsze wiedzieli jak. I tak też jest na „Thy Infernal”. Indonezyjczycy doskonale wiedzą co chcą przekazać, mam jednak wrażenie, że czasami brakuje jeszcze naturalnego luzu wynikającego z doświadczenia. Ale, są tu momenty naprawdę wyrywające z miejsca. Bo tym, czego chłopakom nie brakuje, jest na pewno serce i pasja. Dostajemy więc mieszankę porywczego, smolistego, podziemnego black metalu z fragmentami lekko topornymi, lekko nieokrzesanymi i niedopracowanymi, ale przecież tak właśnie brzmiały stare, kultowe dziś materiały. To był ich urok i w dużej mierze siła. Veneration dobrze potrafi przywrócić tamten czas, słychać go w każdej minucie tego krążka. Brzmienie – praktycznie perfekcyjne, lekcja została odrobiona bardzo dobrze. Może trochę więcej dynamiki by się przydało, ale jeśli nie chcemy opuścić przyjętej konwencji, powinno zostać jak jest. Pięknie brzmią blachy i generalnie perkusja. Co jeszcze? Bez wątpienia spora dawka naprawdę dobrych riffów, no i co najmniej kilka niebanalnych i ciekawych pomysłów kompozytorskich. Słychać, że to panowie z bogatą wyobraźnią i talentem, bo nie oszukujmy się – samo serce nie wystarczy by grać porywająco tak, jak grało się trzydzieści lat temu. W końcu wszystko to już było. Tak, ja wiem, że teraz młodzież zachwyca się każdym, pierwszym lepszym ponabijanym ćwiekami projektem, wymachującym odpowiednią liczbą kozłów i będącym tak prawdziwym jak niegdyś śnieg w styczniu. Cóż - o tempora, o mores - bardziej jednak wymagających i doświadczonych (czyli po prostu starych) słuchaczy nie zadowoli przeciętna łupanka, bo tej się już nasłuchali. „Thy Infernal” udowadnia, że jego twórców stać na więcej i dlatego chętnie poczekam na kolejne wydawnictwo. A w międzyczasie postaram się dotrzeć do tekstów, bo naprawdę jestem ich ciekaw. 

Polecam. Dużo lepsze od wielu przereklamowanych i na siłę rozdmuchiwanych „super prawdziwych” projektów, będących mokrym snem szesnastolatków. 


Veneration – „Thy Infernal”. Fallen Temple, marzec 2020.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza