wtorek, 11 lutego 2020

Kolejne oblicze.


Jakiś czas temu pisałem o Donarhall, niemieckim jednoosobowym projekcie, wykonującym instrumentalny black metal. Dziś przed nami Necrochaos, niemiecki death metal, również będący projektem jednoosobowym. Oba łączy oczywiście osoba twórcy, człowieka, który zgłębił już chyba większość gatunków ciężkiego grania. Nie było mi dane poznać wszystkich jego muzycznych wcieleń, ale te, które słyszałem, nigdy poniżej solidnego poziomu nie zeszły. Jak wygląda to w przypadku debiutu Necrochaos? Całkiem dobrze, choć mogłoby być lepiej.

„Crawling Through Cadavers” to demo, wydane pierwotnie w formie cyfrowej w październiku 2019 roku. Dziś mam przed sobą wersję CD, wypuszczoną niedawno przez Godz Ov War Productions. Dobrze się stało, że materiał ten doczekał się fizycznego wydania, głównie w kontekście przyszłości, gdyż (o ile zapracowanemu twórcy starczy czasu) Necrochaos ma potencjał, by zyskać szerszą popularność w podziemnych kręgach. Fajnie wtedy będzie mieć demo na półce. Ale nie tylko z tego powodu cieszy fizyczne wydanie „Crawling Through Cadavers”. To po prostu materiał, który – mimo pewnych braków i niedociągnięć – zasługuje na takie uwiecznienie. W dobie death metalu często poszukującego, udany klasyczny debiut, nikomu nie zaszkodził i nie zaszkodzi a mnie wręcz cieszy. Nie jest to może klasyczny death metal sensu stricto, bo nikt nie powie raczej, że to wykapana Floryda, czy Sztokholm. Nechrochaos opiera jednak wszystko na wzorcach z lat dziewięćdziesiątych, bardziej amerykańskich niż szwedzkich i doprawia to szczyptą gruzu oraz oczywiście potężnym, dzisiejszym brzmieniem. Nie szaleje na punkcie technicznych wariactw, kosmicznych solówek i tym podobnych ozdobników, ale nie hołduje również brudnemu garażowi i piwnicznej estetyce. Dwadzieścia minut Eugene podzielił na pięć utworów i piszę tak nie przez przypadek. Są one wyciosane z jednego pnia, mają jeden kręgosłup, jedną krew i duszę. Jest to zarazem plus jak i minus. Dobrze się tego słucha, bo materiał jest zwarty, klasycznie skonstruowany i pomyślany, nie ma szaleństw ani eksperymentów. Z drugiej strony, momentami prosi się o coś odmiennego, lekką zmianę atmosfery, trochę więcej urozmaicenia. To ostatnie w szczególności odnoszę do partii wokalnych, które dla mnie są największą słabością „Crawling Through Cadavers”. Za dużo monotonii, za bardzo jednostajne, zbyt mało w nich energii i mocy. Tak pewnie miało być, bo taką wizję miał twórca, ale jestem pewien, że dużo by te kompozycje zyskały, gdyby dać wokalom więcej życia. Może w przyszłości. Bo sam warsztat, aranżacje, brzmienie całej reszty – tu złego słowa nie powiem. Solidne są podstawy Necrochaos. Brakuje trochę ciekawszego dopieszczenia całości detalami. Tak by materiał miał więcej charakteru. Skoro podczas tych dwudziestu minut odczuwam lekką monotonię, to co będzie przy długograju? Jestem jednak pewien, że tak utalentowany muzyk jak Eugene, jest w stanie takie rzeczy poprawić, o ile oczywiście odczuje potrzebę. Tak czy siak, czekam na kolejny materiał, bo „Crawling Through Cadavers”, choć debiutem idealnym nie jest, to jednak dobrze rokuje na przyszłość. 

Necrochaos - „Crawling Through Cadavers”. Godz Ov War Productions, luty 2020.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz