niedziela, 9 lutego 2020

Hamburgery w Wilnie.


Oprawa graficzna tej płyty to dramat i pewnie gdyby Marcin z Mythrone Promotion, nie napisał do mnie w sprawie recenzji, ominąłbym ją szerokim łukiem. Okładka aż krzyczy: „jesteśmy czwartoligowym zespołem death metalowym z kraju X, o którym nigdy nie słyszeliście, brzmimy jak z generatora a nasze płyty ubarwiają grafiki upośledzonego kolegi, któremu chcemy pomóc”. No tylko omijać. A byłby to błąd. Bo muzyka litewskiego (słyszałem o takim kraju!) Regressive to kawał konkretnego black’n’rolla, w niczym nie ustępującego tuzom takim jak choćby Midnight. A grafiki? Cóż, jeśli motto zespołu brzmi „stay fuckin regressive”, trudno oczekiwać Matejki.

Zbieg okoliczności sprawił, iż wspomniany wcześniej Midnight dopiero co wypuścił nowy krążek (o nim tu). Niejednokrotnie słuchałem oby tych płyt jedna po drugiej i naprawdę trudno wskazać różnice, w jakikolwiek sposób umniejszające litewskiemu Regressive. A przecież dzieło zespołu z Ohio to niesamowicie soczysty i smaczny kąsek. Album w swym gatunku praktycznie perfekcyjny. I taki też jest „Born in the Grave”. A to zaledwie ich pełnowymiarowy debiut. Jeśli ktoś tak startuje, naprawdę może wznieść się bardzo wysoko. Fakt, zespół istnieje długo, ale dorobek ma skromny. Wydaje mi się, że ten krążek jest dla nich nowym otwarciem. Jeśli tak i jeśli pójdą za ciosem, będą regularnie wydawali, koncertowali, to jesteśmy świadkami narodzin bestii. Praktyka czyni mistrza i to jest w zasadzie jedyna rzecz, której Litwinom nie starcza w porównaniu z takim Midnight. Słychać, że pewne rzeczy mogliby jeszcze poprawić, uczynić bardziej atrakcyjnymi. Doświadczeni wyjadacze wiedzą jak to zrobić, ale dajmy chłopakom chwilę, dojdą do tego. Mają bardzo solidne podstawy a ten krążek to fundament potężny a zarazem piękna nagroda za dotychczasową wytrwałość, tak dla fanów jak i samych muzyków. Gatunkowo nie ma tu żadnego pudła. Patenty, aranżacje, riffy, brzmienie wszystkich instrumentów, stosunek agresji do chwytliwości – zgadza się wszystko. Często, w przypadku zespołów z dawnego bloku wschodniego, drżę o jakość angielskiego wokalu, ale i na tym polu Regressive jak najbardziej daje radę i bez informacji prasowej, nie powiedziałbym, że to Litwini. Trzydzieści minut rasowego kopania tyłka na światowym poziomie. Koncertowo to musi być niesamowita petarda. Schowajcie lepiej głęboko tę Ostrą Bramę! 

Czas powiedzieć sobie kilka rzeczy szczerze. Nie chcę w niczym umniejszać Defense Records czy Mythrone Promotion, bo chłopaki robią przecież dobrą robotę a za wydanie tej płyty należą się wielkie brawa, ale: Regressive prezentuje poziom, który naprawdę nie odstaje od ekstraklasy takiego grania i ten materiał powinien wyjść w wytwórni dużo większej, z dużo większymi możliwościami promocyjnymi. To tak jak z tymi cholernymi macdonaldami. Jeden stoi w Wilnie, drugi w Cleveland. Wyglądają tak samo. Zjecie w nich to samo. Różnicą jest tylko położenie na mapie. Ale jeśli ktoś jest fanatykiem ichniejszych hamburgerów, to tak samo zadowolony wyjdzie z jadłodajni w obu tych miastach. Jeśli więc czytają to fani Midnight, to proszę ich o zapoznanie się z tym materiałem i szczerą odpowiedź przed samym sobą – gdyby wypuścić ten krążek z inną okładką i logo Midnight – zorientowalibyście się? Pytam, bo może ja jestem laikiem, w końcu do fanatyków Midnight się nie zaliczam. Ale nie sądzę bym się mylił, ten materiał jest cholernie dobry w swoim rodzaju i zasługuje na szeroki odzew. 

Bardzo udany okres dla, jak ja to określam, „venom metalu”. I chyba nawet dobrze, że bez Venom. Dawno żadne krążki z tego gatunku nie ruszyły mnie tak mocno. Aż chce się tańczyć! 

Regressive - „Born in the Grave”. Defense Records / Mythrone Promotion, październik 2019.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz