środa, 29 stycznia 2020

Tańce w lesie.


Byłem już praktycznie pewien, że tym razem udało się podsumować rok, bez pominięcia jakichś naprawdę wartościowych pozycji i tym samym powtórzenia sytuacji z roku ubiegłego. Cóż, cwaniaka grałem przed samym sobą do momentu odkrycia projektu, który ciekawy jest z co najmniej kilku powodów. Oczywiście to jego muzyka dałaby mu miejsce w podsumowaniu 2019 roku, ale już sama nazwa zwraca uwagę na tyle, by się zainteresować. No bo kto nazywa black metalowy projekt Wagner Ödegård?

Chyba tylko Wagner Ödegård. Tak, jest to imię i nazwisko (czy prawdziwe to inna sprawa, ale tego nie ustaliłem). Projekt jest solowy, co w jakimś stopniu czyni takie podejście bardzo uczciwym. Tworzę tylko ja, więc się pod tym podpisuję. Poza tym, projekt zaczynał od ambientu, gdzie taka praktyka nazewnicza wydaje się dużo łatwiejsza do przełknięcia. No i po trzecie, Wagner ma też kilka innych projektów, może po prostu skończyła mu się wena na oryginalne nazwy, wybrał więc – pewnie trochę nieświadomie – tę najoryginalniejszą. Tak czy siak, historia tego tworu sięga co najmniej 2016 roku, gdy ukazało się pierwsze demo. Straszne klawiszowe smuty i jednostajna nuda. Na szczęście od tamtej pory wiele się zmieniło, bo dzisiejszy Wagner to porywający, podziemny black metal z wielką dawką rock’n’rolla i punka. „Om undergång och de tretton järtekn” to album tak prosty, naturalny i szczery, że aż urzekający. Momentami wręcz prymitywny, ale w taki sposób, że nie da się go nie lubić. Wszystko sprawia tu wrażenie zrobionego na raz. Otwieram garaż, podpinam gitarę i nagrywam. Dziękuję, załatwione. Oczywiście nagranie na setkę nie wchodzi w grę, gdyż za wszystko odpowiada tylko jeden człowiek. Ale tak to właśnie brzmi. „Słuchajcie chłopaki, może byśmy wreszcie coś nagrali? - Dobra, dopijamy piwko i wskakujemy do salki. Mam jakiś stary magnetofon, powinno się nagrać”. Nie dość, że szanuję takie podejście sto razy bardziej od siedzenia godzinami w studio, to w przypadku Wagnera, efekt jest naprawdę doskonały. Trafia do mnie szczerość „Om undergång och de tretton järtekn”, jego pasja i naturalność. Nie jest to płyta o niebotycznym poziomie agresji, ale ma ducha i wielką dawkę buntu. Ma też specyficzny klimat, bo Wagner poza wartością rozrywkową postanowił uraczyć nas też momentami uduchowionymi. Takich stricte głębokich chwil nie ma zbyt wielu, ale nawet gdy tańczymy, to w głowie siedzi pytanie – po co i dlaczego? No i najważniejsze – las wydaje się być najlepszym parkietem do tego tańca. Dla mnie to już jest połączenie idealne, dlatego „Om undergång och de tretton järtekn” słucham ostatnio bardzo często. Nie nudzi się ani trochę. Co ciekawe, pomimo jego pozornej prostoty, często odkrywam rzeczy, na które wcześniej nie zwróciłem uwagi. Nie oznacza to, iż po dziesiątym odsłuchu stwierdziłem, że to niezmiernie bogaty i kunsztowny album. Ani trochę. To proste granie, jak cep. Ale z głębią. I za to wielkie brawa. 

Wagner prowadzi też wytwórnię, w której wypuszcza swoje wszystkie twory. Ten album można nabyć na kasecie i winylu, oraz w wersji digital (liczę, że kiedyś także na CD, bo w tej chwili pozostaje dla mnie jedynie trzecia opcja, a choć nie jestem analogowym purystą, to za plikami nie przepadam). Wszystkie jego dotychczasowe materiały (nie tylko tego projektu), znajdziecie na Bandcampie wytwórni Brugmanziah. Jest tam co najmniej kilka naprawdę bardzo fajnych rzeczy. Polecam mocno! 

Wagner Ödegård - „Om undergång och de tretton järtekn”. Brugmanziah, listopad 2019.





2 komentarze:

  1. bdb kolego od serca,
    wyszlo toto na CeDe :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Skąd takie info? Wszędzie widzę tylko kasetę i winyl.

    OdpowiedzUsuń