poniedziałek, 13 stycznia 2020

Pięćdziesiąt procent.


Nie wiem do końca jaki jest sens wydawania takich splitów, jeszcze bardziej nie wiem jaki jest sens pisania o nich, ale ponieważ często robię rzeczy pozbawione sensu, to postanowiłem napisać. Poza tym, skoro już czterysta pięćdziesiąte dziewiąte wydawnictwo Nunslaughter stało się faktem, to czemu o nim kilku słów nie skrobnąć? Dodam tylko, że choć ten split wyszedł w 2019 roku, zespół zdążył już po nim wypuścić koncertówkę, split, epkę i dwie kompilacje. Nie wiem po co to wszystko komu, chodzi chyba tylko o jakiś rekord wszech czasów i zadowolenie kolekcjonerów, no ale dobra – wyszło, nie ma sensu z tym walczyć.

Split z Hatevomit, o którym dziś mowa, to całe cztery kompozycje! Po dwie na zespół, nikt mi więc nie powie, że ma to jakiś głębszy sens. Prawie jedenaście minut muzyki! Dobra, miałem już nie narzekać, więc przestaję, szczególnie, że ma ten split kilka plusów (jak widzicie straszny chaos mną targa – z jednej strony nie wiem po co to komu, z drugiej zauważam pozytywy). Nazwa Nunslaughter przyciąga, więc może chodziło o wypromowanie Hatevomit, który dorobek ma znacznie mniej okazały. Jeśli nawet, to w moim odczuciu udało się to średnio, gdyż turecko-niemiecki zespół zaprezentował się tu bardzo nierówno. Pierwszy numer jest, delikatnie mówiąc, średni, dopiero drugi może przyciągnąć uwagę, choć też żaden to morderca. Hatevomit łupie ten swój obskurny death metal bez większego polotu i przekonania, tak jakby robili to, bo muszą. Nie ma w tym większej iskry ani charyzmy, ot – kolejny podziemny projekt, który skupia się na tym by sobie pobluźnić. Może i takie rzeczy ruszają nastolatków, bo wiadomo, kozły, pentagramy i skóry, ale ja potrzebuję czegoś więcej niż tylko kolejnej kapelki wyróżniającej się tym, że niczym się nie wyróżnia. Na szczęście, w przypadku tego splitu, to „coś więcej” daje Nunslaughter. Oczywiście oni też nie grają niczego nowego, ale przynajmniej robią to na dobrym, solidnym poziomie. Pierwszy „Fuck the Bastard” nie trwa nawet dwóch minut, ale numery Hatevomit zmiata momentalnie. Nie oszukujmy się – tak należy grać ten brudny, chuligański black/thrash/death. Z młodzieńczą pasją, werwą i nieograniczoną niczym energią. Kolejny, ponad dwuminutowy „Satanic Slut” tylko to potwierdza. Panowie są w formie i warto co jakiś czas sprawdzić co u nich słychać (bo bycie na bieżąco w ich dorobku pozostawiam tylko największym maniakom). Szkoda, że zamiast dwóch, nikomu niepotrzebnych utworów Hatevomit, nie znalazły się tu ze dwie więcej kompozycje Amerykanów, bo byłoby to dużo przyjemniejsze dziesięć minut. 

Podsumowując – wydawnictwo zdecydowanie dla fanatyków Nunslaughter, szczególnie tych, którzy kolekcjonują. Fani Hatevomit (serio, są tacy?) też pewnie będą zadowoleni (bo numery Nunslaughter oczywiście), choć ten split może pokazać im przepaść pomiędzy zespołem bardzo dobrym a słabiutkim. Wisienką na torcie jest okładka. Wykonanie infantylne, ale fajnie, że koziołki mordują nie tylko klechę. 

Hatevomit / Nunslaughter - „Hatevomit / Nunslaughter”. GrimmDistribution, czerwiec 2019.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz