piątek, 17 stycznia 2020

Obrazem do dźwięku.


Drugi raz w ostatnim czasie trafiam na instrumentalny album black metalowy. Pierwszym był „Loneliness of my Life” rosyjskiego Ethir Anduin, o którym pisałem w październiku 2019 roku. Podobał mi się, jednak był dla mnie po prostu za długi. Tym razem trzymam w rękach piąty krążek niemieckiego Donarhall, zatytułowany „Helvegr”, z piękną okładką, która – nie będę tego ukrywał – jest powodem dzisiejszego tekstu. Muzycznie – jak w przypadku Rosjan – jest dobrze, ale też troszkę za długo. Łączy te płyty także wydawca, bo obie ukazały się pod szyldem Symbol Of Domination Productions.

Dlaczego okładka zdecydowała o tejże recenzji? Wystarczy na nią spojrzeć i powinno być to jasne. Mamy z Aleksem taką umowę, że on podsyła mi spis nowości, ja sobie odsłuchuję i wybieram rzeczy, o których chcę napisać. On je przysyła, ja piszę, ktoś (mam nadzieję) czyta, kupuje płytę, Aleks jest bogaty a ja mam co robić. Podczas ostatniej takiej operacji zwróciłem uwagę na tę okładkę i pomyślałem sobie – cholera, choćby to był cerkiewny góralski folk z dalekiego Kaukazu, to i tak mu napiszę by przysłał, bo tak mi się oprawa graficzna tego albumu spodobała. Na szczęście muzycznie jednoosobowy projekt Donarhall leży w kręgu moich zainteresowań, więc nie musiałem męczyć uszu ani wciskać kitu Aleksowi. Mogę z pełną satysfakcją raczyć oczy okładką, oraz wkładką, bo dodać trzeba iż całość oprawy utrzymana jest w stylu obrazu frontowego i robi niesamowicie pozytywne wrażenie. Oszczędnie, harmonijnie, schludnie, klimatycznie i z pomysłem. Tymi słowami mógłbym też w dużej mierze opisać muzykę Donarhall, wyrzucając „oszczędnie”. Bo „Helvegr” ma rozmach, ale (o czym pisałem przy okazji Ethir Anduin) musi go mieć, bo inaczej ciężko byłoby przebrnąć przez cały album pozbawiony wokali. Nie oszukujmy się, wnoszą one masę ożywienia, są często najbardziej charakterystycznym elementem albumu. Kiedy ich nie ma, trzeba kombinować. I Gnev (do niego jeszcze wrócimy) wykombinował. Umiejętnie zmieszał agresję z zadumą, dzięki czemu dostaliśmy krążek zróżnicowany, nie męczący monotonią, co przy jego długości (prawie pięćdziesiąt minut) ma znaczenie. Nie jest to co prawda album pełen wodotrysków, ale to dobrze, bo dzięki temu bliżej mu do klasycznych black metalowych dzieł. Wystarczają częste zmiany tempa, spora ilość melodii, tu i ówdzie gitara akustyczna, momenty naprawdę szybkie i agresywne i dostajemy ścieżkę dźwiękową godną długiego spaceru pośród leśnych ostępów. Kilka momentów to naprawdę porywające granie a otacza je poziom solidny, bez żadnych upadków. Klasyka goni tu klasykę i „Helvegr” niczego nowego do gatunku „atmosferycznego black metalu” nie wniesie, jest jednak jednym z najlepszych jego przedstawicieli, za którego nie trzeba się wstydzić. Nie jest to żaden wybitny album, ale stwierdzam krótko – ciekawszy od wielu posiadających wokale. A przecież wiemy, że tutaj jest to zabieg zamierzony, bo Gnev (występujący też jako Eugen) to człowiek, któremu pani bozia talentu nie poskąpiła. Ma kilka innych projektów, w których udziela się wokalnie (niedługo usłyszycie jego Necrochaos – premiera demo w lutym w Godz Ov War – polecam już dziś), kilka z nich słyszałem i wiem, że potrafi. Nie wiem jak ten facet znajduje czas na tyle muzyki, dość powiedzieć, że większość jego tworów to rzeczy jednoosobowe a – jak już wspominałem - „Helvegr” to piąty album Donarhall. Od 2017 roku! Prawdopodobnie nie je, nie pije (skandal!), może nawet nie śpi. No, ale dopóki żyje i nagrywa ciekawe rzeczy, to nie będę wnikał jak to wszystko robi. Niech robi. A Wam polecam „Helvegr”, na wieczory długie i krótkie, do książki czy też po prostu by się wyciszyć i porozmyślać. 

Donarhall - „Helvegr”. Symbol Of Domination / Black Metal Propaganda Deutschland, czerwiec 2019.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz