poniedziałek, 1 czerwca 2020

Niespodzianka.


Perunwit w mym muzycznym świecie obecny jest od bardzo dawna. Jako młody zapaleniec łykałem z ideologicznym zapałem materiały „Perkunu Yra Dang”, choć nie oszukujmy się, były dość prymitywne. Ale nie o wyrafinowanie wtedy chodziło. Dużą zmianę przyniósł album „Wszystkie odcienie szarości”, najbardziej metalowy i rozwinięty pod względem instrumentarium. Był zarazem ostatnim, któremu poświęciłem uwagę i czas. Od tamtej pory zdążyli wydać dwa krążki, ale ich kompletnie nie znam. Teraz trzymam w ręku split z Krainą Ziemi, który zadziwił mnie niezwykle pozytywnie. Dla mnie Perunwit powrócił.

czwartek, 28 maja 2020

Robaki w starej szkole.


Gdy w przesyłce poza płytą, znajdujesz garść zasuszonych robaków, wiedz, że coś się dzieje. I nie jest to wina poczty – bo paczka przeleżała w wilgotnym magazynie kilka miesięcy, ani kuriera, który ma syf na pace dostawczaka. Nie moi drodzy, te robaki znalazły się tam celowo. Zostały wrzucone z premedytacją, by towarzyszyć debiutowi Old Skull w drodze pod strzechy. I wysypują się z grzechotem, choć to nic, w porównaniu z dźwiękami wydobywającymi się z „Death Rattle”.

poniedziałek, 25 maja 2020

Z wizytą w Laponii.


Purity Through Fire, prężnie działająca niemiecka wytwórnia, potrafi w ostatnim czasie wypuścić naprawdę mocne krążki. Wystarczy wspomnieć ostatnie albumy Neptrecus („Ars Gallica” - tutaj) czy Mavorim (o „Axis Mundi” tu) i skala poziomu staje się jasna. Może nie wszystko sygnowane tym logiem jest wybitne, jednak poniżej bardzo solidnego poziomu wydawnictwa nie schodzą. Warto śledzić premiery, które są częste, zapewniam, że znajdziecie sporo wartych uwagi produkcji. Choćby debiut Finów zrzeszonych pod nazwą Nôidva. „Windseller” ukazał się w marcu i jestem mocno zdziwiony, że nie odbił się w podziemiu szerszym echem, gdyż jest to materiał porywający!


czwartek, 21 maja 2020

Ostatnie strony szkolnych zeszytów.


Jeśli przyjmiemy, że recenzja powinna oddać w jakimś stopniu ducha płyty, by czytający wiedział co go czeka, gdy już postanowi zanurzyć się w sferę dźwięków, to musiałbym dziś zamiast słów, wrzucić tu kilka ikonicznych okładek, wytartą skórę ponabijaną ćwiekami, kilka pasów z amunicją i co najmniej trzy zionięcia ogniem. Do tego morze alkoholu, stos odwróconych krzyży i akt urodzenia pochodzący z lat osiemdziesiątych. Wczesnych lat osiemdziesiątych, gdy black metal nie był jeszcze takim, jakim go dzisiaj wszyscy znamy. Gdy nie był nawet do końca zdefiniowany i jedynym wspólnym mianownikiem był diabeł i bluźnierstwo. I wszystko robiło się w jego imię.

wtorek, 19 maja 2020

Black metal romantyczny.


Po ponad dwóch latach od ostatniego premierowego materiału (nie wspominam o „Isenheimen”, bo to wznowienie), powraca mazowiecki Evilfeast, przynosząc nam dwie nowe kompozycje (z czego jedna to cover). Nie dużo, wystarczyło jednak, by wzbudzić szerokie zainteresowanie podziemnego świata. Poza tym, co też powinno zwrócić uwagę fanów leśnych dźwięków, towarzyszą im dwa numery holenderskiego Uuntar, który ma za sobą udany debiut z 2018 roku. Tym sposobem otrzymujemy split „Odes to Lands of Past Traditions”, który – nawiązując do tytułu – przenosi nas daleko w przeszłość. I jest to podróż bardzo przyjemna, tak dźwiękowo jak i wizualnie.

piątek, 15 maja 2020

Dwa w jednym, czyli komplet wyśmienity.


Nie słyszałem wcześniej o Voin Grim, pochodzącym z Ukrainy (dokładnie z Krymu, więc teraz to już nie bardzo Ukraina), jednoosobowym projekcie, za którym stoi Vojfrost. Żyłem bez tej znajomości nie najgorzej, ale teraz już wiem, że trochę szkoda, bo to bardzo przyjemny twór. Wśród wczesnowiosennego wysypu wydawnictw Werewolf Promotion, znalazł się kompilacyjny materiał „Bewitching Whirlwinds Of The Frozen Realms”, na którym znajdziemy dwie epki Voin Grim, wydane dotąd jedynie w formie cyfrowej.

środa, 13 maja 2020

Manifest dojrzałości.


Śląski dioboł, pod postacią Czorta, powraca z nowym rozdziałem nauczania. Tym razem czarną ewangelię przynosi „Apostoł”, nie dla wszystkich będzie to jednak przyjemny prezent. Padną gorzkie słowa i prawda zostanie wykrzyczana obłudnikom w twarz, ale to w przypadku Czorta żadna nowość. Nie bez przyczyny nawiązuję do debiutanckiego albumu, bo drugi pełniak to jego bardzo udane rozwinięcie. Zespół podąża swoją charakterystyczną drogą, nie wyrzekł się niczego, czemu hołdował na „Czarnej Ewangelii”, wiele natomiast poprawił i dopracował. A przy okazji trochę wypolerował, co w jakimś stopniu może być ukłonem ku bardziej wrażliwym słuchaczom. 

poniedziałek, 11 maja 2020

Północ w koronie.


Osiemnaście lat po premierze, dostajemy „Koronę” raz jeszcze. Po napisaniu tych słów, musiałem upewnić się dwa razy, czy nie zaszła pomyłka, ale nie – czas płynie szybko i nieubłaganie. Trzeci album North jest pełnoletni i nic tego nie zmieni. Dostajemy to wznowienie w ciekawym okresie, bo gotowy jest już najnowszy krążek torunian, który przerwie dziewięć lat ciszy. Warto więc przypomnieć sobie „Koronę”, szczególnie, że to – w moim odczuciu - album dla North przełomowy i jedyny w swoim rodzaju, jeśli idzie o dyskografię tego zasłużonego zespołu.

czwartek, 7 maja 2020

Zdunk, Kramer i stosy.


21 sierpnia 1811 roku, w Reszlu na Warmii (wtedy Prusy, dziś Polska), spalona została na stosie Barbara Zdunk. Oskarżona o podpalenie (oczywiście dorzucono jej czary, którymi miała tego czynu dokonać), którego nigdy do końca nie wyjaśniono. Przeszła długi proces, zamknięta w więzieniu pracowała dla swych oprawców jako prostytutka, rodziła za kratami dzieci. Wedle oficjalnych danych, był to ostatni europejski przypadek spalenia na stosie. Historię tę, jak i kilka innych, związanych z inkwizycją i stosami, przybliża nam na swym debiucie - „The Last Witch” - krakowski Igne Crematur, który czarownicom poświęcił tu wszystko, od swej nazwy i logo, przez teksty po oprawę graficzną.

wtorek, 5 maja 2020

Dunajec we mgle.


Za oknem coraz mocniej rozkwita wiosna, na horyzoncie czuć już wysokie temperatury lata. Wszystko to w okolicznościach niezwykłych, bo związanych z domową izolacją i ograniczoną aktywnością poza czterema ścianami. Ale wystarczy wziąć do ręki najnowszy album Old Leshy, by odbyć szybką podróż do krain chłodu, śniegu, górskich szczytów i izolacji innej, niż ta dzisiejsza. Zapowiada tę wyprawę oprawa graficzna albumu a muzyka potwierdza, że kierunek jest właściwy. „Pośród Monumentalnych Szczytów” to także podróż w przeszłość – tak muzyczną jak i światopoglądową.

niedziela, 3 maja 2020

Na dopingu.


Dziś przed Wami album, którego tytuł trudno wymówić, bez łamania języka. Właściwie jest to niemożliwe za pierwszym czy drugim razem. W każdym razie ja nie daję rady, końcówka morduje. Finowie mają zdolności do tworzenia takich słów. Ale mają też talent do black metalu i to powinna być dla nas najważniejsza informacja. Szczególnie, że Korgonthurus pochodzi właśnie stamtąd i niedawno wypuścił swój kolejny krążek. Słucha się go dużo lepiej, niż wymawia jego tytuł. „Kuolleestasyntynyt” to czysta przyjemność dla wielbicieli klasycznego black metalu na sterydach.

czwartek, 30 kwietnia 2020

Magiczna podróż wyobraźni.


Nie mogę nazwać siebie wytrawnym znawcą czy fanem ambientu, bądź dugeon synth, choć przez lata trochę takiej muzyki zagościło w moim życiu. Były to jednak głównie, kompozycje uzupełniające black metalowe albumy, jak choćby mistrzowski „Tomhet” Burzum czy – z tych nowszych - „Silent Call of Moon’s Temples” Satanic Warmaster. Trudno mi było zazwyczaj przebrnąć przez cały taki krążek, choć i tu bywały wyjątki – znowu przywołać muszę stary Burzum. Nie były one jednak moją codziennością i nie wracałem do nich często. Podejrzewam, że gdybym zagłębił się w tę scenę dostatecznie mocno, znalazłbym sporo interesujących pozycji, ale najzwyczajniej nie mam na to czasu, dlatego jeśli już coś do mnie trafia, to przypadkiem. Tak jak nazwa Old Sorcery, z tą jednak różnicą, że ona została na dłużej, bo płyta „Strange And Eternal” oczarowała mnie.

wtorek, 28 kwietnia 2020

Hrabia Drakula, nie Wład Palownik.


Milczenie Satanic Warmaster boli, ale na szczęście nie oznacza ono bierności samego Grafa Werwolfa. Marnotrawstwo takiego talentu byłoby grzechem a jak dobrze wiemy, grzech to zło. Fin stoi po stronie dobra i dlatego postanowił dać nam kolejny krążek projektu The True Werwolf. „Devil Crisis” mógłby wyjść pod szyldem Satanic Warmaster, bo jeśli pamiętacie „Fimbulwinter” z 2014 roku (jak ja kocham ten krążek, to jedno z najlepszych dzieł black metalu po 2000 roku) – a tym bardziej jeśli go lubicie – to jest to materiał dla Was. Mógłby być w dużym stopniu kontynuacją tamtego wspaniałego albumu, są jednak uzasadnione przesłanki ku temu, by na okładce widniało inne logo (będąc precyzyjnym, muszę zaznaczyć, że na okładce nie widnieje żadne logo; inna sprawa, że są dwie wersje okładki).

niedziela, 26 kwietnia 2020

Lilith wśród gwiazd.


Niewiele wiem o toruńskim Magu, wiem natomiast, że podczas pierwszego spotkania, zrobił na mnie spore wrażenie. Działo się to w listopadzie 2019 roku, w Toruniu, podczas drugiej edycji imprezy „De Revolutionibus Orbium Inferorum”. Mag otwierał to wydarzenie a ja miałem przyjemność obejrzeć cały koncert, gdyż zajmowałem taktyczne stanowisko na stoisku z merchem Misanthropic Rage. Przed samym koncertem był to jedyny stragan z pamiątkami i ludzie często dopytywali o tego, wtedy dla mnie tajemniczego, Maga. W pewnej chwili dostałem od samego zespołu pudełko z kasetami, by je sprzedać. Powiem tak – rozeszły się szybciej niż szynka w 1988 roku, rzucona do osiedlowego spożywczaka. To dało mi do myślenia. A potem panowie wyszli na scenę i zrozumiałem.

czwartek, 23 kwietnia 2020

Indonezyjskie piekło.


Indonezyjska scena black metalowa jest mi kompletnie obca. Tamtejsze rejony kojarzę raczej z death metalem. Okazuje się jednak, że i w azjatyckim kraju, będącym w przytłaczającej większości, krajem muzułmańskim, można sławić diabła. Jak pokazuje Veneration, można nawet wykazywać pewne tendencje do skręcania w prawo, co już – ze względu na pochodzenie projektu – pozostawię bez komentarza. Najważniejszym wnioskiem jest ten, że można tam grać black metal i to black metal solidny, klasyczny, śmierdzący piwnicą i starymi, dobrymi latami europejskiej sceny. Veneration udowadnia to na swym debiucie, epce zatytułowanej „Thy Infernal”.

wtorek, 21 kwietnia 2020

Braterstwo.


Informacje o nadchodzącym splicie Whoredom Rife z Taake, wzbudziły sporo emocji. Nic dziwnego, dwie uznane, norweskie nazwy na jednym krążku muszą wzniecić zainteresowanie. Z wypowiedzi lidera Whoredom Rife, dowiedzieliśmy się, że wydawnictwo to powstało, by przypieczętować znajomość obu zespołów, wieloletnią przyjaźń i wzajemny szacunek. I chyba tylko ten powód broni dostatecznie splitu „Pakt”, bo po jego wysłuchaniu, ciężko znaleźć inną, sensowną przyczynę wydania tych dwudziestu czterech minut muzyki (tak, wiem, finansowy na pewno, wiadomo, że się wyprzeda – jednak na tyle jestem wciąż naiwny, że tego aspektu nie biorę pod uwagę).

niedziela, 19 kwietnia 2020

Marcelinie i Georgowi.


Kilka miesięcy temu, pisałem o debiutanckim demo Vermisst (tu) i zamieszczonej przez zespół informacji, iż „nie są częścią naszego świata”. Sprawa została jeszcze wtedy wyjaśniona, bo oczywiście, że są, grając taką a nie inną muzykę. Minęło trochę czasu, zespół w styczniu wypuścił kolejny materiał. Tym razem jest to epka, wydana już na srebrnym krążku. I choć nie znajdziemy tu informacji, z jakiego muzycy są świata, to nic się w tej kwestii nie zmieniło. Nadal są z mojego, co zarazem oznacza, iż z tego mniej popularnego, właściwie nie popularnego za grosz. I mnie to nadal cieszy.

czwartek, 16 kwietnia 2020

Piwniczny przypływ.


Gdy całkiem niedawno pisałem o drugim demo Morbid Winds (tu), poświęciłem kilka słów jego oryginalnej okładce. Dziś przeczytacie o innym wydawnictwie, którego twarzą jest dzieło tego samego autora a co za tym idzie, jest to obraz wybitnie nietuzinkowy. Tym razem, wkładka zawiera informację o tożsamości artysty, nie zdradzę więc wielkiej tajemnicy, pisząc iż jest to Diabolizer, perkusista kilku uznanych zespołów. Tu jednak udziela się tylko graficznie, bo sfera dźwiękowa należy do Cadaveric Possession i Aggressive Mutilator. A sam obraz jest tak prymitywny, że aż uroczy.

wtorek, 14 kwietnia 2020

Włócznie w żebrach Chrystusa*.


W ostatnim czasie – mam tu na myśli jakiś rok, może dwa – trafia w me ręce coraz więcej muzyki pochodzącej z Serbii. Nie wiem, może zawsze tak było, tylko nie zwracałem uwagi? Raczej nie, bo ja zawsze zwracam uwagę na kraj pochodzenia, tak jak w przypadku pomidorów czy jabłek. Może po prostu tamtejsza scena, została wreszcie lepiej dostrzeżona i dzięki temu na szersze, podziemne wody, wypływa więcej ciekawych projektów. Jedne lepsze, drugie przeciętne, ale nie trafiłem jeszcze na kompletny dramat. Nowy krążek Angelgoat tego nie zmieni, choć do ekstraklasy mu daleko.

niedziela, 12 kwietnia 2020

Krew Piusa VII.


Departure Chandelier wypuścił właśnie nowe demo. Nie byłoby w tym nic dziwnego, jednak czy ono na pewno jest nowe? Jak informuje sam zespół, materiał pochodzi z 2010 roku i był do tej pory skrzętnie ukrywany w szufladzie napoleońskiego biurka. I chyba tylko jakiejś dyplomatycznej pomyłce, polegającej na otwarciu tejże szuflady, zawdzięczamy możliwość obcowania z „Dripping Papal Blood”. Ale czy na pewno? Przyjrzałem się chronologii wydawnictw duetu zza oceanu i szczerze mówiąc, podejrzanie to wygląda.

piątek, 10 kwietnia 2020

Mityczne wzgórza*.


Współpraca rodzimej Fallen Temple z Finami z Vonülfsrëich trwa w najlepsze. We wrześniu 2019 roku częstochowska wytwórnia wypuściła epkę „Ylfsreälm Inguz” (pisałem o niej tu), marzec 2020 roku przynosi wznowienie pierwszego długograja fińskiego zespołu, „Hyperborëan Hills”. Materiał pochodzi z 2017 roku i do tej pory ukazał się jedynie na winylu, za sprawą Darker than Black Records. Wznowienie na srebrnym krążku cieszy, bo to naprawdę solidny krążek. I wreszcie widać coś na okładce!

środa, 8 kwietnia 2020

Właściwy kierunek.


Proszę państwa, jak nam się ładnie ten Thurthul rozwinął! W styczniu 2019 roku pisałem o debiucie projektu (tutaj), założonego przez Griefa, dla którego podstawowym tworem była (i pewnie jest) Nyctophilia (jak ktoś nie zna – tu może poczytać). Epka „Heritage & Blood” była przyzwoitym startem, ale miała swoje braki, niedociągnięcia – jednym słowem, było nad czym pracować. Gdy dziś słucham „Fury of Ancient Race” wiem, że Filip nie przespał tego czasu. Pełnowymiarowy debiut to bardzo udany album. Prawdopodobnie najlepszy krążek spośród wszystkich, jakie stworzył Grief.

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Druga śmierć.


Zaskakująco często przychodzi mi pisać o warszawskim Incinerator. Zaskakująco, bo jednak najczęściej pochylam się nad black metalem, ale kiedy dostaję ich materiał do recenzji, nie unikam, bo lubię ten obskurny death metal, który tworzą. Przeczytałem gdzieś niedawno, że podobno się rozpadli, ale skoro leży przede mną świeże wydawnictwo z ich logiem, warto o nim napisać. Poza tym, liczę, że to tylko plotka. Chłopaki często angażują się w splity i nie inaczej jest tym razem. „The Second Death” to materiał dzielony z argentyńskim Pure Massacre i nie powinien on zawieść żadnego fanatyka death metalu starej szkoły.

niedziela, 5 kwietnia 2020

The Fall, odsłona druga.


Gdy rozmawialiśmy ostatnim razem (tutaj), poruszane były sprawy kilku projektów muzycznych, które tworzy bądź współtworzy The Fall. To jednak był lipiec 2019 roku a dziś, w kwietniu 2020 jesteśmy świeżo po premierze drugiego krążka Medico Peste i dlatego większość poniższej rozmowy poświęcona jest temu zespołowi oraz albumowi „The Black Bile” (recenzja tutaj). Nie znaczy to jednak, iż nie poruszyliśmy także kilku innych kwestii. Zapraszam.


piątek, 3 kwietnia 2020

Wiatry przeszłości.


Nie wiem kto tworzy okładki dla Morbid Winds, ale bez wątpienia są to jedne z najoryginalniejszych obrazów w black metalu. Przed sobą mam ich najnowsze demo, „The Ruin of Forgotten Desolation”, z którego spogląda na mnie jakiś dziwny osobnik, z wielkimi oczami, narysowany w sposób dosadnie prosty, ale to jeszcze nic – sprawdźcie okładkę ich pierwszego demo! Ona w połączeniu z jego tytułem, mówiąc delikatnie zadziwia. Ale – nie o grafikach dziś będzie, zostawmy je na boku, bo Morbid Winds grają naprawdę dobrą muzykę i już na wstępie polecam ich drugie demo.

środa, 1 kwietnia 2020

Oczekiwania a rzeczywistość.


Mam mieszane uczucia. Dziwne, bo nie powinienem, ale tak to jest jak sobie człowiek coś ubzdura i twardo się tego trzyma, choć nie ma ku temu wielkich podstaw. Nie powinienem, bo „ב: The Black Bile” to bardzo dobry krążek. Problem w tym, że ja, w swej nieskończonej mądrości, spodziewałem się czegoś innego. Dlaczego? Choćby dlatego, że w rozmowie, jaką odbyliśmy w lipcu 2019 roku (tu do poczytania), The Fall stwierdził, iż będą szli drogą wyznaczoną przez „Herzogian Darkness”. No i niby idą, więc moje zdziwienie jest nie na miejscu, ale – czy tylko ja oczekiwałem bardziej szalonego, chaotycznego i pokręconego krążka, niż ten, który dostaliśmy?


poniedziałek, 30 marca 2020

Anno Domini 1675.


Krupina to niewielkie miasto w południowo-centralnej Słowacji, posiadające bogatą historię, która sięga dwunastego wieku a może nawet epoki brązu. Jest jednym z najstarszych miast na tego kraju, prawa miejskie otrzymała już w 1238 roku. Otoczona wzgórzami, z dalszej perspektywy, wygląda przyjaźnie i gościnnie. Nie dla wszystkich jednak taka była, szczególnie w wieku siedemnastym. W Europie płonęły wówczas stosy, które nie ominęły starej Krupiny. W mieście doszło do procesów o czary i spaleń domniemanych wiedźm. Tę historię, za pośrednictwem swego najnowszego albumu, opowiada nam niestrudzony piewca słowackich dziejów i folkloru, uroczy bajarz, Malokarpatan. Ognie w Krupinie znowu zapłonęły.

niedziela, 29 marca 2020

"Historia to wojna" - rozmowa z Ahto, wokalistą Loits.


Od dawna nosiłem się z zamiarem przeprowadzenia tego wywiadu, bo Loits to zespół, który bardzo szanuję i lubię. Z jego wokalistą, Ahto, rozmawiamy co pewien czas, ale raczej niezobowiązująco. Pisałem też dwa razy o ich muzyce (możecie te teksty przeczytać tutaj). Nigdy jednak nie poszedłem o krok dalej. Gdy więc ich powrót stał się faktem, postanowiłem wykorzystać okazję i wreszcie zadać temu sympatycznemu Estończykowi kilka pytań. Poniżej zapis tejże „konwersacji”, w dwóch wersjach językowych: polskiej i angielskiej.

czwartek, 26 marca 2020

W kierunku południowej Europy.


Debiutanckie demo Dead Dog’s Howl miało być – w zamyśle twórców – hołdem złożonym starej szkole black metalu, tej z początków lat dziewięćdziesiątych, ze szczególnym naciskiem na Grecję. Zadanie teoretycznie proste, ale tylko teoretycznie, bo wpaść można w kilka pułapek, szczególnie w tak specyficznej tematyce jak klasyczny black metal z Hellady. Była to (i nadal jest) tak charakterystyczna szkoła, tak inna i tak oryginalna, że mam prawie pewność - żeby tak grać, trzeba było się tam urodzić i wychować. Czy więc „Mausoleum of Confessed Thoughts” dorosło do planów i zamierzeń swych twórców? Odpowiedź nie jest prosta, bo i tak, i nie. W pewnych wymiarach udało się to jak najbardziej, jednak w podstawowym aspekcie, który dla mnie definiuje starą szkołę greckiego black metalu, nie wyszło.

wtorek, 24 marca 2020

Czerwony smok.


„Death Clan OD”. Zaintrygowała mnie końcówka tytułu najnowszego krążka Serpent Noir, postanowiłem więc dowiedzieć się o co chodzi. Nie było to trudne, gdyż sporo wyjaśniają informacje zawarte we wkładce. Otóż, moi mili, jest to skrót od Ordo Draconis (pełna nazwa to Dragon Rouge: Ordo Draconis et Atri Adamentis), organizacji zgłębiającej tajniki szeroko pojętego okultyzmu, założonej przez Thomasa Karlssona. Tego samego, który jest autorem większości tekstów Therion. Odpowiada on również za zawartość liryczną trzeciego albumu Serpent Noir, który tejże organizacji jest dedykowany i poświęcony.

niedziela, 22 marca 2020

Wszystkie kwiaty Holandii*.


Powszechnie wiadomo, że uprawa i hodowla kwiatów, to w Holandii rzecz doprowadzona do rangi sztuki. Wielu z Was na pewno widziało piękne kompozycje stworzone za pomocą tych roślin, niejednokrotnie zapierające dech w piersiach. Dość powiedzieć, że w Niderlandach kwiat znaczy więcej, niż w innych krajach. Pewnie właśnie dlatego, tylko kwestią czasu było, gdy jeden z symboli tego kraju trafi w obszar zainteresowania lokalnego black metalu. Wraz z premierą nowego krążka Fluisteraars, ten czas właśnie nastał. „Bloem”, czyli kwiat, rozkwitł w lutym tego roku i warto się nad nim pochylić.

piątek, 20 marca 2020

Czyste południowe zło.


Kiedy w moje ręce wpada materiał z Ameryki Południowej, automatycznie spodziewam się totalnego szaleństwa, brudu, piekła, siarki, diabła w stężeniu większym niż alkohol w spirytusie i bluźnierstwa rozmiaru XXL. Tamtejsze hordy słyną z bezkompromisowości i całkowitego oddania pierwotnym ideom ekstremalnego metalu. Gdy więc dotarła do mnie nowa płyta peruwiańskiego Putrid, nie spodziewałem się romantycznych ballad mogących umilić randkę. I choć takowych oczywiście nie dostałem, to jednak „Antichrist Above” trochę mnie zaskoczył.

środa, 18 marca 2020

Odcienie smutku i piękna.


Kto słyszał wydaną w 2017 roku debiutancką epkę Rotting Kingdom, ten wie, że królestwem Amerykanów są lata dziewięćdziesiąte i czasy świetności brytyjskich gigantów death/doom metalu Kto nie słyszał, ten trąba i jak najszybciej zalecam poprawę (tu o niej pisałem). Wydany niedawno pełnowymiarowy debiut, powinien usłyszeć każdy, komu bliskie są takie dźwięki, bez względu na to, czy zna wspomnianą już epkę. Stanowi ona co prawda dobry wstęp do „A Deeper Shade of Sorrow” (tak na marginesie – tytuł jak z podręcznika gatunku, perfekcyjny), ale tylko wstęp. Album to kolejny etap, naturalny krok rozwoju, dojrzałe rozwinięcie pięknej historii rozpoczętej w 2017 roku.

niedziela, 15 marca 2020

Bliżej ziemi.


Nécropole i Caverne. Dzieci jednego człowieka. Można zadać pytanie, czy utrzymywanie przy życiu dwóch projektów, egzystujących w ramach black metalu i rodzących się w tym samym umyśle, ma sens. Najlepszą odpowiedzią jest wydany w tym roku drugi album Caverne, „Omphalos”. Jej uzupełnieniem powinien być „Solarité”, ostatni krążek Nécropole (o nim tutaj), z końcówki 2018 roku. Choć na pozór podobne (największa w tym zasługa wokali), różnią się znacznie. Ale siła obu tkwi w tych samych obszarach, choć oczywiście najwięcej tu emocji. Bo taką właśnie muzykę komponuje Amertume. Ważne, że Caverne to nie Nécropole a Nécropole, to nie Caverne.

czwartek, 12 marca 2020

Oddział zamknięty.


Już na wstępie, znak ostrzegawczy: recenzowany dziś album to rzecz wyłącznie dla fanów Xarzebaal. Jeśli ktoś nie przebrnął przez trzy pełniaki duetu z Bydgoszczy, do debiutu Nurtu Ognia nie ma nawet co siadać. Szczerze, to nawet twardziele, którzy lubują się w piwnicznym prymitywizmie Xarzebaal, mogą mieć z tym materiałem problem. Bo tu nie wystarczy kochać piwnicę, brud i proste dźwięki. By rozsmakować się… co ja mówię - by dotrwać do końca tego krążka, trzeba mieć po prostu mocno pokręconą psychikę, albo ogromną siłę woli. Ja dotrwałem, tłumaczę to sobie tym drugim, oraz recenzenckim obowiązkiem i chyba jest to trafne tłumaczenie, bo raczej do tego materiału wracał nie będę.

wtorek, 10 marca 2020

Krzyk.


Jakież było moje zaskoczenie, gdy na dwie godziny przed koncertem, dowiedziałem się, że w Turii za mikrofonem stoi kobieta! Ich ostatniego albumu słucham od jakiegoś czasu, no ale po prostu nie sprawdziłem. Nic nie wzbudziło moich podejrzeń. Dlaczego w ogóle od tego zaczynam? Bo wokale w tym zespole są niesamowite! Pani, z którą finalnie udało mi się zamienić kilka słów, robi doskonałą robotę. By szybko i celnie opisać jej wysiłki posłużę się fragmentem tekstu drugiego utworu z „Degen van Licht”: „...zdesperowane krzyki / wypełniają niesamowite wysokości / z echem udręki!” (tłumaczenie za pomocą google translatora, więc za jego dokładność nie ręczę). 

niedziela, 8 marca 2020

Góra emocji.


Kiedy w styczniu 2019 roku ukazała się epka „Empyrée”, na krótki moment uległem jej czarowi. Było to silne, acz krótkie doświadczenie. Najprawdopodobniej najsilniejszym bodźcem ku temu była niesamowita okładka. Francuzi z Cénotaphe wykorzystali przepiękny obraz Jacka Malczewskiego - „W tumanie”. Muzyka jednak dość szybko mi się osłuchała, nie potrafiła zatrzymać mnie na dłużej i głębiej zainteresować (ostatnio do niej wróciłem i sytuacja w naszej relacji się polepszyła). Mamy marzec 2020 roku i od miesiąca, dość regularnie słucham „Monte Verità”, pełnowymiarowego debiutu Francuzów. Bo tu jest odwrotnie. Pierwszy odsłuch mnie nie porwał, ale dałem szansę i już przy drugim i trzecim wiedziałem, że będzie ich dużo, dużo więcej.

czwartek, 5 marca 2020

Siła okładki.


Chodziła za mną ta okładka od dawna. Jej twórcą jest Robert A. von Ritter, którego prace bardzo lubię i cenię. Sugestywny rysunek, tchnący prostotą, w połączeniu ze złotymi logówkami zespołów, daje doskonałą okładkę. Zapada w pamięć a ja już tak mam, że jak mi się wryje w głowę jakiś obraz, to długo nie chce jej opuścić. Cóż z tego, skoro jakoś nie było okazji by pochylić się nad tym wydawnictwem. Okazało się jednak, że jest to premierowy materiał wydany na srebrnym krążku przez wytwórnię Piotra z Martwej Aury. Kiedy więc wysyłał mi ostatni numer R’lyeh Zine, dorzucił ten właśnie split Incinerator / Profanity Angel. I nie był to koniec niespodzianek.

wtorek, 3 marca 2020

Imperium klasyki.


Riff otwierający „Sacrificial Circle” uświadamia mi, z całą swą mocą, że granie death metalu starej szkoły, żywcem wyciągniętego z lat dziewięćdziesiątych wciąż ma sens. To drugi utwór na albumie, który dla wielu mógłby nie istnieć, bo nie wnosi kompletnie nic nowego do gatunku. Ci sami ludzie mogliby powiedzieć, że to wszystko już było, już sukcesy odnosiło, już zebrało dość laurów. I pewnie mieliby sporo racji. Tylko kogo to obchodzi? Skoro po chwili wjeżdża czwarty „Unholy Death Metal” i jest kompletnie pozamiatane, gęba się cieszy a wszyscy spece od eksperymentów mogą jedynie robić pod siebie.

niedziela, 1 marca 2020

Trylogia w jednym tomie.


Są takie dni, kiedy wszystko jest lepsze, wyraźniejsze, przyjemniejsze i aż chce się żyć. Takim dniem był bez wątpienia ten, w którym dowiedziałem się o powrocie Loits. Estoński zespół trwał od dłuższego czasu w uśpieniu, co – biorąc pod uwagę jego potencjał – było bardzo kiepskim stanem rzeczy. Dziś sytuacja jest dużo lepsza. Wrócili do koncertowania, wznawiane są stare wydawnictwa i ukazują się nowe. No, może nie całkiem nowe, bo materiał zawarty na „Furor Aesticus: Prelude to the Vere Kutse Kohustab” powstał jeszcze przed drugim pełniakiem zespołu. Ale po raz pierwszy dostajemy go na jednym krążku, w dodatku srebrnym.

niedziela, 23 lutego 2020

Skarby w lesie.


Fiński Norrhem darzę dużą sympatią. Mają swój wyraźny i jasno określony styl, nie nagrali niczego, co w moim odczuciu byłoby kiepskie. Umiejętnie balansują na granicy akceptowalnego wykorzystania klawiszy i melodii w black metalu, nie popadając w groteskowość ale też nie siląc się na pozycję najbardziej złego zespołu w dziejach. Właśnie wydali drugiego długograja i choć mój początkowy entuzjazm (porównywalny do ognia na okładce), lekko przygasł po pierwszym odsłuchu, bo „Koitos” klasy poprzedników nie osiąga, to będę się upierał, że to naprawdę dobry krążek.

niedziela, 16 lutego 2020

Ciężko.


„Aspects of Oblation” to split zespołów, które do mej codzienności muzycznej nie należą, jednak lubię i szanuję to, co do tej pory stworzyły. Dziś nie będzie black metalu, jeno death/doom w wykonaniu Druj i Loathfinder, choć szczerze mówiąc ci drudzy nie do końca mieszczą się w tej szufladzie. Oba zespoły gościły już na tej stronie, bo mają za sobą po jednym wydawnictwie dla Godz Ov War Productions i jeśli ktoś przegapił tamte materiały (pisałem o nich tu i tu), to już na wstępie polecam poznanie ich – są dobrą podbudową pod ten split.

czwartek, 13 lutego 2020

Oś świata.


Moja znajomość z Mavorim zaczęła się w 2018 roku, gdy zaintrygowany okładką, sięgnąłem po split zatytułowany „Verbrannte Erde”. Drugim bohaterem tego wydawnictwa było Totenwache i choć nie porwało mnie ono jakoś specjalnie, to pozwoliło obie nazwy zapamiętać. Jak wiemy, Totenwache w 2019 roku uraczyło nas doskonałym „Der schwarze Hort”, natomiast Mavorim – choć to projekt jednoosobowy – był jeszcze aktywniejszy. Grudzień 2018 roku przyniósł pełnowymiarowy debiut - „Silent Leges Inter Arma” - materiał dobry, momentami wręcz bardzo dobry, ale to jeszcze nie była pełnia szczęścia. Przyniósł ją dopiero początek tego roku, za sprawą „Axis Mundi”, który pokazał ogromne możliwości niemieckiego projektu. Drugi pełnowymiarowy album opętał mnie i nie potrafię się od niego uwolnić. Dobrze, że w 2018 roku trafiłem na ten split. Fortuna czuwała. Jestem jej wdzięczny za poznanie obu tych doskonałych tworów.

wtorek, 11 lutego 2020

Kolejne oblicze.


Jakiś czas temu pisałem o Donarhall, niemieckim jednoosobowym projekcie, wykonującym instrumentalny black metal. Dziś przed nami Necrochaos, niemiecki death metal, również będący projektem jednoosobowym. Oba łączy oczywiście osoba twórcy, człowieka, który zgłębił już chyba większość gatunków ciężkiego grania. Nie było mi dane poznać wszystkich jego muzycznych wcieleń, ale te, które słyszałem, nigdy poniżej solidnego poziomu nie zeszły. Jak wygląda to w przypadku debiutu Necrochaos? Całkiem dobrze, choć mogłoby być lepiej.

niedziela, 9 lutego 2020

Hamburgery w Wilnie.


Oprawa graficzna tej płyty to dramat i pewnie gdyby Marcin z Mythrone Promotion, nie napisał do mnie w sprawie recenzji, ominąłbym ją szerokim łukiem. Okładka aż krzyczy: „jesteśmy czwartoligowym zespołem death metalowym z kraju X, o którym nigdy nie słyszeliście, brzmimy jak z generatora a nasze płyty ubarwiają grafiki upośledzonego kolegi, któremu chcemy pomóc”. No tylko omijać. A byłby to błąd. Bo muzyka litewskiego (słyszałem o takim kraju!) Regressive to kawał konkretnego black’n’rolla, w niczym nie ustępującego tuzom takim jak choćby Midnight. A grafiki? Cóż, jeśli motto zespołu brzmi „stay fuckin regressive”, trudno oczekiwać Matejki.

piątek, 7 lutego 2020

Hamburgery w Cleveland.


Pisanie recenzji takich albumów uważam za kompletny nonsens. Precyzując – takich albumów w szczególności, bo generalnie uważam recenzje, w dzisiejszych czasach, za nikomu do niczego nie potrzebne. Dlaczego piszę o tym akurat przy okazji nowego krążka Midnight? Bo, po pierwsze, wszyscy już ten album słyszeli, a to – i tu po drugie – taki samograj, tak dobry w swojej bajce, że nie trzeba nikomu recenzji, by się o tym przekonać. Wystarczy go odpalić i już pierwszy numer mówi wszystko.

środa, 5 lutego 2020

Zatrzymani w czasie.


Kuba była kiedyś rajem. Warunki klimatyczne i pogodowe czyniły z niej idealny cel wakacyjnych podróży. Bliskość gospodarczego giganta w postaci Stanów Zjednoczonych, zapewniała nieprzerwany dopływ turystów. Rozwijało się hotelarstwo, usługi, handel i wszystko co związane z rozrywką. Potem kilku smutnych panów postanowiło wcielić w życie wspaniałe idee socjalizmu i uszczęśliwić tubylców dobrodziejstwem tej wielkiej myśli gospodarczej. Kuba przestała być rajem, zatrzymała się w czasie. I choć taki obrót spraw nie wprawił jej mieszkańców w szampański nastrój, to takowy proces nie zawsze musi być negatywny.

poniedziałek, 3 lutego 2020

Nawiązania, odniesienia i chaos.


Nie ukrywam, że moje oczekiwania związane z Wilczycą, były spore. Liczyłem na coś… w zasadzie sam nie wiem na co liczyłem, trudno to określić, bo po prostu w jakimś stopniu liczyłem na wszystko. Że będzie to coś trochę nowatorskiego a trochę nie, że wniesie do polskiej piwnicy ożywczy chłód a z drugiej strony utrzyma najlepsze standardy zatęchłych lochów. Co otrzymałem? Płytę na miarę moich oczekiwań. Trochę tego, trochę tamtego, niestety konkretów najmniej. Z drugiej strony zadając głupie pytanie, nie oczekuj mądrej odpowiedzi. Często o tym zapominam.

niedziela, 2 lutego 2020

Zaćmienie nad Grecją.


Grecki Empire Of The Moon na polu wydawniczym nie należy do przodowników pracy. Trudno wypinać pierś do orderów, gdy wydaje się trzy materiały w ciągu dwudziestu trzech lat. Ale kiedy już coś wydają, można oczekiwać wysokiej jakości. Oraz konsekwencji, w każdym razie w kwestii pełnych albumów (demo to inna epoka, po nim było siedemnaście lat przerwy). Jak przystało na zespół nazywający się Imperium Księżyca, panowie raczą nas jego fazami, bądź po prostu zjawiskami z nim związanymi. Sześć lat temu dostaliśmy pełnię, dziś możemy wsłuchiwać się w „Έκλειψις”, czyli zaćmienie.

piątek, 31 stycznia 2020

Chwała Słońcu!


Nim zagłębimy się w to wydawnictwo, ustalmy sobie jedno. Helios, choć wielu kojarzy się z kinem, był (a może wciąż jest) greckim bogiem Słońca oraz jego uosobieniem (w grece Helios to po prostu Słońce). Sprawa jest poważna, bo gość był jednym z tytanów, każdego dnia przemierzał niebo swym rydwanem, dawał Światu życie i światło. Radość. Trzymał w ryzach czas, wyznaczając dzień. Nie jestem więc pewien, czy zatytułowanie zbioru dźwięków, kojarzących się z ciemną otchłanią, jego imieniem, jest dobrym pomysłem. Takich wątpliwości nie mieli Portugalczycy z Summon, no ale u nich słońca nie brakuje, Helios obdarza ich szczodrze, pewnie więc wiedzą lepiej.

środa, 29 stycznia 2020

Tańce w lesie.


Byłem już praktycznie pewien, że tym razem udało się podsumować rok, bez pominięcia jakichś naprawdę wartościowych pozycji i tym samym powtórzenia sytuacji z roku ubiegłego. Cóż, cwaniaka grałem przed samym sobą do momentu odkrycia projektu, który ciekawy jest z co najmniej kilku powodów. Oczywiście to jego muzyka dałaby mu miejsce w podsumowaniu 2019 roku, ale już sama nazwa zwraca uwagę na tyle, by się zainteresować. No bo kto nazywa black metalowy projekt Wagner Ödegård?

poniedziałek, 27 stycznia 2020

Kocioł.


Trzymam właśnie w rękach wydawnictwo kolejnego zespołu, w którego skład wchodzi nasz ulubiony, niestrudzony Nowozelandczyk Andrzej, od lat mieszkający w Europie i ukrywający się pod pseudonimem Krigeist. Znacie go z Barshasketh, Belliciste (coś już o nich pisałem) i kilku innych projektów. Pod koniec 2019 roku podarował nam Nadsvest (też pisałem) a teraz dorzuca swoje trzy grosze (a raczej cztery struny) do najnowszego krążka serbskiego Svartgren. I znowu wygrywa, bo „Divlja vatra” to album bardzo dobry.

niedziela, 26 stycznia 2020

Drave znaczy Quebec.


Kanada nie daje o sobie zapomnieć. Quebec tym bardziej. Pewnie i tak byśmy pamiętali, bo przecież rejon ten wypuścił już masę świetnych albumów, ale grupka niezwykle utalentowanych muzyków, mających tam swą małą ojczyznę, nie próżnuje i co jakiś czas lubi zaznaczyć swą obecność. Tym razem witamy na scenie nowy twór, powołany do życia przez dobrze nam znanego, samowystarczalnego muzyka o pseudonimie Monarque. Tak, to ten od projektu Monarque (tu o ostatniej epce) oraz kilku innych tworów. Nowe dziecko Quebecu zwie się Drave i jest to nazwa, którą warto zapamiętać.

piątek, 24 stycznia 2020

Przebudzenie zagłady.


Za jednoosobowym projektem Severe Storm, stoi Kolan, człowiek, którego możecie kojarzyć ze wspaniale rozwijającego się Odour of Death (o ich ostatnim wydawnictwie pisałem w środę). Severe Storm to twór starszy, istniejący od końca lat dziewięćdziesiątych (aktywność wydawnicza od 2004 roku), nie rozpieszczający nas jednak dużą ilością nagrań. Październik 2019 roku przyniósł dopiero drugi pełnowymiarowy album, zatytułowany „The Awakening”, o którym postanowiłem kilka słów napisać.

środa, 22 stycznia 2020

Śląska duma.


Ależ pięknie Odour of Death rozwija się na naszych oczach! Gdy debiutowali w 2016 roku, nie spodziewałem się, że już trzy lata później będą bohaterami doskonałego splitu „Credo in Mortem”, który w mojej opinii sadowi ich w ekstraklasie polskiego black metalu. Zrobili to jednak i najwyraźniej nie mają zamiaru opuszczać elity, co potwierdzają wydanym właśnie czwartym materiałem studyjnym. „Satanic Devotion” ukazał się w styczniu, ale już teraz mogę Was zapewnić, że będę o tej epce pamiętał podczas grudniowych podsumowań 2020 roku.

poniedziałek, 20 stycznia 2020

Rosyjska klasyka.


Rosja, choć kraj to ogromny, nigdy nie zalewała Świata dużą ilością black metalowych zespołów. Stosunek wielkości i liczby ludności, do wartościowych tworów muzycznych nie wygląda w przypadku dawnego kraju carów najlepiej. Nie wykluczam, że może kryć się tam sporo ciekawych projektów, jednak rzadko cokolwiek trafia na szersze europejskie salony podziemne. Czasami mam wrażenie, że wraz z naszą wschodnią granicą, kończy się black metalowy świat i zaczynają pola nieurodzaju. Pomimo tego, raz na jakiś czas, ojczyzna Dostojewskiego i Rachmaninowa wypluje z siebie coś wartego uwagi. Do tej kategorii bez wątpienia zalicza się najnowszy album Navjarmaahr, zatytułowany „Navje”.

piątek, 17 stycznia 2020

Obrazem do dźwięku.


Drugi raz w ostatnim czasie trafiam na instrumentalny album black metalowy. Pierwszym był „Loneliness of my Life” rosyjskiego Ethir Anduin, o którym pisałem w październiku 2019 roku. Podobał mi się, jednak był dla mnie po prostu za długi. Tym razem trzymam w rękach piąty krążek niemieckiego Donarhall, zatytułowany „Helvegr”, z piękną okładką, która – nie będę tego ukrywał – jest powodem dzisiejszego tekstu. Muzycznie – jak w przypadku Rosjan – jest dobrze, ale też troszkę za długo. Łączy te płyty także wydawca, bo obie ukazały się pod szyldem Symbol Of Domination Productions.

środa, 15 stycznia 2020

Surowa północ.


Ruho czyli padlina. Nieuchronne skojarzenie z angielskim Carcass przychodzi szybko, jednak powinno także szybko odejść, gdyż są to dwa różne muzyczne światy (szczególnie biorąc pod uwagę dzisiejszą popelinę graną przez wyspiarską legendę). Padlina z kraju tysiąca jezior, para się sztuką tamże najpopularniejszą (zaraz po piciu oczywiście), czyli black metalem. Niedawno nakładem rodzimej Fallen Temple ukazał się ich drugi pełniak i to jemu się dziś przyjrzymy.