poniedziałek, 9 grudnia 2019

Bułgarska wolność.


Pisząc tę recenzję, dogoniłem wreszcie Bułgara (bo projekt to jednoosobowy) z Hajduk. Gdy publikowałem tekst o debiucie „Кръв” („Krew” - tutaj), dostępna była już druga epka „Природа” („Natura” - tu). Pisałem o drugiej, była już bohaterka dzisiejszej recenzji. Tym razem jednak wiedziałem, że będę miał komfort, bo „Свобода” najprawdopodobniej zamyka muzyczną trylogię dotyczącą Bułgarii. Nie mogę mieć oczywiście stu procentowej pewności, jednak flaga tego kraju posiada tylko trzy kolory i wszystkie trzy już się pojawiły (szczegółowe wyjaśnienie całego zamysłu w tekście o „Naturze”). Dziś, cali na biało, podsumowujemy ten niezwykle ciekawy koncept.

„Свобода” („Wolność”) to tylko dwa utwory, ale czasem trwania dorównuje dwóm poprzednim materiałom składającym się na flagę Bułgarii, a konkretnie na koncept poświęcony sprawom istotnym i temu właśnie krajowi. Muzycznie można je usytuować pomiędzy „Krwią” a „Naturą”, bo choć szybkie i dość agresywne, nie mają tej ostatniej tyle co debiut, nie jest to też ten sam poziom mocy. Są jednak bez wątpienia dużo szybsze i potężniejsze od zielonej poprzedniczki, ale to dziwić nie może, bo przecież tam chodziło o oddanie spokoju natury. „Свобода” to znowu tematy bardzo podniosłe i taka właśnie jest muzyka. Dwie długie kompozycje, dość jednostajne w swym tempie, ale wzbogacone ciekawymi melodiami i okraszone podobnym do poprzedniczek brzmieniem. Niestety, nic nie mówią mi ich tytuły (w przypadku wcześniejszych materiałów dało się coś wywnioskować, a tekstów niestety nie ma), są to odpowiednio: „Do widzenia” i „Moja modlitwa”. Mogę z dużą dozą pewności przyjąć, że w jakiś sposób odnoszą się do historii Bułgarii, ale szczegółów Wam nie podam. To najmniej wyrazisty materiał Hajduk i zarazem najsłabszy, choć nadal na wysokim poziomie. Trudno zresztą było tu stworzyć coś naprawdę wyjątkowego, bo przecież „Кръв” mówi o rzeczach bardzo bliskich i muzycznie sporo już dla siebie zagarnęła. Belgun postanowił zagrać więc trochę łagodniej i wyszło to całkiem dobrze, jeśli spojrzymy przez pryzmat całego konceptu. Polecam przesłuchanie wszystkich trzech materiałów pod rząd. To tylko godzina, warto tyle bułgarskiemu projektowi poświęcić. 

Bardzo mi Hajduk zaimponował. Lubię takie przemyślane wydawnictwa a tu nie dość, że każdy materiał to koncept album, to jeszcze zebrane w całość dają kolejną ideę i tworzą zamknięte dzieło. Każdy materiał to inna muzyczna opowieść a jednak nie trudno poznać iż to ten sam zespół. Każde wydawnictwo to inny temat, ale łączą je świetne i przemyślane okładki. Marzenie mam by ktoś wydał wszystkie trzy na CD, najlepiej w formie jakiegoś boxa z dodatkowymi gadżetami związanymi z Bułgarią czy też z tematami poruszonymi w tekstach. Gdybym miał wytwórnię, już pisałbym w tej sprawie do Belguna. Ciekawe co stanie się z Hajduk, bo koncept zamknięty, misja spełniona, można iść na emeryturę? Czy może projekt będzie trwał i wydawał kolejne materiały ale już w żaden sposób nie kompatybilne z pierwszymi trzema, by nie psuć efektu trylogii? Przyszłość przyniesie odpowiedzi, ja osobiście mam nadzieję, że będzie to twierdząca odpowiedź na drugie pytanie. 

Tak czy siak brawa. Jeden z najciekawszych pomysłów na artystyczną ścieżkę, jaki spotkałem w ostatnich latach. I trochę szkoda, że to już koniec. 


Hajduk - „Свобода”. Wydanie własne (kaseta / bandcamp), listopad 2019.






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza