poniedziałek, 2 grudnia 2019

Bułgarska przyroda.


Bułgarski Hajduk wciąż mnie wyprzedza. Gdy pisałem o debiutanckiej epce „Кръв” („Krew” / tutaj), była już dostępna druga – ta, o której czytacie dziś - „Природа” („Natura”). Gdy pisałem o tej ostatniej, można już było posłuchać trzeciej, zatytułowanej „Свобода”(„Wolność”). Ale właśnie dzięki tej ostatniej zrozumiałem cały koncept stojący za bułgarskim projektem. Pisałem przy okazji debiutu, że podoba mi się wizerunek zespołu, koncepcyjne materiały, spójność artystyczna. Teraz wszystko stało się jasne a słowo klucz to po prostu Bułgaria.

Olśnienie przyszło bardzo łatwo. Wystarczyło wejść na bandcampa Hajduk by zrozumieć. Już tłumaczę - z prawej strony bandcampowych domen, pokazane są okładki poprzednich wydawnictw. W przypadku Hajduk była to - patrząc od dołu strony - „Кръв” (czerwona okładka), „Природа” (zielona) i „Свобода” (biała). Bingo! Przecież to flaga Bułgarii. Szybkie sprawdzenie symboliki tejże i mamy prawie jeden do jednego. Otóż, kolor biały na fladze to pokój, zielony symbolizuje wolność a czerwony krew przelaną w narodowowyzwoleńczych walkach. Dziękuję, mówcie mi Sherlock. Na przestrzeni trzech miesięcy dostaliśmy trwającą prawie godzinę, trzyczęściową opowieść sprowadzającą się do Bułgarii jako czegoś najważniejszego. Z lekko zmienioną symboliką, z elementem dodanym jako – zapewne – tym trzecim bardzo ważnym dla zespołu, ale myśl przewodnia pozostała czytelna. Dziś właśnie tym dodatkowym elementem się zajmiemy, bo Hajduk zamiast pokoju użył natury, nadając jej kolor zielony, co dziwić nie może. Trzy utwory, kompletnie inne od tych z debiutu, ale też o czym innym mówiące. I to mi się u Bułgarów także bardzo podoba – ta zdolność zobrazowania tematu muzyką. „Кръв” była brutalnym, agresywnym materiałem, podczas gdy „Природа” epatuje spokojem, atmosferą, klimatem i na upartego można ją określić „atmosferycznym black metalem”. Wiadomo, nie znoszę tego określenia, ale akurat tu pasuje. Tyle, że ta atmosfera jest bardzo interesująca i daleka od umartwiania się. Już sam początek otwierającego materiał utworu, poświęconego najwyższemu szczytowi Bułgarii (Musała, 2925 m n.p.m.), zagrany na jakimś regionalnym instrumencie, wprowadza w odpowiedni nastrój. Potem jest dość delikatnie, choć z czasem siła muzyki rośnie, tak jakby rosła sama góra, jakbyśmy dopiero po chwili dostrzegali jej majestat. Hajduk przyspiesza, ale i tak daleko mu do prędkości i agresji z debiutu. Nie ta tematyka. Druga kompozycja to już całkowity spokój, akustyczna gitara będąca podstawą aranżacji i recytacja. Nic dziwnego, jej tytuł to „Noc w lesie”, czyli coś co wszyscy bardzo lubimy. Wychodzi na to, że z Bułgarami mógłbym przybić piątkę. Ostatni utwór znowu zabiera nas wyżej, w łańcuch górski Stara Płanina. Pooglądałem kilka zdjęć i jest tam rzeczywiście pięknie. Tu również nie oczekujcie przyspieszonego tętna i tupiącej nóżki. Klawisze, oszczędne gitary i atmosfera wypełniają i budują tę długą, monotonną, ale nie nudną kompozycję. 

Specyficzny to materiał, na pewno nie na każdą okazję, ale przecież Bułgarom nie chodziło o zawojowanie nim Świata, jeno o oddanie własnych uczuć i odczuć względem rodzimej przyrody. Zrobili to więc tak, jak czuli. Jest w tym serce, tak jak było w debiucie, tu po prostu dominują uczucia inne, które każdy kochający naturę rozumie. Drugi materiał Hajduk utwierdza mnie w podziwie i szacunku dla tego projektu. A przed nami jeszcze część trzecia, zamykająca koncept, biała „Свобода”. Ale to już innym razem. 

Hajduk - „Природа”. Wydanie własne (kaseta / bandcamp), październik 2019.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz