poniedziałek, 11 listopada 2019

Włoska współpraca.


W słonecznej Italii diabeł żyje i ma się dobrze. Upalne lato przyniosło z Półwyspu Apenińskiego split dwóch wielce zasłużonych dla tamtejszej (i nie tylko) sceny zespołów. Oba startowały w połowie lat dziewięćdziesiątych i wciąż dumnie dzierżą w górze czarny sztandar. Abhor i Abysmal Grief, bo o nich mowa, to poza tym zespoły grające bardzo ciekawą muzykę i nie inaczej jest tym razem.

Nie jest to długie wydawnictwo, więc nie będę się rozpisywał (choć pieron wie jak wyjdzie), ale już na wstępie zachęcam do poznania, gdyż dawka diabła, opętania i potępienia jest tu ogromna. I w tym kontekście zacząć należy od okładek. Oba zespoły przygotowały swoje i obie są dość oryginalne. Abysmal Grief raczy nas obrazem cherubinka z dłońmi złożonymi do modlitwy, sęk w tym, że chłopczyk jest po dekapitacji i leży najprawdopodobniej na ołtarzu, bądź zwykłym stole. Abhor zaproponował zdjęcie zakonnicy, która ze stygmatami, poplamiona krwią, półleży pod odwróconym krzyżem. Sporo w tym pewnie interwencji grafików, ale wygląda dobrze. Oba obrazy są nieszablonowe, dość realistyczne i całkiem nieźle wpisują się w konwencję włoskich okładek, które od dawna zaskakują. Obie też dodają bez wątpienia smaku całemu wydawnictwu. Dwadzieścia siedem minut muzyki to trzy utwory z czego dwa należą do Abhor. Oni otwierają ten split a swoją część zatytułowali „Legione Occulta”. Obie kompozycje utrzymane są w stylu znanym z ostatniego (bardzo dobrego!) długograja ale obie byłyby na nim wyróżniającymi się utworami. Abhor prezentuje tu wyśmienitą formę i jeśli taką utrzyma do następnego krążka, to szykuje nam się hit. Teoretycznie jest tu to co zwykle – klimat rytuału, klawisze budujące grozę, średnie tempa (choć przyspieszenie w „Possession Obsession” wypada doskonale!), wokale rodem z horroru, szepty, krzyki i black metal bliższy greckiemu niż północnemu. W praktyce jednak wszystkie klocki pasują do siebie perfekcyjnie, każdy element współgra z innymi w stu procentach i efekt końcowy jest wyśmienity. Niesamowitej atmosfery dodają w otwierającym wydawnictwo „Legione Occulta”, fragmenty scen filmowych (o ile nie są to efekty przygotowane przez zespół) traktujących o (jak mniemam, bo włoskiego nie znam) egzorcyzmach i wypędzaniu szatana. Idą z muzyką pod rękę i to spacer w którym chce się brać udział. Po prawie czternastu doskonałych minutach bluźnierców z Padwy, pałeczkę przejmują bluźniercy z Genui. Abysmal Grief raczy nas jedną długą (trzynaście minut) kompozycją, która pomimo swej nietypowej konstrukcji doskonale pasuje do tego wydawnictwa. Nie jest to bowiem klasyczny doom czy black metalowy utwór, tu przez większość czasu dominuje intro – klawisze, pojedyncze szarpnięcia strun, recytacje, zaczątki jakiejś melodii nigdy nie dokończone – generalnie klimat bardzo okultystyczny i tajemniczy. Wszystko to buduje napięcie, by wreszcie ósma minuta przyniosła zmianę – oto bowiem wchodzi świetny riff, w średnim tempie, podbudowany bardzo dobrymi kościelnymi klawiszami i tak już ten utwór płynie do końca. Doskonałe zakończenie bardzo udanego splitu. 

Nie będę wartościował kto lepszy, bo oba zespoły zaprezentowały bardzo wysoki poziom i stworzyły materiał spójny, niesamowicie klimatyczny i taki, do którego bardzo chce się wracać. Szkoda, że nie ma go więcej. Pozostaje czekać na kolejne krążki obu formacji, bo w takiej formie i Abhor i Abysmal Grief mogą nas uraczyć długograjami genialnymi. Wypatruję i zacieram rączki. Do modlitwy nie składam, bo jeszcze mi głowę utną. 

Abhor / Abysmal Grief - „Legione Occulta / Ministerium Diaboli”. Iron Bonehead Productions, sierpień 2019.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz