piątek, 29 listopada 2019

Ukryta historia death metalu.


Wyczekiwałem drugiego krążka Blood Incantation jak Julek Paetz pogrzebu w katedrze. Jemu niestety się nie udało (mógł świecić niechlubnym przykładem a zamiast tego szybko o nim zapomną) , ja od kilku dni pieszczę swe zmysły albumem „Hidden History of the Human Race”. Wyczekiwanie dziwić nie może, biorąc pod uwagę jak bardzo pozamiatał mną pełnowymiarowy debiut Amerykanów (o nim tutaj). Pomimo mej oszczędnej i bardzo wybiórczej w ostatnich latach miłości do death metalu, był dla mnie „Starspawn” najlepszym zagranicznym krążkiem 2016 roku. Wniósł do gatunku nową jakość, przetarł i wytyczył nowe szlaki. Okazuje się jednak, że udanie podążać mogą nimi tylko prekursorzy. Drugi album potwierdził to doskonale.

Narzekać można jedynie na długość „Hidden History of the Human Race” (nie trudno spotkać w sieci takie opinie), przypominam jednak, że jego poprzednik był o minutę krótszy a pomimo tego zmiótł większość sceny jak huragan Katrina przedmieścia Nowego Orleanu. Kobiety lubią pocieszać mężczyzn, że długość nie jest najważniejsza, Blood Incantation dowodzi tego po raz drugi. Pewnie, biorąc pod uwagę jakość tego albumu też wolałbym by trwał pięćdziesiąt a nie trzydzieści sześć minut, ale darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby jak wiadomo. Cztery różne kompozycje składające się na ten krążek są jak dopieszczone elementy mechanizmu szwajcarskiego zegarka. Złożone w całość dają niezawodną maszynę śmierci i podróży w przestrzeni i czasie. W inne wymiary, dobrze znane z debiutanckiego „Starspawn”, choć nieco różne, jakby odświeżone, bogatsze i pełniejsze o niespodzianki, przygody czyhające na każdym kilometrze podróży i cytaty z klasyków. Drugi album Amerykanów oferuje też jakby więcej przestrzeni, oddechu, jest w swej konstrukcji lżejszy i nie zasypuje nas gruzem w stopniu takim, jak jego poprzednik. Ale niech to nikogo nie zwiedzie, bo zespół nie rezygnuje z ciężaru i gęstości, wprowadza po prostu trochę przeciągu i wytchnienia, budując tym samym wspaniały klimat. Środki użyte w tym celu są dużo bogatsze niż na „Starspawn” i dzięki temu „Hidden History of the Human Race” to krążek dużo ciekawszy i dużo mniej oczywisty (o ile można tak o poprzednim w ogóle powiedzieć – chyba tylko z perspektywy czasu i dziesiątek przesłuchań, bo przecież w dniu premiery był od oczywistości jak najdalszy). Zarazem jednak przekonująco stawia się w roli naturalnego kontynuatora myśli rozpoczętej na poprzednich wydawnictwach, dzięki czemu doskonale wpisuje się w dotychczasową ścieżkę twórczą kwartetu i dopełnia ich dyskografię, otwierając kolejne drogi i obszary, które pewnie tylko oni sami będą w stanie eksplorować. Bo to zespół ciągle poszukujący, progresywny – choć mocno osadzony w korzeniach i klasyce gatunku. Tu aż roi się od cytatów z wczesnych amerykańskich lat dziewięćdziesiątych a gdyby wziąć taki choćby Death, to są to wręcz bezpośrednie odniesienia. Tych ostatnich szukać możemy też wśród lżejszych artystów, bo jeśli ktoś zna twórczość Pink Floyd, to nie uniknie skojarzeń. I to pokazuje jak szerokie inspiracje stoją za „Hidden History of the Human Race”, a to z kolei prowadzi do jednego wniosku – z tak bogatym zapleczem i twórczym talentem Blood Incantation ma przed sobą niesamowicie interesującą przyszłość, choć dla nas – zwykłych zjadaczy chleba – kompletnie niemożliwą do odgadnięcia. I bardzo dobrze, bo jeśli kolejny krążek ma być tak pozytywnym zaskoczeniem, to zabawa we wróżkę nikomu nie jest potrzebna. 

Kompozycje takie jak choćby niesamowicie odważny, instrumentalny „Inner Paths (to Outer Space)” (Pink Floyd moi drodzy!) czy zamykający album utwór – gigant, osiemnastominutowy „Awakening From The Dream Of Existence To The Multidimensional Nature Of Our Reality (Mirror Of The Soul)” (dzieje się tam więcej niż na cygańskim weselu) uświadamiają mi, iż mogę sobie żyć codziennie swoim black metalem, przechodząc obojętnie obok większości death metalowych wydawnictw, ale kiedy pojawia się taki album, takiego zespołu, to staję się dzieciakiem w cukierni. Na jakiś czas większość leśnych dźwięków idzie na bok a ja z zadowoleniem daję się wrzucić w kosmiczne otchłanie i zajadając pączki nie mam zamiaru ich opuszczać. Bo można grać death metal ale można też wynosić go na inny poziom, zamieniać w sztukę i czarować nim bez opamiętania. I to właśnie czyni Blood Incantation. Po raz drugi porwali mnie kompletnie, chyba nawet mocniej niż za pierwszym razem. Absolutna czołówka tego roku a w swoim gatunku numer jeden, lata świetlne przed resztą. 

Doskonały album, czapki z głów. 


Blood Incantation – „Hidden History of the Human Race”. Dark Descent Records, listopad 2019.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz